fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

19 C
Warszawa
wtorek, 18 czerwca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Triumf antysemityzmu – socjalizmu głupców

W czasie, gdy w Izraelu rosła liczba zabitych, rannych i porwanych przez Hamas, przez kraje Zachodu przetoczyły się antyizraelskie demonstracje. Były one organizowane i koordynowane we wszystkich największych zachodnich stolicach – pisze „La Gaceta”.

Warto przeczytać

Pod koniec XIX wieku polityczny establishment Cesarstwa Austro-Węgierskiego obwiniał Żydów za wszystkie ekonomiczne i społeczne bolączki. Wówczas to socjalistyczny polityk Ferdinand Kronawetter powiedział, że „antysemityzm jest socjalizmem głupców”. Dziś globalne połączenie wokeizmu i antysemityzmu nadaje zdaniu Kronawettera nowy wymiar.

Wokeizm wpływa na postrzeganie wojny

Trzeba przyznać, że w przypadku obecnego konfliktu między Izraelem a Hamasem wydarzyło się wiele szokujących rzeczy. W sam weekend masakry, gdy skala okrucieństw dokonanych przez najeźdźców była jeszcze nieznana i nieznana była liczba zabitych, rannych oraz porwanych, w wielu krajach Zachodu organizowano już antyizraelskie demonstracje. Demonstrujący protestowali, zakładając z góry, co Izrael może zrobić, gdy ten jeszcze nawet nie zdążył zareagować na napaść Hamasu.

Oczywiście, przez pierwsze kilka dni zachodnia elita, zszokowana atakiem, reagowała zgodnie z protokołem. Niepokoje na Zachodzie pozwoliły również na pewną falę zdrowego rozsądku w oficjalnym dyskursie w pierwszych godzinach. „Politycy i środki masowego przekazu skorzystali z okazji, aby przekroczyć zmienne, które powinny zostać przekroczone dekady temu, łącząc rodzaj imigracji, która od lat 70. stała się gettem, która nigdy nie zintegrowała się z krajami przyjmującymi i która rosła pod ochroną państwa opiekuńczego, ale nigdy nie czuła tego państwa jako własnego; z falą przemocy i nienawiści do Zachodu, która wydaje się mieć moc zakończenia naszej cywilizacji, jaką sobie wymarzyliśmy” – pisze „La Gaceta”

Była to prawdziwa okazja do wykazania się wreszcie zdrowym rozsądkiem i odejścia od hipertolerancji do propozycji masowych deportacji. W tym wypadku szczególnie ostrzy okazali się w swoich wypowiedziach Rishi Sunak i Olaf Scholz. Nie zachowali się tak bez przyczyny, gdyż dawało im to okazję do powstrzymania zagrażającego im wzrostu formacji, dla których kwestia imigracji jest centralnym elementem kampanii wyborczej. Wszystko to jednak okazało się przelotne.

Wkrótce organizacje pozarządowe, parlamenty, partie polityczne, środki masowego przekazu, organizacje wielostronne i sama ONZ zaczęły pokazywać, jak zachodnie społeczeństwa powinny myśleć, jeśli chcą pozostać poprawne, zamiast wierzyć własnym oczom. Powstała wersja woke wojny a wraz z nią naciski, wiktymizacja oraz przepisywanie historii. To identyczny sposób, w jaki zapoczątkowano wersje woke dotyczące feminizmu, rolnictwa czy przybycia Kolumba do Ameryki. Wokeizm działał bardzo dobrze do czasu, gdy powstała obudzona wersja wojny Izrael-Hamas, co ujawniło moralny upadek Zachodu.

Moda na luksusowe przekonania

To, co się dzieje, tak naprawdę nie ma nic wspólnego z Izraelem, ale ma związek ze śmiercią zachodniej kultury. Zabijają ją luksusowe przekonania, czyli poglądy, które nadają status bardziej uprzywilejowanym grupom społecznym, jednocześnie często nakładając koszty na osoby o mniejszym zasięgu społeczno-ekonomicznym. Przyjmowane przekonania mogą wynikać z dobrych intencji lub ignorancji ludzi, którzy nie są świadomi konsekwencji swoich poglądów. Projekty dotyczące wypuszczania na wolność przestępców aresztowanych za brutalne przestępstwa są wyraźnymi przykładami tego zjawiska. Pojawił się do-gooderizm, czyli zjawisko, w którym moralne zachowanie danej osoby prowadzi do negatywnego postrzegania jej przez innych. Płynie ono z grup, które nie ponoszą konsekwencji wypuszczania na ulice brutalnych ludzi. To często też ci, którzy mają największe wpływy polityczne i którzy mają również możliwość lobbowania, ze względu na swoją pozycję ekonomiczną lub społeczną.

Stająca się modną koncepcją luksusowych przekonań tak naprawdę nie jest nowa, gdyż jest związana ze starą teorią francuskiego socjologa Pierre’a Bourdieu piszącego o dystansie konieczności. Socjolog twierdzi, że tym, co charakteryzuje klasy wyższe, jest dystans, który oddziela je od niebezpieczeństwa i trudności. Uprzywilejowani mogą sobie pozwolić na wyznawanie moralizatorskich idei, wspomnianego do-gooderizmu, który poprawia ich pozycję społeczną, ponieważ wiedzą, że przyjęcie tych idei będzie ich kosztować mniej niż innych. Tak więc w paradygmacie Bourdieu obecność fizycznego zagrożenia jest wyznacznikiem niższej klasy społecznej, która jest znacznie bardziej narażona na brutalną napaść lub obrażenia fizyczne w pracy. W miarę rozwoju narracji woke zniewaga, kontrowersja lub sprzeciw zaczęły być utożsamiane z przemocą fizyczną, tyle że wpłynęli na to ludzie, którzy nigdy nie zaznali bólu przemocy fizycznej. Takie postrzeganie przemocy ujawnia ekstremizm kultury woke i jej indolencję wobec tych, których określa jako wrogów oraz głupotę, z jaką kopie własny grób.

Antysemityzm współczesny

Antysemityzm wraz z odmianami takimi jak judeofobia czy izraelofobia to teoria, według której od wieków prześladowani Żydzi, którzy wciąż nie otrząsnęli się po holokauście, są niezwykle potężni i kontrolują cały system globalnego ucisku instytucjonalnego i finansowego. Znajduje ona w wokeizmie doskonały kanał do rozprzestrzeniania się. Dogmat woke jest niezwykle dialektyczny. Rzekomy ciemiężca staje się kozłem ofiarnym. Antysemityzm jest tu przemycany pod przykrywką dekolonizacji, podczas gdy idea szariatu uważana jest za wyzwalającą. To wszystko zakrawa na zbiorowe samobójstwo Zachodu o niewyobrażalnych proporcjach.

W praktyce po napaści Hamasu na Izrael wyglądało to tak, że podczas gdy lewica demonstrowała przeciwko żydowskiemu państwu na całym świecie, rodziny zakładników ukrywanych przez Hamas w Strefie Gazy wypełniły świat plakatami z twarzami porwanych, aby nikt nie zapomniał o nich i ich cierpieniu. Rodziny te wcześniej otrzymały filmy z torturami, gwałtami, ścięciami i okaleczeniami swoich bliskich. Plakaty te stały się jednym z celów, z którymi walczą sympatycy Hamasu we współpracy z bojownikami wokeizmu.

Doszło do tego, że zaczęto zrywać plakaty przedstawiające dzieci-zakładników, jako wyraz poparcia dla walczących z Izraelem. Można to nazwać wręcz aktami perwersyjnymi, gdyż niektórzy z tych, którzy zrywali plakaty, to siły bezpieczeństwa tych samych krajów, które solidaryzowały się wcześniej z ofiarami ataku i stanowczo sprzeciwiały się terroryzmowi Hamasu. Plakaty usuwały m.in. brytyjska i niemiecka policja.

Brytyjski zastępca komendanta głównego policji Wasim Chaudhry tłumaczył to koniecznością „uniknięcia napięć społecznych”. Twierdzono przy tym, że służby nie chcą ograniczać niczyich praw do podnoszenia świadomości na temat uprowadzonych, ale „jesteśmy odpowiedzialni za podjęcie rozsądnych kroków w celu powstrzymania eskalacji problemu”. Wyjaśnienia wszelkich innych służb były podobne.

Przez zbyt długi czas Zachód miał luksusową wiarę w uzdrawiającą moc wielokulturowości. Elity trzymano na dystans, by nie musiały zmieniać swoich luksusowych przekonań. Grupy te nie zbliżały się nawet do prawdziwych problemów tych, którzy cierpią z powodu coraz bardziej brutalnego i upokarzanego społeczeństwa.

Zachód już wie jednak, że ma wielką liczbę otwarcie antyzachodnich ludzi. I zaczyna ponosić koszty swoich luksusowych przekonań, z których największym jest głupia i samobójcza kultura woke. To nie jest problem Izraela, to problem Zachodu, ponieważ tłumy prohamasowe demonstrują nie w Izraelu, ale w Europie i Stanach Zjednoczonych.

Problemem jest dekadencki konglomerat krajów zachodnich. Zainfekowane wirusem woke, nie są w stanie bronić się przed ideologią, która służy jako kanał przenoszenia rasizmu. Efekty są takie, że mężczyzna, który wjechał do centrum Londynu furgonetką ze zdjęciami uprowadzonych dzieci, został zatrzymany przez policję metropolitalną dla „własnego bezpieczeństwa”. Reakcje przeciwko Izraelowi nie są jedynie „problemem”, są symptomem czegoś głębszego.

Socjalizm głupców został ostatecznie uświęcony

Antysemityzm odradza się dzięki temu, że trafił do społeczeństw lekceważących swoją historię, etykę i własną przyszłość do tego stopnia, że są gotowe pozwolić się zdeptać „dla własnego bezpieczeństwa”.

„Ta relatywistyczna tendencja, tak bardzo nasza, do postrzegania innych kultur jako równych lub nawet lepszych od naszej własnej, jest tym, co pozwoliło innym kulturom być protekcjonalnymi przez te wszystkie lata, nawet jeśli były to stare dyktatury, takie jak kubańska lub koreańska, lub brutalne reżimy okrutne dla kobiet, dzieci lub homoseksualistów, do tego stopnia, że pozwoliliśmy im być sędziami i częścią naszych komitetów praw człowieka” – zauważa „La Gaceta”.

Mogą sobie pozwolić na bycie głupimi ci, który żyją w dystansie od niebezpieczeństwa. Uprzywilejowani, bo żyjący z daleka od Izraela uznają, że to konflikt terytorialny. Zachód będzie prosić o proporcjonalność, wielki stół dialogu, pokój i miłość. Do-gooderizm jest luksusową wiarą uprzywilejowanych, którzy nie widzieli, jak ich własne dzieci są zabijane. Świat zachodni na krótko zwarł szeregi z Izraelem, jednak bez względu na to, co Izrael zrobi, zawsze będzie postrzegany jako ciemiężca.

Przeczytaj także:

Rosnący antysemityzm prawdopodobnie zadomowi się jako jeden z postępowych punktów programu. „Aby przetrwać, Izrael będzie musiał stawić czoła zadaniu, którego Zachód nie chce wykonać, nie chce chronić swoich wartości, nie chce chronić swojej młodzieży, nie chce chronić swojej godności, nie chce nawet chronić nędznych plakatów ze zdjęciami swoich ofiar” – pisze „La Gaceta”. Już widać, że kraje zachodnie będą słabnąć w swoim poparciu dla Izraela, z którym walczyć będzie wokeizm i antysemityzm, dwie siły, które najbardziej nienawidzą Zachodu.

SourceLa Gaceta

Więcej artykułów