fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

18.7 C
Warszawa
czwartek, 23 maja, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Opuszczenie Afganistanu było dobrą decyzją

Niemal bilion dolarów kosztowała USA walka i budowanie narodu w Afganistanie. To jednak nie wszystkie koszty – kolejne, to strata ponad 2 tys. żołnierzy – podsumowuje brytyjski tygodnik „The Spectator”. Czy wycofanie amerykańskich wojsk było słuszną decyzją prezydenta Bidena?

Warto przeczytać

Po co była Stanom Zjednoczonym ta wojna w Afganistanie? Tak samo można by zapytać o niemal każdą amerykańską interwencję z ostatnich kilku dekad.

Po wycofaniu wojsk z Afganistanu okazało się, że zyskano „niewiele więcej niż potiomkinowską wioskę afgańskiego rządu, aby pokazać wszystkie te skarby i krew” – pisze „The Spectator”

„Dzisiejszy dzień był ciężki. Nie mogę sobie wyobrazić, jak to było dla rodzin tych, których zostawiliśmy” – tak napisał żołnierz, który miał za sobą służbę w Afganistanie. Słowa te padły, gdy chaos związany z wycofaniem się Zachodu z Afganistanu, amerykańskie media pokazywały jeszcze codziennie.

Jego żal wydaje się zrozumiały. Jednak obecnie stało się jasne, że opuszczenie Afganistanu było słusznym posunięciem.

Amerykańska obecność i odejście

Doradca Baracka Obamy ds. polityki zagranicznej Ben Rhodes podsumował amerykańskie interwencje krytycznie: „Spójrzmy na kraje, w których prowadzono wojnę z terroryzmem – Afganistan, Irak, Jemen, Somalia, Libia. Każdy z tych krajów jest dziś w jakiś sposób w gorszej sytuacji. Podstawy dowodowe dla idei, że amerykańska interwencja wojskowa prowadzi nieuchronnie do poprawy sytuacji materialnej, po prostu nie istnieją”.

Jeśli chodzi o Afganistan, dane ONZ wskazują na największy kryzys humanitarny na świecie. Dziewiętnaście milionów ludzi cierpi głód. Chiny i Rosja robią tam, co chcą. Dziewczętom nie wolno się kształcić, wyżej niż na poziomie podstawowym, Wiele z nich pozostaje więc dłużej w szkole podstawowej jedynie po to, by się intelektualnie stymulować. Tymczasem ich koledzy kształcą się dalej w nadziei, że talibowie w końcu pozwolą połowie populacji na edukację.

Wiele z tych negatywnych zjawisk prawdopodobnie by się nie pojawiło, gdyby Zachód był tam stale obecny.

Decyzje Bidena

Prezydent Biden zdawał sobie z tego wszystkiego sprawę, uznając, że nie jest to odpowiedzialność Ameryki. Tuż po wycofaniu amerykańskich wojsk, dyplomata Richard Holbrooke zwrócił się do niego w sprawie losu afgańskich dziewcząt. Ówczesny wiceprezydent wybuchł: „Nie wyślę tam moich chłopców, by ryzykowali życie w imieniu praw kobiet. To po prostu nie zadziała, nie po to tam są”.

„Bez względu na to, jak bardzo współczujemy afgańskim kobietom, każdy ojciec ma prawo zapytać, dlaczego jego syn lub córka mają narażać swoje życie. Prezydent ma również prawo zadać to samo pytanie jako głównodowodzący. To nie tak, że ucisk w innych częściach świata jest uważany za warty życia Amerykanów” – zauważa „The Spectator”.

Amerykańska polityka zagraniczna, według której prawa człowieka dotyczące obywateli innych krajów nie są wystarczającym powodem do podejmowania interwencji wojennych, tym razem zwyciężyła. Chociaż brutalnie i niezdarnie, powodując chaos w opuszczanym przez wojsko kraju, Biden zastosował tę zasadę wobec Afganistanu.

Argument, że kraj się zmienia, ponieważ wkroczył tam Zachód, bywa podejmowany jeszcze kilka lat po zakończeniu operacji. Z czasem jednak traci na sile. Według „The Spectator” zasada „zepsułeś, to napraw” nie do końca sprawdza się w przypadku zachodniego zaangażowania w Afganistanie. Państwo to było bowiem dysfunkcyjne już przed wojną, a po 20 latach nieudanej zachodniej naprawy, nadal było zepsute.

Dla Bidena, jeszcze za czasów prezydentury Baraka Obamy, misja Zachodu w Afganistanie była tzw. mission creep. Termin ten oznacza „stopniowe lub przyrostowe rozszerzanie interwencji, projektu lub misji, wykraczające poza jej pierwotny zakres lub cel”. Operacja mająca pierwotnie na celu usunięcie Al-Kaidy, po 11 września 2001 r. stała się gigantyczną próbą budowania narodu. Odbywało się to wielkim kosztem – nie tylko generowało ogromne wydatki, ale życie straciło tam mnóstwo amerykańskich chłopców.

Lata urzędowania Trumpa niewiele zmieniły. Jeśli chodzi o Bidena, to miał on czas na uświadomienie sobie, że konieczna jest zmiana kolejności priorytetów Ameryki za granicą.

„Bush i Blair udali się do Afganistanu nie z powodu 11 września, ale z powodu zagrożenia, które widzieli w związku z tym wydarzeniem. Postrzegali Al-Kaidę jako asymetryczne wyzwanie dla istnienia Zachodu. Islamistyczna ideologia, sprzymierzona z nowoczesną technologią, uczyniła z nich wroga podobnego do ZSRR, a wcześniej faszyzmu. To było źródłem wojny z terroryzmem” – twierdzi „The Spectator”.

Biden, gdy objął urząd prezydenta, mógł już uczciwie stwierdzić, że Bush i Blair głęboko się mylili.

Terroryzm nie jest równy dyktaturom

Bin Laden był masowym mordercą, ale nigdy dyktatorem. W wyniku działań terrorystów islamskich życie straciło wielu niewinnych ludzi na całym świecie. Jednak nigdy i na żadnym etapie działań islamistów zachodnie instytucje i normy społeczne nie były zagrożone. Tymczasem podczas zimnej wojny, radzieckie czołgi wjechały do Budapesztu, Pragi czy Kabulu. Podporządkowywano wówczas całe narody.

Jeśli zaś chodzi o Afganistan i porażkę Zachodu, to jednak służby bezpieczeństwa odniosły pewien sukces w powstrzymywaniu masowego terroryzmu. Zamachy co prawda nie ustały, ale ich liczba się zmniejszyła, a liczba ofiar stała się mniejsza. Obecnie w Ameryce uchwalenie przez Kongres zaostrzonych przepisów dotyczących broni palnej uratowałoby znacznie więcej amerykańskich istnień niż jakakolwiek liczba żołnierzy w Helmandzie.

Nawet w latach 90., w najbardziej intensywnym okresie działania Al-Kaidy, globalna gospodarka niemal nie zareagowała na sytuację. Tymczasem inwazja Putina na Ukrainę szybko wpędziła strefę euro w recesję. Konsekwencje stagnacji gospodarczej są trudniejsze do oszacowania niż zagrożenie bombą w plecaku. Jednak stwierdzenie, że rosyjska napaść doprowadziła do utraty życia starszych ludzi walczących z konsekwencjami inflacji i próbujących utrzymać ogrzewanie swoich mieszkań, jest dalekie od fantazji.

Groźne państwa narodowe

Zrozumienie jasnych i aktualnych zagrożeń przez obecnego prezydenta jest znacznie silniejsze niż w przypadku pokolenia mężów stanu z 11 września. Być może pomógł wiek Bidena. Jest politykiem jeszcze z czasów zimnej wojny. To doświadczenie dało mu kontekst, w którym łatwiej umieścić jest terrorystyczny atak na World Trade Center. Przerażający i tragiczny, ale możliwy do opanowania i o ograniczonym zasięgu.

Biden zdaje sobie sprawę z tego, że nie fanatycy są prawdziwym zagrożeniem dla Zachodu. Są nim państwa narodowe. To chińska inwazja na Tajwan i związane z nią potencjalne zaburzenia globalnych dostaw półprzewodników, niosłyby naprawdę ogromne konsekwencje. Korea Północna i Iran są znacznie bliżej technologii nuklearnej niż jakikolwiek mułła w Kandaharze.

Jednak postawa Bidena najprawdopodobniej zablokuje mu drugą kadencję.

Świat się tak bardzo nie zmienia

Blair, Bush i inni nie dostrzegali jednego. Świat XXI wieku jest bardziej podobny do tego z XX wieku niż się im zdawało. To Rosja, Chiny i garstka innych państw są „wrogiem”, który może naprawdę zniszczyć Zachód. Tego nie są w stanie dokonać żadni islamscy terroryści.

Prawdopodobnie dostrzegło to też wielu przywódców, jednak jedynie Biden coś z tym zrobił. Obecnemu prezydentowi zarzuca się, że nie kontynuował 20-letniej misji, która zawodziła. Jednak ci sami, którzy rzucają na niego kalumnie, zdawali się nie zauważać coraz większego zagrożenia ze strony rosnącego supermocarstwa – Chin.

Krytycy powinni docenić polityczną przenikliwość Bidena. Prezydent został kiedyś ostrzeżony o ryzyku politycznym związanym z wycofaniem wojsk z Afganistanu. Odpowiedział wtedy: „Pieprzyć to. Nie musimy się o to martwić. Zrobiliśmy to w Wietnamie. Nixonowi i Kissingerowi uszło to na sucho”.

Przeczytaj także:

Na początku jego poparcie spadło o sześć punktów, ale już rok później, w połowie kadencji Bidena, Demokraci cieszyli się już przyzwoitym wynikiem.

W walce przedwyborczej Trump z pewnością będzie głosił, że nigdy nie pozwoliłby talibom przejąć całego amerykańskiego sprzętu ani upokorzyć Ameryki na arenie międzynarodowej. Jednak w polityce zagranicznej Amerykanie nie lubią wspominać kompromitacji. Afganistan nie będzie więc głównym tematem rozmów przed przyszłorocznymi wyborami.

Dziś zachodni sojusz powinien skupić się na Putinie i Xi, przeciwnikach, którzy wciąż trwają.

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ