fbpx
14 grudnia, 2025
Szukaj
Close this search box.

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Brytyjskie kłopoty z chętnymi do służby na okrętach podwodnych

Maciej Małek
Maciej Małek

Nowy Świat 24 | Redakcja

Źródło: Royal Navy/Wikimedia.org

Niestety wyzwaniem czasu obecnego jest nie tyle skuteczne reagowanie na odstraszanienuklearne, czy ruchy wrogich okrętów, ile brak chętnych do służby na okrętach podwodnych. Także tych najbardziej elitarnych, których aktualne położenie i rejon działań pozostają ściśle strzeżona tajemnicą.

Aktualnie w służbie pozostaje 10 okrętów podwodnych, z czego największą siłę uderzeniową stanowią cztery okręty klasy „Vanguard”, a mianowicie sam „Vanguard”, od którego nazwę wzięło określenie klas: „Victorius”, „Vigilant” i „Vengeance”. Są one wyposażone w wyrzutnie pocisków balistycznych z głowicami nuklearnymi.

Ponadto Royal Navy dysponuje pięcioma jednostkami klasy „Astude”, wyposażonymi w pociski konwencjonalne oraz najmniejszą jednostką, którą jest służący do zwalczania żeglugi nawodnej i jednostek podwodnych okręt klasy „Trafalgar”. Tylko okręty klasy „Vanguard”, stanowiące gwarancję skutecznej odpowiedzi na atak nuklearny, zabierają na pokład po 135 wykwalifikowanych specjalistów. Przenoszą one do 16 pocisków balistycznych, przy blisko 16 tonach wyporności i długości kadłuba prawie 150 m.

Okręty klasy „Astude”, również charakteryzują znaczne rozmiary – blisko 100 m długości, a nawet najmniejszy „Trafalgar”, liczy blisko 85 metrów. Co więcej. poza problemami rekrutacyjnymi dnia dzisiejszego wyzwaniem będzie obsadzenie nowych jednostek w ramach planowanej rozbudowy floty podwodnej o napędzie atomowym. Przewiduje to strategiczne porozumienie o współpracy w dziedzinie obronności pomiędzy Australią, Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią.

Skuteczne odstraszanie wymaga niezbędnej liczby wykwalifikowanych i wyszkolonych marynarzy. Tak dzieje się nieprzerwanie od roku 1969 – od kiedy to minimum jeden okręt klasy „Vanguard” z głowicami nuklearnymi na pokładzie, zajmuje nieujawnianą pozycje na morzu, podczas gdy pozostałe jednostki odtwarzają w tym czasie zdolność bojową lub przechodzą naprawy.

Za każdym razem, gdy wychodzą w morze, pozostają bez kontaktu z bliskimi, często przez długie miesiące, nie znając nawet miejsca dyslokacji, co w ocenie admirała floty Ben’a Key’a stanowi obecnie narastający problem. Jak stwierdził Key w rozmowie z parlamentarnym wydawnictwem „The House” – „rekrutacja do służby na okrętach podwodnych okazuje się trudna”.  W obecnych realiach, spośród 29 tysięcy marynarzy, podoficerów i oficerów, tylko niewiele osób wywodzi się z rodzin o tradycji marynarskiej, czy choćby wojskowej, co w przeszłości stanowiło regułę.

Być może brak wykwalifikowanych kadr sprawił, że niebawem brytyjską flotę podwodną zasilą powstające w stoczni w Plymouth okręty bezzałogowe klasy „Cetus”, mające współdziałać z jednostkami o napędzie atomowym klasy „Astude”. Jednostki, których miano nawiązuje do starożytnej mitologii, mają 12 metrów długości, 2,2 metra średnicy i nazywane są podwodnymi dronami. Konstrukcja modułowa zakłada, że poza częścią dziobową i rufową, pozostałe elementy będą dowolnie konfigurowane, z możliwością wymiany lub sekwencyjnej rozbudowy, co zmieni nie tylko długość kadłuba jednostki, ale także jej możliwości operacyjne. Z racji elektrycznego zasilania, zamontowanie dodatkowych akumulatorów poprawi zasięg jednostek, standardowo ustalony na 1000 mil, a możliwości zanurzenia na głębokość większą niż w przypadku innych jednostek na wyposażeniu Royal Navy. Pozwoli to skutecznie nadzorować infrastrukturę krytyczną. To bezpośrednia reakcja na doświadczenie wynikające ze zniszczenia gazociągu Nord Stream 2, czy przecięcia kabla łączącego Wyspy Owcze ze światem.

Przeczytaj także:

NAJNOWSZE: