fbpx
6 grudnia, 2025
Szukaj
Close this search box.

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Zniszczenie Nord Stream było korzystne dla Francji

Redakcja
Redakcja

Nowy Świat 24 | Redakcja

Illustration of robotic clamps installing pipe with Nord Stream 2 inscription on bottom of Baltic Sea during gas pipeline building process from Russia to Germany

W końcu to Francuzi najwięcej zyskali dzięki akcji wysadzenia gazociągów. Podejrzenia z nich może ściągać jednak głęboka i powszechnie znana wiara francuskich elit w sojusz z Niemcami. Przecież do niedawna francuski prezydent Emmanuel Macron był przekonany, że Niemcy to partner nieskończenie dobry. Zresztą każdy przedstawiciel partii rządzących Francją uważał Niemcy za dobre, pomocne i warte naśladowania mocarstwo. Nikt nie podawał w wątpliwość francusko-niemieckiego partnerstwa.

Teraz ten dogmat francuskiej polityki pozostaje silny, ale od wybuchu wojny rosyjsko-ukraińskiej pojawiły się też odmienne głosy. Dla niektórych stało się jasne, że Berlin oszukiwał, kiedy Francja w pełni angażowała się w to partnerstwo, Niemcy na tyłach prowadziły wojnę energetyczną. Nie rozumiano tylko nadal, że nie była to tylko wojna energetyczna przeciwko Francji, lecz szerzej zakrojona wojna gospodarcza przeciwko większości Europy.

Gazociąg Nord Stream I zapewniał Niemcom dostęp do dużych ilości taniego rosyjskiego gazu. Pokrywał on 55 proc. zapotrzebowania tego kraju na gaz. Otwarcie Nord Stream II pozwoliłoby podwoić tę ilość i zaspokoić całe niemieckie zapotrzebowanie na ten surowiec. A przecież energia stanowi obecnie podstawę nowoczesnej gospodarki. Bez energii niemożliwy jest transport, produkcja, przetwarzanie czy przesyłanie. I właśnie dzięki taniemu gazowi z Rosji udało się Niemcom ustanowić w Europie gospodarczą hegemonię.

Oczywiście wolny rynek daje Niemcom pełne prawo do utrzymywania jak najbardziej dynamicznej i konkurencyjnej gospodarki. Tyle że środki do tego wykorzystane okazały się nie tylko złośliwe, ale także szkodliwe dla Europejczyków.

W 2011 r. Niemcy podjęli decyzję o wycofaniu się z energetyki jądrowej. W tym samym roku zakończyli budowę pierwszego rurociągu Nord Stream. Zaczęli też podważać francuski przemysł jądrowy, który przekładał się na stosunkowo niskie ceny prądu we Francji. Naciski i ataki Berlina narastały. Pod jego presją zamknięto położoną niedaleko niemieckiej granicy elektrownię atomową w Fessenheim. Ale Niemcy postarali się też o szersze regulacje na szczeblu europejskim, które szkodziły francuskiej energii jądrowej. We Francji pojawiło się sporo lobbowanych przez Niemców organizacji antynuklearnych oraz ekologów walczących z tym źródłem energii.

Niemiecki atak na francuski przemysł jądrowy opisał ekspert od polityki energetycznej Fabien Bouglé w książce „Nucléaire, les vérités cachées”. Jego zdaniem niemieckim celem było zniszczenie EDF (Electricité de France), czyli francuskiego operatora 58 reaktorów jądrowych. W tej sprawie we Francji powołano nawet parlamentarną komisję śledczą. W zeszłym roku zeznawał przed nią Henri Proglio, były prezes EDF, który powiedział: „Niemiecką obsesją od 30 lat jest rozpad EDF. Udało im się”. Zarówno wcześniejszy prezydent Hollande, jak i Macron pozwolili Niemcom wygaszać francuski przemysł jądrowy od 2012 r. W konsekwencji już po dziesięciu latach ten czołowy europejski eksporter energii elektrycznej stał się importerem netto. Sytuację zmienił dopiero wybuch wojny na Ukrainie – był to impuls do ponownych inwestycji w energetykę jądrową. Według szacunków ma ona zatrudnić od 10 do 15 tys. osób do roku 2030.

W Europie Środkowej szybciej zdano sobie sprawę z gry prowadzonej przez Niemcy. Nord Stream od razu postrzegany był jako wyraz ekonomicznej dominacji i niesprawiedliwości. Nowy rurociąg omijał wschodnie kraje, a na dodatek miał na tyle dużą przepustowość, że był w stanie wyprzeć wcześniejsze rurociągi biegnące przez tereny położonych na wschodzie krajów, co umożliwiało Rosji bardziej agresywną politykę względem nich. Zarówno dla tego obszaru, jak i dla Skandynawii porozumienie energetyczne Nord Stream stanowiło zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego Europy.

Chociaż unijne prawo zabrana jednoczesnego wydobywania, transportowania i sprzedawania gazu przez jedną firmę, Niemcy utrzymali swój plan pokrycia całego zapotrzebowania na gaz dzięki rosyjskiemu koncernowi Gazprom. Komisja Europejska przymknęła na to oko. Kraje Europy Wschodniej, które wówczas podnosiły głosy o niesprawiedliwości i hegemonii, dziś wspierają Francję w jej „atomowym sporze” z Niemcami.

Niemiecki kanclerz Gerhard Schröder i jego następczyni Angela Merkel wypromowali Niemcy jako jednego z liderów Unii Europejskiej, chcąc w ten sposób zapewnić sobie hegemonię w wewnątrzeuropejskim handlu. W czasach przed pandemią koronawirusa Niemcy odpowiadały za przeszło 20 proc. globalnych nadwyżek handlowych, przeganiając pod tym względem Chiny (14 proc.). Za kadencji Merkel udział ten wzrósł dwukrotnie, a to za sprawą merkantylistycznej polityki, w której europejscy partnerzy Niemiec pełnili bardzo utylitarną funkcję. Celem Niemiec było sprowadzenie Europy Wschodniej do roli platformy produkcyjnej i uczynienie z Francji wasala.

Przeczytaj także:

Celem Berlina jest utrzymane pozycji przemysłowego prymusa Europy poprzez wasalizację pozostałych krajów. Drogą do tego jest utrzymanie wysokiej skali importu półproduktów o wysokiej jakości, ale w niskiej cenie, składanie ich w kraju, co skutkuje wysoką wartością dodaną, a następnie odsprzedawanie gotowych produktów w segmencie high-end. To gwarantuje firmom wysokie marże i możliwości inwestowania w innowacyjne technologie i szkolenia, a także podnoszenie płac. Mniej ważne są zatem rynki europejskie niż tani dostawcy.

W niemieckiej strategii gospodarczej inne kraje Europy zmuszone są do zajęcia defensywnych pozycji poprzez zmniejszanie marży, wprowadzanie planów socjalnych i umiarkowanych płac. To nie leży oczywiście w ich interesie, dlatego Niemcy ciągle muszą przekonywać, że jest inaczej.

Niemcy próbują forsować swoją reformę rynku pracy, znaną jako Hartz, na inne kraje Europy, dla których staje się ona powoli normą. Jednak trudno ją utrzymać w długiej perspektywie. Niemcy konsekwentnie zwiększają swoją kontrolę nad unijną administracją – już teraz zajmują większość najwyższych stanowisk. W ten sposób wypaczają też założenia europejskiego projektu, podporządkowując sobie Brukselę.

Wykorzystanie europejskiej administracji pomogło Niemcom zniszczyć francuski przemysł atomowy, ale także napsuć krwi Polsce – zresztą z udziałem Francji, która poparła niemiecką agendę. Polka jest niezwykle ważna dla niemieckiej produkcji, ale coraz bardziej wymyka się spod berlińskiego wpływu, zwiększając koszty płacowe dzięki wzrostowi gospodarczemu. Jeśli zmniejszenie funduszy europejskich dla Polski ograniczy jej wzrost gospodarczy, zahamuje to też wzrost kosztów płac, co będzie Niemcom na rękę. Francja jednak na tym nie skorzysta, bo wzrost kosztów płac na wschodzie Europy podnosi konkurencyjność francuskiego przemysłu.

Historia pokazuje nam, że Rosja jest mściwym mocarstwem, natomiast Niemcy to jej naturalny sojusznik. Dlatego w tej chwili najlepszym sprzymierzeńcem Francji jest Polska. Bez Paryża Polska będzie ciągle państwem między Berlinem a Moskwą, jednak sam Paryż, bez wsparcia Warszawy, pozostanie wasalem Niemców.

Biorąc to wszystko pod uwagę, jasne staje się, czemu zniszczenie rurociągów Nord Stream było korzystne dla Francji. Był to jeden z impulsów odrodzenia francuskiego przemysłu atomowego, równocześnie pozbawił Niemców taniego gazu, na którym budowały swoją gospodarczą przewagę. Teraz Berlin nie jest już kuszony wznowieniem sojuszu z Rosją, co zaszkodziłoby nie tylko Francji, ale też krajom Europy Środkowej, a przede wszystkim – Ukrainie. Ktokolwiek zniszczył te rurociągi, został francuskim bohaterem.

Przeczytaj także:

NAJNOWSZE: