Nikt się nie spodziewał tego rosyjsko-arabskiego sojuszu, zawartego przez światowego króla gazu Władimira Putina i światowego króla ropy Muhammada bin Salmana.
Irańczykom nie podoba się, że ich gazowy sojusznik z OPEC związał się z ich największym wrogiem. To niewiele obchodzi Putina. Interesuje go jedynie fakt, że sojusz może doprowadzić do wzrostu cen gazu na rynkach międzynarodowych. Także bin Salman, nie będąc już przyjacielem Ameryki, teraz może ochronić sam siebie, ponieważ zbudował najpotężniejszą armię na Bliskim Wschodzie.
Putin i bin Salman nie przejmują się więc nikim i stawiają Zachód „pod butem”. W rezultacie cena ropy Brent, która we wrześniu wynosiła 95 dolarów, wciąż rośnie. Także cena ropy West Texas przekroczyła w drugiej połowie poprzedniego miesiąca 92 dolary.
Jak to się przełoży na europejską rzeczywistość? Wystarczy przypomnieć sobie, że wiosną ubiegłego roku, tuż po inwazji Rosji na Ukrainę, kryzys transportowy w Hiszpanii, z ciężarówkami blokującymi drogi, pojawił się, gdy baryłka kosztowała 100 dolarów. Tyle właśnie, według prezesa Chevronu, ropa naftowa osiągnie jeszcze przed końcem roku. To cena przerażająca.
Przeczytaj także:
- Problemów z ropą naftową nie rozwiąże ani Arabia Saudyjska, ani szczelinowanie
- Europa wciąż kupuje rosyjską ropę
Jest jeszcze inny problem: popyt rośnie, a produkcja spada. Równocześnie ekolodzy skazują samochody z silnikiem diesla, zużywające mniej paliwa i emitujące mniej zanieczyszczeń, na wymarcie.
Bank Hiszpanii ostrzega, że wzrost zużycia energii spowoduje w przyszłym roku załamanie hiszpańskiej gospodarki.