Na tym tle interesująco prezentuje się Nigeria – najludniejsze na Kontynencie państwo, położone nad Zatoką Gwinejską. Jego nazwa pochodzi od tamtejszej rzeki Niger i po raz pierwszy pojawiła się na łamach londyńskiego The Times w roku 1897. Obszar 923768 km2 zamieszkuje 211 milionów obywateli (do 2100 roku ma wzrosnąć do 733 mln), a produkt krajowy brutto to 441 miliardów USD.
Główne źródło dochodu stanowi eksport ropy naftowej, co sprawia, że Nigeria jest największą z afrykańskich gospodarek. Nie brakuje innych surowców, by wymienić węgiel czy cynę. Pomimo to ludność trudni się w większości prymitywnymi formami gospodarowania, wiodąc koczowniczy tryb życia, polegający na chowie zwierząt gospodarskich lub wypala trawy sawanny z myślą o zakładaniu upraw rolnych.
Wojskowe rządy w Nigerii rozpoczęły w 1966 roku, gdy grupa młodych oficerów przeprowadziła zamach stanu, który obalił rząd Federalnej Republiki Nigerii. W latach 80. i 90. XX wieku charakteryzowały je łamanie praw człowieka, korupcja i represje wobec opozycji politycznej. Wojskowi przywódcy Nigerii często przejmowali władzę w kraju, obalając legalnie wybranych przywódców, a następnie wprowadzając autorytarne rządy.
Mimo wielu lat rządów wojskowych Nigeria wciąż zmaga się z problemami politycznymi, gospodarczymi i społecznymi, takimi jak korupcja, brak bezpieczeństwa, porwania dla okupu, ubóstwo i niski poziom edukacji. W ostatnich latach, kraj przeszedł znaczące zmiany, w tym powrót do demokracji w 1999 roku i wprowadzenie reform gospodarczych mających na celu zwiększenie inwestycji zagranicznych i poprawę sytuacji gospodarczej kraju.
Potencjalnie mlekiem i miodem płynąca Nigeria, pozostaje jednak w stanie biedy i zacofania gospodarczego. Najsilniejszym organizmem państwowym jest armia, licząca 130 tysięcy żołnierzy i oficerów oraz 32 tysiące rezerwistów, dysponująca budżetem prawie 3 mld USD.
Przed laty głośna była epopeja 110 dziewcząt z katolickiej szkoły w stanie Jobe w północno-wschodniej Nigerii, uprowadzonych przez islamskich dżihadystów z ugrupowania Boko Haram. W kolejnych latach obszar ten był terroryzowany przez rebeliantów ISIS, czego przejawem było zamykanie szkół. 14 kwietnia 2020 roku terroryści z Boko Haram pod hasłem „nie dla zachodniej edukacji” uprowadzili 267 dziewcząt z państwowego gimnazjum w Chibok. Los 112 spośród nich pozostaje ciągle nieznany.
Przez lata USA wspierały władze nigeryjskie, pomimo że prawa człowieka wg indeksu Freedom House plasowały Nigerię (z notą 4,5 w skali siedmiostopniowej) na dole rankingu, jako kraj „częściowo wolny”. Amerykanie zmienili swoją politykę wobec Nigerii dopiero, gdy zapanowała zinstytucjonalizowana korupcja, a władze wykazały całkowity brak skuteczności w walce z Boko Haram (formacje rządowe rozpierzchały się bez podejmowania walki z terrorystami). Ograniczono nie tylko import nigeryjskiej ropy, zredukowano finansowanie budżetu obronnego, a nawet zablokowano izraelsko-nigeryjski kontrakt na zakup helikopterów szturmowych produkcji amerykańskiej Bell AH–1 Cobra. W efekcie doszło do zbliżenia Nigerii z Rosją i Chinami.
Według wstępnych wyników wyborów prezydenckich w Nigerii, zwycięzcą został 70 letni Bola Tinubu reprezentujący Kongres Wszystkich Postępowców (APC) – ugrupowanie ustępującego prezydenta Muhammada Buhari. Drugie miejsce przypadło byłemu wiceprezydentowi 76-letniemu Atiku Abubakarowi, natomiast trzecie kandydatowi Partii Pracy Peterowi Obi.
„Wielki przegrany” – Peter Obi, były gubernator stanu Anambra uzyskał poparcie młodych, wykształconych mieszkańców miast, a nadzieja wygranej zmobilizowała masy biernych przez lata wyborców, którzy nie widzieli szansy na zmianę dotychczasowego układu sił. Owa nadzieja zgasła, kiedy zwycięzcą ogłoszono B. Tinubu. To polityk, który przez lata sprawował władzę „zza kulis”. Nazywano go „ojcem chrzestnym” establishmentu reprezentującego ugrupowanie ustępującego prezydenta, który przez dwie kadencje nie rozwiązał żadnego z istotnych problemów Nigerii.
Muhammad Buhari pozostawił Tinubu kraj pogrążony w chaosie i następujących po sobie kryzysach. Warto zwrócić uwagę, że Bola Tinubu finansował kampanię ustępującego prezydenta, a majątku dorobił się, sprawując funkcję gubernatora największej metropolii – Lagos. Po ustąpieniu z tego urzędu wskazywał on kolejnych swoich następców.
Frekwencja wyborcza wyniosła jakoby 27 procent i była jedną z najniższych od czasu upadku dyktatury wojskowej, a wybory po raz pierwszy odbyły się w warunkach właśnie wprowadzonego elektronicznego systemu liczenia głosów, co miało usprawnić przebieg głosowania, a w praktyce powodowało problemy techniczne.
Dochodziło także do licznych zamieszek, a w wielu miejscach oddanie głosu uniemożliwiły ataki uzbrojonych napastników. Wielu wyborców opuściło lokale, nie wrzuciwszy głosu do urny. Na południu kraju zwanym bastionem opozycji; w stanach Rivers, Lagos i Delta zastraszano wyborców, niszczono urny, bądź tam w wielu punktach wyborczych głosowanie się nie odbyło. Opozycyjni kandydaci zgodnie odrzucili ogłoszony wynik i zażądali powtórki wyborów. Państwowa Komisja Wyborcza i prezydent elekt odsyłają ich do sądu.
Zdaniem obserwatorów wynik głosowania w najludniejszym kraju Afryki, to test demokracji dla całego Kontynentu, który ma konsekwencje dla sąsiednich krajów: Beninu, Czadu, Kamerunu i Nigru. Podzieloną na muzułmańską północ i chrześcijańskie południe Nigerię zamieszkuje 250 grup etnicznych. W różnych częściach kraju narastają dążenia separatystyczne, a jedyne spoiwo stanowi urzędowy język angielski.
Szerząca się korupcja, wszechogarniająca przemoc, braki w zaopatrzeniu w gotówkę, energię, a nawet paliwo (w kraju będącym piątym eksporterem ropy na świecie!) sprawiają, że zagrożona jest demokracja i bezpieczeństwo w całej Afryce Zachodniej. Państwo stanowiące największą (obok RPA) gospodarkę Kontynentu, które wedle prognoz w 2050 roku będzie trzecim najbardziej zaludnionym krajem świata, kluczowe dla bezpieczeństwa regionu – pogrąża się w chaosie. Pogłębiające się nierówności powodują, że ponad 50 procent społeczeństwa żyje poniżej granicy ubóstwa, podczas gdy wielu najzamożniejszych ludzi w Afryce, to także bogaci Nigeryjczycy. Wśród nich są sponsorzy islamskiego dżihadu.