Poza wskazaniem enumeratywnie (chociaż nie do końca) kto i jakie funkcje obejmie w parlamencie oraz rządzie, jedyny pewnik to ten, że partia Razem (czyli Osobno), do rządu nie wejdzie.
Abstrahując od języka, który przypomina uchwały Biura Politycznego PZPR z czasów słusznie minionego ustroju, treść dokumentu nie zawiera potwierdzenia żadnej z szumnie zapowiadanych podczas wieców przedwyborczych decyzji. Jakże bowiem inaczej traktować zapis: „Zobowiązujemy się wspólnie pracować na rzecz poprawy poziomu życia i poczucia bezpieczeństwa obywatelek i obywateli naszego kraju jako nowoczesnego narodu, w sercu Europy, przyjaznego sąsiadom podzielającym nasze wartości, w poszanowaniu tradycji i wartości wywodzących się z naszej kultury i historii”. Co zatem z tymi, którzy w imię wartości konserwatywnych nie aspirują do miana „nowoczesnego narodu”, albo stosunkiem do „sąsiadów podzielających nasze wartości”, jeśli w sprawach tak dla nas fundamentalnych nie uzyskaliśmy konsensusu z Ukrainą, w kwestii rzezi wołyńskiej, czy spuścizny Stepana Bandery!?
Przywrócimy praworządność łamiąc Konstytucję
Trybunał Konstytucyjny jest umocowany w Konstytucji i jego orzeczenia mają charakter definitywny, a w niektórych przypadkachustrojowy, rozstrzygając np. spory kompetencyjne. Jeśli odnieść to do hierarchii źródeł prawa – Konstytucja, umowy międzynarodowe, ustawy – wówczas zapis z przywołanej umowy brzmiący: „Zapewnimy legalność funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości i sądownictwa konstytucyjnego” nie jest niczym innym, jak delegitymizowaniem konstytucyjnego organu sądownictw, a konkretnie art. 194 Konstytucji. W tym kontekście zapowiedzi, które gwoli ścisłości nie znalazły się w zapisach umowy, jakoby w drodze uchwały Sejmu możliwe było odwołanie w trakcie kadencji części sędziów (urągliwie nazywanych dublerami), grozi wprost anarchią prawną. Podobnie rzecz się ma w odniesieniu do Sądu Najwyższego, sądów powszechnych czy Krajowej rady Sądownictwa.
Deklaracje bez pokrycia
W części pierwszej umowy zatytułowanej „Ustalenia Programowe” czytamy: „Bezpieczeństwo Polek i Polaków jest dla Stron Koalicji zadaniem priorytetowym”. Jednak dopiero w przedostatnim wierszu tego obszernego akapitu znajdziemy stwierdzenie: „…będziemy także dążyć do odbudowy obrony cywilnej”. Być może nie oznacza to bynajmniej likwidacji Wojsk Obrony Terytorialnej, ale pewności w tym zakresie nie ma. Zwłaszcza gdy zważyć, że przywołany zapis poprzedza zdanie mówiące o odpolitycznieniu i profesjonalizacji dyplomacji, czyli mówiąc wprost, waszych zastąpią nasi. Bądźmy jednak dokładni, sześć wierszy przed końcem pierwszego (jak można sądzić) najważniejszego rozdziału, możemy przeczytać, że jednym z trzech filarów bezpieczeństwa będzie „wzmocnienie armii – sprawnie dowodzonej i wyposażonej w nowoczesny sprzęt”. Chcemy wierzyć, że oznacza to kontynuację programu modernizacji i wzmocnienia Sił Zbrojnych.
Ileż było zapowiedzi na temat 20 proc. podwyżki dla sfery budżetowej i 30 proc. dla nauczycieli. To zróżnicowanie jest o tyle niezrozumiałe, że sfera budżetowa obejmuje także sektor oświaty. Zresztą, jakie to ma znaczenie, skoro w punkcie 3 (drugi dotyczył „Przywrócenia porządku prawnego”, na poziomie ogólności wykluczającym merytoryczną analizę, poza przywołanymi stwierdzeniami podważającymi ład konstytucyjny) czytamy: „Strony Koalicji potwierdzają pilną potrzebę podwyżek dla nauczycieli, pracowników służby publicznej, w tym administracji, sadów i prokuratury”. Słowem – dla każdego coś miłego, tyle że nie wiadomo: ile? komu? kiedy? i kto? – bo przypomnijmy, że organami, w których gestii pozostają szkoły publiczne, są samorządy.
Kwota wolna od podatku? Zapomnijcie!
Propozycji było wiele, niekiedy wzajemnie sprzecznych, niekiedy zbieżnych w kontekściezmian demograficznychorazspadku siły nabywczej – w efekcie inflacji, mających znaczenie bardziej psychologiczne niż realne. Jeśli jednak zważyć, że Kodeks Cywilny zawiera pojęcie przyrzeczenia publicznego, ze wszystkimi tego prawnymi następstwami, trudno za dobrą monetę wziąć sformułowanie: „Państwo powinno zapewnić godne warunki życia emerytom i rencistom” (przemycone w środku 20. punktu, dotyczącego ustaleń programowych). Pozostaje jedynie wyrazić radość, że znalazło się ono wyżej niż kwestie tzw. trzeciego sektora. Szkoda tylko, że ograniczono konkrety w materii odnoszącej się do zapewnienia przywrócenia praw nabytych „funkcjonariuszom służb mundurowych”.
Jeden mianownik, brak treści
W odniesieniu do obszaru szeroko pojętej kultury, mediów, a nawet służb mundurowych czytamy o „odpolitycznieniu” i „naprawie”, co jako żywo zapowiada zawoalowaną próbę ingerencji w autonomię dwóch pierwszych obszarów, natomiast w odniesieniu do służb wyrwanie im zębów trzonowych przez pozbawienie narzędzi zapewniających realizację statutowych, potwierdzonych w ustawach zadań, i zastąpienie swoich – „swojszymi”. Na tym nie koniec, bo o likwidacji CBA mówi się wprost i to w sytuacji, gdy aspirujemy do transparentności i przejrzystości w sferze finansów publicznych i urzędów sprawowanych w drodze demokratycznego wyboru?!
Mieszkalnictwo będzie czarną dziurą?
Nie ulega wątpliwości, że w znacznej mierze, to młodzi ludzie zdecydowali o dużej frekwencji w ostatnich wyborach i w znacznej mierze to oni sprawili, że Zjednoczona Prawica, pomimo uzyskania najlepszego wyniku spośród wszystkich ugrupowań, które dostały się do parlamentu, nie uzyskała większości w Sejmie. Jak zatem traktować fakt, że aspirujący do objęcia władzy poświęcili mieszkalnictwu punkt 21., a więc trzy pozycje za „Rozdziałem Kościoła i Państwa (co wszak gwarantuje Konstytucja). Pół biedy, gdy deklarują wsparcie samorządów w dziele remontu pustostanów, czy stworzenie warunków do „istotnego przyspieszenia tempa oddawania nowych mieszkań”, choć doświadczenie podpowiada nam, że deweloperzy i banki zacierają ręce, bo wzrost akcji kredytowej jest już wyraźny, Gorzej, gdy uważna lektura tego fragmentu „umowy koalicyjnej” skłania do wniosku, że zamiast wskazać mechanizmy poprawy stanu rzeczy w tej sprawie, połowa akapitu poświęcona jest krytyce rządu i NBP?!
Dla każdego nic nowego
Zapewnienie efektywnego i dostępnego transportu publicznego, decentralizacja państwa, konsultowanie organizacji pozarządowych (także w procesie tworzenia prawa), pamiętanie o rodakach z zagranicy, kompleksowe rozwiązania w zakresie polityki społecznej, systemowe wsparcie rodzin osób z niepełnosprawnościami – wszystko to, co do zasady wymaga naprawy i decyzji. Ale słowa nie zmieniają rzeczywistości, a każdy z wymienionych obszarów wymaga spójnej koncepcji programowej, wykwalifikowanych kadr, efektywnego finansowania i społecznej akceptacji. Są to zatem sprawy z kategorii tych, które zwykliśmy określać, jako: „Mission Impossible”.
Wróćmy do konkretów
Wieś i obszary wiejskie to prawie 70 proc. powierzchni kraju, 25 proc. ludności czynnej zawodowo, kobiety to 52 proc. populacji. Jedne i drugie kwestie stanowiły oś kampanii, by nie powiedzieć, że sporu politycznego. I, co? I, nic! Pomińmy wstydliwym milczeniem fakt, że umowę koalicyjną podpisało pięciu panów w średnio starszym wieku, a wśród wskazanych do obsady urzędów znalazła się tylko jedna kobieta. Poprawę doli kobiet zagwarantować ma „unieważnienie wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2020 roku”. Słowem przez usankcjonowanie bezprawia. Bezpłatne in vitro i badania prenatalne zastąpić mają nierówności płacowe, możliwości awansu zawodowego, warunki gwarantujące powrót do aktywności zawodowej po urodzeniu dziecka? A, co ze słynnym „babciowym”, opieką nad matką i dzieckiem, zapewnieniem pieczy nad ofiarami przemocy domowej, przestępstw na tle seksualnym etc.? Wieś, która w przeważającej mierze udzieliła w wyborach poparcia PiS, również nie może liczyć na zbyt wiele. Kogo bowiem zadowoli zapowiedź współpracy stron koalicji na rzecz „zabezpieczenia interesów polskich rolników”, czy stwierdzenie, że „koalicja opowiada się za rozwojem polskiego rolnictwa”.
Dobrymi chęciami…
Piekło jest wybrukowane. Prawdę tego starego porzekadła potwierdzają kolejne zapisy „umowy koalicyjnej”. Ochrona lasów, rzek i powietrza, rozwój energetyki odnawialnej, czytelne kryteria naboru na stanowiska zarządcze w Spółkach Skarbu Państwa, przywrócenie warunków korzystnych dla prowadzenia działalności gospodarczej, stabilizacja systemu podatkowego, transparentność finansów publicznych, zapewnienie niskich cen energii. Wszystkie te zapowiedzi zawierają jeden tylko konkret – wyłączenie z wycinki 20 proc. „najcenniejszych obszarów leśnych”.
Tusk złamał dane słowo
W październiku, a wcześniej w czerwcu Donald Tusk obiecywał pojednanie. Tymczasem „umowa koalicyjna” w Rozdziale II zatytułowanym: „Rozliczenie rządów Zjednoczonej Prawicy”, czytamy o „doprowadzeniu do rozliczenia przez niezależną prokuraturę i niezawisłe sądy wszystkich osób winnych”. Pomijam fakt, że w kontekście niezależności i niezawisłości, mówienie o „doprowadzeniu” zakrawa na oksymoron.
Realna i uprawniona jest jedynie druga zapowiedź, a mianowicie powołanie komisji sejmowych. Mają większość – „ich zbójnickie prawo”, powie ktoś. Tyle że w warunkach ewentualnej odpowiedzialności politycznej, w grę wchodzi raczej Trybunał Stanu, natomiast werdykt wyborczy daje miejsce w parlamencie, a więc immunitet materialny ogromnej większości wymienianych w rozmaitych enuncjacjach polityków prawicy, zwłaszcza w sytuacji, gdy domniemane zarzuty wynikają ze sprawowanych funkcji, a nie z pospolitych przestępstw o charakterze kryminalnym.
Jak zdefiniować, a cóż dopiero penalizować sformułowania w rodzaju: „zorganizowany system siania nienawiści”, co budzi zresztą nieodparte skojarzenie z innym porzekadłem, a mianowicie: „przyganiał kocioł garnkowi”, czy „wykorzystanie środków i instytucji publicznych do wpływania na decyzje wyborcze społeczeństwa”?
Żadnych zasad
Trzeci Rozdział zatytułowany: „Zasady działalności Koalicji” zawiera dwa konkrety. Precyzuje datę wejścia w życie umowy i czas pełnienia funkcji przez osoby wskazane, jako kandydaci do pełnienia rotacyjnie funkcji Marszałka Sejmu. Co do funkcji w Senacie, zapowiada jedynie zastąpienie desygnowanej do tej funkcji Małgorzaty Kidawy–Błońskiej przez inną osobę, wskazaną przez KO.
Nazwanie Władysława Kosiniaka–Kamysza kandydatem na pierwszego wicepremiera, obok Krzysztofa Gawkowskiego, który ma objąć tekę wicepremiera, wydaje się żartem z inteligencji, tak samego polityka, jak jego wyborców, a nawet nas wszystkich.
Stwierdzenie, że wszystkie decyzje będą zapadały na zasadzie konsensusu, oznaczają tylko jedno – lista spraw, które obiecano, a nie zostaną podjęte, będzie znacznie dłuższa od owych tytułowych „100 konkretów na 100 dni”. Alternatywa to zglajszachtowanie przez Tuska pozostałych koalicjantów albo złamanie przez nich zobowiązań wobec wyborców.
Przeczytaj także:
Podobnie w przypadku zapowiedzi obowiązywania dyscypliny w głosowaniach projektów ustaw i uchwał wnoszonych przez rząd. Jak to pogodzić z zasadą, w myśl której w sprawach światopoglądowych w PSL nie obowiązuje dyscyplina. Notabene Robert Biedroń już w dniu parafowania „umowy koalicyjnej” zapowiedział wniesienie projektu ustawy dotyczącej przerywania ciąży „na życzenie” do 12 tygodnia oraz zapowiedział, że „związków partnerskich nie odpuści”. Oczywiście jest alternatywa – rozpad „koalicji”, zanim sejmowa większość w tzw. drugim kroku powoła rząd. To jednak, jak się wydaje, zmartwienie tych, którzy już w momencie składania przedwyborczych obietnic nie zamierzali ich dotrzymać. Chyba że z góry zakładali, że nadal pozostając „totalną opozycją”, będą jedynie „wkładać kij w szprychy”, w tym bowiem przez osiem lat nabrali wprawy.
Redakcja