fbpx
4 września, 2026
Szukaj
Close this search box.

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Głos filozofa z Ukrainy (5). Odwaga

Redakcja
Redakcja

Nowy Świat 24 | Redakcja

Zdjęcie pomnika: Gerardus (źródło: Wikipedia.org.)

Ukraiński filozof Konstantyn Sigow w nieco zaskakujący sposób odwołuje się do potrzeby pojawienia się w Europie komisarzy Maigret, tu przywołując literackiego bohatera opowiadań George’a Simeona. Mówi: „dzisiaj, na poziomie państwowym i międzynarodowym, bardzo potrzebujemy nowych Maigretów, potrafiących łączyć w sobie inteligencję, dociekliwość zawodową oraz odwagę we wcielaniu w życie swoich mocnych przekonań. To coś więcej niż spryt w tropieniu i karaniu drobnych oszustów, tu chodzi o samą ideę sprawiedliwości” (Narodziny nowej Europy, Warszawa 2023, s. 161). Ponieważ ta książka to wywiad przeprowadzony przez francuską dziennikarkę, Sigow zwraca się tu do Francuzów, zachęcając ich, by stawali się osobami na poziomie Maigreta: „To dobrze, że w waszej kulturze istnieje intelektualna odtrutka na pokusę stania się ofiarą takiej instrumentalizacji i zamykania oczu na nieakceptowaną rzeczywistość”. Przypomina też, jak Georges Simeon odwiedził Odessę na początku okresu sowieckiego, gdzie napisał wiele reportaży gazetowych o Wielkim Głodzie na południu Ukrainy. Był tam pierwsza osobą, która, niczym jego komisarz Maigret, wskazywała na zagrożenie, jakie niesie na przyszłość stalinizm. Zaś w powieści Les gens d’en face opisał funkcjonowanie sowieckich tajnych służb i sposoby, w jakie instrumentalizują one czy wręcz odtruwają zachodnich dyplomatów.

Z lekkim zaskoczeniem czytamy wezwanie Sigowa kierowane do Francji, gdzie już kiedyś ogłoszono Powszechną deklarację praw człowieka, aby to tutaj odbyć sąd nad zbrodniami totalitaryzmów lewicowych. Sigow mówi: „Sądziliśmy, mimo ostrzeżeń ze strony dysydentów Władimira Bukowskiego i Wiaczesława Czornowiła, że możemy się obyć bez norymberskiego procesu komunizmu. Brak osądzenia komunizmu umożliwił nawrót stalinizmu, putinizm. Jedynym wyjściem z tego impasu będzie proces, którego inicjatywę powinna podjąć Francja, kraj praw człowieka. Inaczej przemieni się to w formę pewnego emocjonalnego rewanżyzmu. My, Ukraińcy, nie chcemy rusofobii, domagamy się jedynie sprawiedliwości” (s. 19).

Czy to jest dowód na wielką naiwność Sigowa by sądzić, że podobny sąd może się odbyć właśnie we Francji, wylęgarni najgorszego lewactwa? W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych czołowi francuscy luminarze zachwalali Stalina, zaś zarówno sprawcy ludobójstwa w Kambodży, jak i w Rwandzie, to absolwenci Sorbony. Gdyby to we Francji osądzone zostały idee prowadzące świat ku katastrofie, to by musiało być poprzedzone chyba jakimś wielkim trzęsieniem ziemi.

Nawet gdy uczciwie sobie powiemy, iż powyższe jest niczym innym, jak niedosiężnym marzeniem, to równie uczciwie warto powiedzieć, iż podobny sąd by głęboko uleczył francuską duszę, zaś całemu temu krajowi by pozwolił skutecznie zmierzyć się z wszelkimi wyzwaniami, a więc odwrotnie, niż to się dzieje obecnie. Naiwna rada Sigowa niesie wiele mądrości. Z dobrej rady można skorzystać albo nie, zaś w tym drugim przypadku nadal tonąć.

A sprawa wydaje się dosyć prosta. Wystarczy głośno powiedzieć, że czarne jest czarne, a białe jest białe. To jest nawet nie tak dalekie od treści wypowiedzi Emmanuela Macrona z Bratysławy z 31 maja 2023, gdy mówił o delegitymizacji Rosji w koncercie narodów oraz o tym, że sytuacja „nie daje Rosji żadnej wiarygodności w żądaniu groźbą tego, czego żadne prawo już nie usprawiedliwia. W Europie nie ma miejsca na imperialne fantazje. Uznanie tego jest bardzo ważne i moim zdaniem warunkuje to każdą przyszłą organizację pokoju”. Szczęśliwie, nie ma tu już dawnych słów Macrona z zimy 2022 że „Rosji nie należy poniżać”.

Aby głośno powiedzieć, jaka jest prawda, wystarczy mieć w sobie odwagę. I tu z zaskoczeniem czytamy wypowiedź Sigowa: „Nie wydaje mi się to niemożliwe, aby któregoś dnia na Polu Marsowym czy w innym emblematycznym miejscu w Paryżu doszło do powtórki z wydarzeń roku 2014 u nas na Majdanie. (…) Co wydarzyło się wtedy? Doszło moim zdaniem do połączenia się dwóch zjawisk. Z jednej strony społeczeństwo poczuło, że istnieje ryzyko śmierci społeczeństwa obywatelskiego, ryzyko objawiające się poprzez przemoc, której ofiarą padli protestujący młodzi ludzie i której ofiarą paść mogło całe społeczeństwo. A z drugiej – to samo społeczeństwo poczuło, że musi być gotowe do największego poświęcenia, w przeciwnym wypadku bowiem ryzykowało utratą możliwości mówienia prawdy. I to połączenie obu tych zjawisk przyniosło głęboką przemianę” (s. 110).

I tu dotykamy tych treści, które Sigow zamieszcza w swej książce jako filozof, badacz i kontynuator myśli Hannah Arendt. Twierdzi, że człowiek jest zdolny sprzeciwić się złu. I na to wskazuje konkretne dowody na dzisiejszej Ukrainie. „W miastach zniszczonych przez konflikt objawiają się ludzie, którzy w sytuacjach zagrożenia życiowego biorą odpowiedzialność za innych, dostarczając im wodę, żywność, zajmują się nimi w warunkach, w których sami ryzykują wszystkim. (…) Dzięki tym ludziom w miastach, wioskach, domach nie dochodzi do prawdziwej katastrofy humanitarnej. Oni biorą na siebie ciężar tej odpowiedzialności. To kontynuacja społeczeństwa zaporoskiego. (…) Ta społeczna solidarność idzie dalej niż duch Majdanu, dalej nawet niż wspólnota Kozaków zaporoskich. To nowa kulturowa forma społeczna, dzięki której co prawda czujemy nasze ograniczenie, ale która pozwala nam je czasami przekraczać” (s. 87) Czy należy Sigowa jako filozofa krytykować za to, iż wierzy w możliwość tego, by Francuzi wykazali się odwagą?

W jakimś sensie filmy z manifestacji oraz walk na ulicach Francji pokazują ludzi odważnych, nie lękających się policyjnych pałek. Jednak perspektywa rysowana przez Sigowa jakby wskazuje jeszcze inny, głębszy rodzaj odwagi, która tu by była potrzebna. Nie wystarczy wykrzyczeć swojej nienawiści do rządzących. Obok tego trzeba jeszcze mieć odwagę kochania swojej ojczyzny, gorące pragnienie służby jej nawet wtedy, gdy to kosztuje. Marzenie Sigowa, by na paryskim Polu Marsowym powtórzyły się wydarzenia kijowskiego Majdanu, to właśnie wskazanie na pewien trudno dający się opisać głębszy rodzaj odwagi.

W jakimś sensie wystarczy tylko zrealizować to, co już jest ujęte w tekście Marsylianki. Allons enfants de la Patrie – naprzód, dzieci Ojczyzny! Amour sacré de la Patrie – o miłości Ojczyzny święta! Nie ma tu nic o politycznej poprawności zakazującej odwoływania się do narodu. Nie ma tu nic o relatywizacji treści moralnych, ani o promowaniu małżeństw jednopłciowych. Jest proste wezwanie do walki przeciw tyranowi, a w obronie republiki, demokracji, wolności.

Marek Oktaba

Przeczytaj także:

NAJNOWSZE: