Między 30 czerwca a 2 lipca agencja Cluster 17 przeprowadziła dla „Le Point” internetowe badanie opinii publicznej na temat zamieszek we Francji. Wynika z niego, że aż 77 proc. ankietowanych nie uważa, by przemoc na ulicach była uzasadniona, z czego połowa uważa, że jest całkowicie bezprawna. Pozostaje jednak blisko jedna czwarta Francuzów, która uznała, że zamieszki w takiej formie są uzasadnione, i tu także połowa twierdzi, że są całkowicie zasadne. Co można powiedzieć o tych 23 proc. Francuzów, którzy popierają uliczną przemoc? Czy należą oni do jakiejś charakterystycznej grupy społecznej? Czy są podobni do tych, którzy biorą czynny udział w zamieszkach?
Młodzi, wykształceni, z dużych miast
Według wyników ankiety większość usprawiedliwiających przemoc respondentów (40 proc.) stanowią młodzi ludzie – mają od 18 do 34 lat. Okazuje się, że ludzie z wyższym wykształcenie dwa razy częściej popierają zamieszki niż ludzie z wykształceniem średnim. Nie ma jednak zauważalnych różnic, jeśli dokonamy podziału na grupy według dochodów – zatem ciężko mówić o wyraźnym podziale społecznym przy ocenie zachodzących wydarzeń.
Ocena zależy też od miejsca zamieszkania. Mieszkańcy dużych ośrodków miejskich częściej akceptują uliczne protesty (30 proc.) o agresywnej formie niż mieszkańcy francuskich wsi (19 proc.).
Nie jest zaskakujące to, że nastawienie do protestów zależy w dużej mierze od światopoglądu politycznego respondentów. Grupa nazwana wielokulturowcami, która stanowi 8 proc. francuskiej populacji i jest żelaznym elektoratem France Insoumise, aż w 80 proc. przypadków usprawiedliwiała przemoc na ulicach. Szczególnie dużą tolerancją zamieszki cieszą się wśród wykształconych przedstawicieli radykalnej lewicy. 59 proc. wyborców Jean-Luca Mélenchona usprawiedliwia wspomniane akty przemocy (w tym 26 proc. całkowicie). I chociaż jest to bardzo wyraźna opinia, to jednak grupa ją wygłaszająca wydaje się społecznie mocno odległa od samych uczestników zamieszek (którymi są głównie młodzi ludzie z przedmieść), ale też od ofiar cierpiących z powodu tej przemocy (czyli właścicieli sklepów). Antykapitalistyczne przekonania tych wyborców nie idą jednak w parze z nastawieniem protestujących, bo ich ataki nie są wymierzone w kapitalizm jako taki, tylko w sklepy odzieżowe, z których kradną towar.
Nie jest to jednak solidarna postawa francuskiej lewicy. Ci, którzy zajmują pozycję bliżej centrum, w 73 proc. uważają, że przemoc na ulicach nie jest dobrym rozwiązaniem – co znaczy, że niewiele odstają od przeciętnej francuskiego społeczeństwa (77 proc.). Taki podział we francuskiej lewicy widoczny jest także wśród ich politycznych liderów.
Jeśli natomiast chodzi o kwestię tego, w jaki sposób rozwiązać aktualny kryzys, odpowiedzi Francuzów wyraźnie odzwierciedlają trójpodział tamtejszej sceny politycznej. Konserwatywni wyborcy uważają, że najważniejsze jest zwiększenie liczby policjantów na ulicach. Liberalni wyborcy popierający prezydenta Macrona z jednej strony twierdzą, że priorytetem powinno być teraz zapewnienie bezpieczeństwa Francuzom, z drugiej strony wyrażają pogląd, że należy zwiększyć dostępność pracy. Wreszcie lewicowi ekosocjaliści uważają z jednej strony, że istotne jest zwiększenie edukacji publicznej, a z drugiej – że konieczna jest odnowa francuskich miast. „Oprócz względnego konsensusu w sprawie kontroli zamieszek, większość opinii publicznej popiera pogląd, że mieszkańcy przedmieść znajdują się w niekorzystnej sytuacji” – przyznaje Jean-Yves Dormagen z Cluster 17.
Francuzi zgadzają się – przynajmniej w 62 proc. – by wydać 3 mld euro na realizację planu rozwoju przedmieść. Ten projekt w największej mierze popierają oczywiście ankietowani o lewicowych przekonaniach, natomiast respondenci będący na prawicy lub blisko centrum mają podzielone zdanie na ten temat.
Osamotnienie radykalnej lewicy
Sondaż przeprowadzony przez Cluster 17 pokazał, że we Francji następuje swoisty rozpad lewicy: poglądy jej radykalnej części znacząco odbiegają od stanowiska opinii publicznej i to w dość ważnych kwestiach, takich jak przyzwolenie na stosowanie przemocy. Radykalna lewica relatywizuje lub usprawiedliwia przemoc, przez co wspiera proces nazywany czasem decywilizacją – odejściem od cywilizacji (a przynajmniej takiej jej formy, jaką osiągnęliśmy). Takie poglądy charakterystyczne są przede wszystkim dla dość skoncentrowanych geograficznie, homogenicznych społecznie grup, które myślą abstrakcyjnie i są oderwane od rzeczywistości. Jeśli nie będzie się ich pociągać do odpowiedzialności, gotowi są na równie radykalne działania.
Przeczytaj także:
Radykalna lewica we Francji nie jest zbyt liczna, ale mimo to silnie wpływa na media i trafia do wielu młodych ludzi, co powinno budzić niepokój. Zwłaszcza jeśli w ich przekonaniu państwo traci monopol na stosowanie przemocy – w jaki sposób więc powinna być ona wykorzystywana i regulowana według radykałów?
Trudno odpowiedzieć na to pytanie na gruncie teoretycznym, ale widzimy, jak działa to w praktyce. „Usprawiedliwiona przemoc” we Francji ma formę ataków na funkcjonariuszy policji i grabieży sklepów. Na szczęście elektorat – w tym bardziej umiarkowana lewica – widzi, jak działa radykalizm i będzie o tym pamiętał przy wyborach.