fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

16.1 C
Warszawa
wtorek, 27 lutego, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Lockdown zniszczył dzieci

W Wielkiej Brytanii po pierwszym lockdownie odnotowano wzrost liczby dzieci z tzw. tikami. Do specjalistów zaczęło wówczas trafiać coraz więcej nieletnich z podejrzeniem zespołu Tourette'a – donosi „The Spectator”

Warto przeczytać

Zespół Tourette’a był dotychczas rzadkim zaburzeniem neurorozwojowym. Cierpiące na niego osoby wykonują mimowolne ruchy lub wydają niekontrolowane dźwięki – tzw. tiki.

Oczywiście łagodne tiki są stosunkowo powszechne u dzieci, jednak tuż po pierwszym lockdownie u specjalistów zaczęli się dużo częściej pojawiać najmłodsi wykazujący złożone i wyniszczające objawy. Oddziały psychiatrii młodzieżowej, zamiast odnotować cztery lub pięć nowych przypadków rocznie, przyjmowały taką liczbę w ciągu zaledwie tygodnia. Specjaliści użyli wówczas nawet słowa „eksplozja”, aby opisać rosnącą grupę zmagających się z problemem.

Alarmował o tym dr Alasdair Parker, prezes Brytyjskiego Stowarzyszenia Neurologii Dziecięcej. W 2021 r. powiedział: „Najpoważniejsze zaburzenia tikowe, jakie widziałem w ciągu ostatnich 20 lat, pojawiły się w mojej praktyce w ciągu ostatnich pięciu miesięcy”.

Zespół Tourette’a „zmienił płeć”

Specjalistów zastanowił nie tylko wzrost liczby przypadków, ale jeszcze coś. Zaburzenie wcześniej dotyczyło głównie chłopców, tymczasem wśród nowych przypadków przeważały dziewczynki. Czasopismo „Lancet” opublikowało na początku tego roku nowe dane, wykazując ponad czterokrotny wzrost występowania tego zaburzenia wśród młodych kobiet. To dziwne zjawisko sugerowało, że dzieje się coś, co nie jest zgodne ze zwykłym wzorcem – coś, co nie jest czysto neurologiczne.

Niewątpliwie blokady związane z pandemią koronawirusa stworzyły ku temu idealny grunt. Od dawna badacze i lekarze dyskutują nad przyczyną poważnych zaburzeń tikowych, takich jak zespół Tourette’a. Są zgodni co do tego, że na pewno istnieją czynniki genetyczne, ale sporą rolę odgrywa też stres, lęk i depresja.

Badając nowe zjawisko, odkryto, że jeszcze przed pandemią przez kilka lat rosła internetowa grupa wsparcia, w której osoby z zespołem Tourette’a publikowały filmy ze swoimi atakami tików. Młodzi ludzie zamknięci w domach podczas pandemii spędzali godziny przed komputerem, oglądając media społecznościowe, takie jak TikTok. Wówczas natknęli się na te klipy. Uważa się, że oglądanie ich w połączeniu z silnym stresem i niepokojem związanym z zamknięciem, spowodowało gwałtowny wzrost liczby przypadków. Im więcej osób rozwijało tiki i publikowało je w Internecie, tym więcej osób je widziało i doświadczało tych dolegliwości.

Destrukcyjny lockdown

Ponieważ zespół Tourette’a to zaburzenie naprawdę rzadkie, wysyp przypadków cierpiących na niego dzieci przyciągnął uwagę. Jednak to nie jedyny dowód na to, że pandemia i związane z nią ograniczenia miały katastrofalny wpływ na zdrowie psychiczne całego pokolenia.

Przypadki Tourette’a da się policzyć. Trudno natomiast oszacować bardziej ogólny wpływ na zdrowie psychiczne młodych. Tylko niewielka część dzieci trafia do poradni zdrowia psychicznego z depresją. Kilkakrotnie więcej siedzi w domach. Zamknięte w swoich pokojach wycofują się z realnego świata. Najczęściej nie są uwzględniane w badaniach. Nie zmienia to faktu, że to młodzi ludzie tracący wiele szans i mający problemy z nauką. Liczba dzieci opuszczających zajęcia szkolne podwoiła się od czasów sprzed pandemii. Według Lee Elliota Majora, profesora mobilności społecznej na Uniwersytecie w Exeter, po pandemii nastąpiła „fala nieobecności w szkole”. Ostrzega, że „nie można przecenić powagi tego zjawiska: niestawienie się do szkoły to najpewniejszy sposób na zrujnowanie swoich przyszłych perspektyw życiowych”.

Wpływ blokad na najmłodszych

Institute for Fiscal Studies i UCL opublikowały pierwsze w historii badanie dotyczące wpływu lockdownu na dzieci. Okazało się, że to nie tylko problemy z nauką. U niemal połowy młodych ucierpiał rozwój emocjonalny i umiejętności społeczne. Niektóre zostały wyraźnie zaniedbane w domach i nie tylko nie poczyniły postępów, ale wręcz cofnęły się w rozwoju. Nauczyciele mówili o dzieciach powracających do szkoły, które nie potrafiły posługiwać się sztućcami, ich umiejętność czytania i pisania pogorszyła się, a niektóre nawet ponownie nosiły pieluchy.

Wzrosła też liczba dzieci samookaleczających się i podwoiła tych z zaburzeniami odżywiania. W czasie trwania pandemii grupa młodych ludzi z prawdopodobnymi problemami ze zdrowiem psychicznym wzrosła z szacowanych 12,1 proc. w 2017 r. do 18 proc. w roku ubiegłym.

Odnotowano też duży wzrost liczby morderstw najmłodszych i przypadków znęcania się nad nimi. Wiele w tym przypadku można zarzucić opiece społecznej i pracownikom służby zdrowia porzucającym część bezbronnych malców na łaskę uzależnionych od narkotyków lub agresywnych rodziców. NSPCC (Krajowe Towarzystwo Zapobiegania Okrucieństwu wobec Dzieci) tłumaczyło, że ograniczenia związane z koronawirusem u szczytu pandemii były „przykrywką” do krzywdzenia dzieci, ponieważ nie działały wówczas tradycyjne metody ochrony. Nadal nie wiadomo co się dzieje z 20 tys. dzieci, które wypadły z list szkolnych podczas lockdownu.

Dowody na szkody, które poczyniła pandemia w przypadku najmłodszych członków społeczeństwa, są ewidentne, a jednak wciąż znajdują się osoby, które twierdzą, że należało ludzi zamknąć w domach wcześniej. Uważają wprowadzone blokady za słuszne, mimo że wiadomo było przecież, że dzieci są najmniej zagrożone wirusem. Na domiar złego lockdown okazał się mało skuteczny. Metaanaliza przeprowadzona przez Uniwersytet Johnsa Hopkinsa wykazała, że blokada spowodowała zmniejszenie liczby spowodowanych wirusem zgonów o zaledwie 0,2 proc.

Eksperyment społeczny spowodowany paniką sprawił, że związki zawodowe nauczycieli, NHS, pracownicy socjalni, którzy powinni być orędownikami dzieci, odwrócili się do nich plecami.

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię

Najnowsze artykuły