fbpx
15 czerwca, 2026
Szukaj
Close this search box.

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Głos filozofa z Ukrainy (1). Potrzebujemy siebie nawzajem

Redakcja
Redakcja

Nowy Świat 24 | Redakcja

Wątek tego, że w rodzinie narodów europejskich wszyscy potrzebujemy siebie nawzajem, podejmuje ukraiński filozof Konstantyn Sigow w niedawno wydanym polskim tłumaczeniu wywiadu z nim Narodziny nowej Europy, Warszawa 2023. Sam wywiad przeprowadzony został na wiosnę 2022 przez dziennikarkę z Francji, a w polskim wydaniu ukazuje się z około rocznym opóźnieniem, jednak kontekst słów Sigowa, czyli rosyjska agresja na Ukrainę i tego daleko idące konsekwencje, pozostają aktualnymi. Dziś Ukraina bardzo potrzebuje Europy aby pozyskiwać wsparcie dla prowadzonej przez siebie walki, zaś Europa potrzebuje Ukrainy jak bastionu odpierającego wraże szturmy. Stąd tytuł Narodziny nowej Europy, gdyż uzyskujemy obecnie nową świadomość tego, do czego potrzebujemy siebie nawzajem. Przemija epoka, gdy Zachód potrzebował krajów Europy Środkowej, aby tworzyć tu strefę specyficznej postaci kolonializmu, i nie spodziewał się stąd żadnych treści dotyczących lepszego rozumienia naszego kontynentu. A i dziś często patrzy się na Ukrainę jako na petenta, który domaga się pomocy lub prosi, aby go wpisać do takiego czy innego klubu. Tym bardziej warto posłuchać, co Ukrainiec ma nam do powiedzenia.

Sigow mówi, że jesteśmy sobie potrzebni dla ubogacenia się swymi doświadczeniami oraz rozmaitymi punktami widzenia. Temu ma służyć wymiana pamięci, która bierze na poważnie na przykład wielość sposobów opisywania wojny, kluczowych dat i postaci historycznych. „Dotyczy to państw, które były imperiami, jak Francja, Niemcy, Wielka Brytania, a także tych, które nimi nie były – Ukrainy, Polski, Czech. Już dziś trwa owa rekompozycja narracyjna naszej wspólnoty. I okazuje się, że wszyscy potrzebujemy siebie nawzajem, na nowy sposób. Z naszymi traumami – traumą kolaboracji, traumą większego lub mniejszego oporu wobec reżimów totalitarnych XX wieku. Wszystkie sprawy powinniśmy wyłożyć na stół. Jeśli tego nie zrobimy, pojawi się realne ryzyko nowych operacji destabilizacji oraz instrumentalizacji przeszłości. To ryzyko istnieje już dzisiaj w Niemczech. (…) Idea oddzielenia operacji ekonomicznych od relacji politycznych i bezpieczeństwa przyniosła katastrofalne skutki. Nasuwa się pytanie, co dalej. Czy będzie próba zamiecenia tego wszystkiego pod dywan, aby bezwstydnie i tchórzliwie zachować status quo, czy dojdzie jednak do rachunku sumienia i odważnego wzięcia na siebie nowej odpowiedzialności, która pozwoli pójść do przodu, to znaczy otrzymać nowy kredyt zaufania, aby działać dla dobra wspólnego?” (…) W tym miejscu Sigow odnosi się do pewnego Rosjanina, który skontaktował się z nim i przyznał się do swojego błędu. Powiedział: Byłem imperialistą, traktowałem was z góry, myliłem się, nie dostrzegając tego wszystkiego. Sigow komentuje: „Jeśli inni ludzie w Moskwie postąpią podobnie, za tym przykładem pójdą ludzie w Berlinie, Paryżu i w innych miejscach. Dzięki temu otrzymają kredyt zaufania – w przyszłości będzie można z nimi rozmawiać. Jeśli przyznajesz się do błędów z przeszłości, przydaje ci to pewien rodzaj mandatu do czynienia dobra w przyszłości, pozwala uczestniczyć w tworzeniu nowej opowieści” (s. 107-108).

Sigow nazywa ową rodzącą się nową postać naszego kontynentu Trzecią Europą. Stosuje tu arytmetykę sięgającą dziejów po roku 1945. Nie jest to więc ani Europa zimnej wojny między blokami amerykańskim i sowieckim, ani też Europa czasu, gdy przestrzeń między Niemcami a Rosją podzielono na strefy wpływów, nie do końca informując o tym mieszkańców tej przestrzeni. Trzecia Europa winna być spojona więzią solidarności, z wysokim stanem kredytów zaufania oraz zdolnościami działania dla dobra wspólnego.

Nie ma co przy tym udawać, jakoby wszystkie kraje kontynentu startowały z równego poziomu, albo też dysponowały tą samą jakością instytucji czy świadomości. Przy całej uzasadnionej krytyce Zachodu trzeba mieć w pamięci to, że nasze państwa na Wschodzie są chwiejące się i po części przypominające państwa upadłe, jakich niemało na tej planecie. Mamy mnóstwo własnych problemów. Jednym z tych problemów są miliony naszych obywateli, którzy wstydzą się swoich rodzimych krajów i jak by tylko mogli, to by stawali się mieszkańcami Zachodu. Tu warto pamiętać, że ci nasi „nowocześni Europejczycy” w Polsce i innych krajach naszego regionu to w dużym stopniu ludzie spragnieni, by wrócił koniec historii Fukuyamy. Liczą na to, że Zachód na nowo będzie bez końca obsypywać ich bogactwem. To tacy sami ludzie, jak ci mieszkańcy Krymu, którzy w roku 2014 z radością witali wojska rosyjskie wierząc, iż powrócą czasy Sowieckiego Sojuza, kiedy każdy miał stabilną pensję, a do tego w swoim zakładzie pracy mógł kraść, czego tylko dusza zapragnie.

Może jednak się zdarzyć i tak, że jako zapóźnieni w „rozwoju cywilizacyjnym” znajdujemy się w pozycji bardziej komfortowej, niż ci na Zachodzie, którzy już mają usta zakneblowane poprzez poprawność polityczną, a przez to nie mają jak wyrażać swej opinii w sprawach kluczowych dla własnego życia. Czy środowiska Zachodu są skłonne słuchać głosu ukraińskiego filozofa? Przynajmniej my posłuchajmy.

Wielce znamienna jest fotografia umieszczona na okładce książki, przedstawiająca żołnierza ukraińskiego, na którego pada wąski snop światła gdzieś z góry, ze szczeliny w stropie bunkra, a ten żołnierz ma ręce rozłożone jakby w pozycji modlącego się. Sigow wyjaśnia, że nie jest to żadne zdjęcie stylizowane, lecz jedna z fotografii z Mariupola, gdy jeszcze trwała obrona zakładu Azowstal. Możemy domniemywać, że ten żołnierz poległ, czy to w boju, czy zamordowany już po uwięzieniu przez Rosjan. Autorem zdjęcia jest Dmytro Kozacki.

Sigow pisze: „Fotografia kondensuje i skrywa, w ciemności betonowych ścian podziemi Azowstalu, dni i noce niekończącej się walki. My widzimy tylko jedną chwilę zatrzymaną w kadrze. Uchwyconą epifanię odwagi i wolności. Chwilę niepowtarzalną, kairos, w której nagle w człowieku objawia się niezwyciężalna zasada. Człowiek objawia się mimo okropieństwa i dudnienia ciężkich bomb, które na niego spadają, mimo ciężaru sił zła, które chcą go poniżyć i zniszczyć. Co w ciemności i rozpaczy pomaga nam wytrwać? Ten nagły promień światła, który wleciał przez dziurę po bombie? Czy raczej ten wers napisany jakby dla niego przez genialnego więźnia Kołymy, wielkiego poetę, Wasyla Stusa, o tej chwili, gdy żaden mur obozu nie może odebrać niesamowitego wrażenia posiadania skrzydeł? Istnieje w człowieku coś niepokonanego, jakkolwiek dalekie jest zwycięstwo” (s. 170).

Marek Oktaba

Przeczytaj także:

NAJNOWSZE: