fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

22.6 C
Warszawa
wtorek, 18 czerwca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Modlitwy o pokój dla Jerozolimy

Jeśli nie nauczymy się żyć obok siebie i ze sobą, alternatywą będzie przemoc, na którą nie może być zgody. Rozmowa z ks. prof. Waldemarem Cisło.

Warto przeczytać

Ostatnia agresja Hamasu na Izrael i wejście Sił Obronnych do Strefy Gazy stawiają na porządku dziennym pytanie o szanse i warunki trwałego pokoju na Bliskim Wschodzie?

Bliski Wschód to temat niezmiernie trudny. Dość przypomnieć starania dyplomacji watykańskiej i osobiście Jana Pawła II, w celu zapobieżenia interwencji sił sprzymierzonych w Iraku. Dziś dobrze rozumiemy, że zmieniło się wiele, ale niekoniecznie na lepsze. Przytoczę moją rozmowę z kardynałem Luisem Sako; nie było wolności, ale dzieci chodziły do szkoły, szpitale przyjmowały chorych, a tutejsze kobiety nie niepokojone wracały z bazaru do swoich domów. Dzisiaj w warunkach destabilizacji, zamachów bombowych i przerw w dostawach prądu, narasta poczucie zagrożenia, a jedyna trwała „zdobycz” to wybory co, wszakże nie zmienia faktu, że po opuszczeniu terytorium Iraku przez jeden z kontyngentów odkryto znaczne ilości kart do głosowania. Specyfika relacji klanowych sprawia, że wybory rozumiane wedle zasad liberalnej demokracji nie mają praktycznego zastosowania do tutejszych realiów. Syria od 12 lat targana przez wojnę jest państwem upadłym, podtrzymywanym jedynie przez siły zewnętrzne. Niedawna wizyta wysokiej rangi przedstawiciela Iranu dawała pewne nadzieje, ale to w chwili obecnej już przeszłość. Moje osobiste doświadczenie z Libanu, gdzie Izrael w odwecie ostrzeliwał przygraniczne miejscowości, uświadomiło mi z całą ostrością dramatyzm sytuacji. Notabene od czasu rosyjskiej agresji w Ukrainie, my Polacy nie jesteśmy tu postrzegani życzliwie, jako że Putina odbiera się tu jako sprzymierzeńca sprawy arabskiej. Zresztą wpływ Syrii na sytuację w Libanie, zwanym wszak Szwajcarią Bliskiego Wschodu, sprowadzał się do tego, że wysocy rangą wojskowi chętnie zaopatrywali się na bazarach, ale na prośbę o zapłatę, zwykli kłaść na ladzie broń. W Dolinie Bekaa, żyznym zakątku, kojarzącym się z rajem, za sprawą winnic, sadów pomarańczowych i lasów piniowych, gdzie Jezuici prowadzą szkoły, można zapomnieć o wojnie, gdyby nie to, że ten niewielki kraj przyjął blisko dwa miliony palestyńskich uchodźców. W okresie prosperity tania siła robocza była mile widziana, tyle że po ostatnim, tragicznym wybuchu magazynów saletry w bejruckim porcie, mamy do czynienia z zapaścią. Pierwszy niewielki wybuch, który zastał strażaków grających w piłkę (co uratowało im życie, bo musieli się przebrać, zanim przystąpili do udzielania pomocy) – poprzedził drugi, znacznie poważniejszy w skutkach. Zginęło dziesięciu strażaków, w tym jedna kobieta. Obserwatorzy twierdzą, że zanim nastąpiła powtórna eksplozja, widziano samoloty należące do sąsiedniego państwa.

Ojciec Święty Jan Paweł II wiele troski i uwagi poświęcał działaniom na rzecz pojednania chrześcijan i muzułmanów.

Echa Jego wizyty w Damaszku są żywe w tutejszej społeczności po dziś dzień. Pomimo tego, że chrześcijanie dziesięciu obrządków, z czego cztery to prawosławne, a sześć katolickie, stanowią jedynie 10 proc. ludności, a nawet w świątyni obrządku melchickiego większość zgromadzonych na liturgii stanowili muzułmanie. Misja chrześcijan to edukacja, działalność charytatywna, prowadzenie szpitali, pomoc potrzebującym, co zjednuje im sympatię i obie społeczności żyją w poczuciu wzajemnego szacunku.

Czy zatem tak należy definiować misję Kościoła na Bliskim Wschodzie?

Myślę, że jest ona bardziej złożona, rzekłbym ukształtowana przez wielowiekową tutaj obecność, czego wyrazem są modlitwy o pokój dla Jerozolimy. Natomiast w miejscu spotkania trzech wielkich religii mamy raczej do czynienia ze źródłem konfliktów niż szansami trwałego pokoju. Nie zwalnia nas to z powinności realizowania misji Kościoła, co podkreślał Benedykt XVI w adhortacji apostolskiej Ecclesia in Medio Oriente. Pisze w niej, że pielgrzymowanie od zarania wiary chrześcijańskiej na tej „błogosławionej ziemi” jest świadectwem i owocem życia w komunii z Bogiem.

Jak w tym kontekście postrzega ksiądz profesor źródła radykalizowania się potomków muzułmańskich imigrantów w krajach liberalnej demokracji w Europie?

Odwołam się do osobistego doświadczenia. Od czasu studiów regularnie odwiedzam jedną z niewielkich parafii na terenie niemieckiej archidiecezji Padeborn. W sześciotysięcznym miasteczku zgodnie zamieszkiwali miejscowi, przybysze z Kazachstanu – potomkowie Niemców Nadwołżańskich i społeczność muzułmańska. Na przestrzeni lat, kiedy odprawiałem msze w sobotę i dwie w niedzielę, kościół się wyludnił i dzisiaj nabożeństwa stanowią ewenement, co ma związek z gwałtowną laicyzacją. Jednak trzy społeczności, kiedyś posyłające dzieci do tej samej szkoły, dzisiaj są podzielone. Podczas gdy jedni przychodzą po pracy do gospody, drudzy ich obsługują. Ci pierwsi zdobyli wykształcenie i dobrze płatną pracę, ci drudzy, którzy zresztą nie wykazywali zapału do nauki, nie widzą dla siebie perspektyw. Często zarzucają rodzicom, którzy przybyli tutaj w poszukiwaniu warunków do lepszego życia, że nikt ich nie pytał o zdanie. Stąd już tylko krok do gotowości, by słuchać radykalnych wezwań, a stąd już tylko krok do przemocy. Zresztą w spokojnym niegdyś miasteczku po godz. 14.00 mało kto wychodzi dzisiaj na ulicę. Cały kłopot w tym, że pojmowanie świata, tak jak go widzą muzułmanie, obejmuje wszystkie sfery aktywności, co nie pozostawia przestrzeni na kompromis.

Kapłani i wierni kościoła katolickiego doznają licznych prześladowań, tymczasem świat milczy w tej sprawie?

Są kraje, gdzie jak w Arabii Saudyjskiej, oficjalnie inne wyznania nie funkcjonują, co jest o tyle ciekawe, że przebywają tam cudzoziemscy robotnicy np. z Filipin. Według danych, na które powołał się przedstawiciel Watykanu przy ONZ, rocznie z powodu religii ginie 150 tysięcy ludzkich istnień. W tym kontekście symptomatyczny jest przykład Nigerii, kraju dużego, relatywnie zamożnego z racji bogactw naturalnych, dzisiaj na południu opanowanego przez Boko Haram, czyli bojówkę islamską, domagającą się wprowadzenia prawa szariatu, zakazu oświaty dla dziewcząt i zniesienia wyborów na terenie wszystkich 36 stanów. W efekcie ich działań liczba ofiar przemocy na tle religijnym wzrosła o 70 proc., co w liczbach bezwzględnych oznacza 7 tysięcy zamordowanych.

Czy Jerozolima, z racji szczególnego statusu za sprawą miejsca spotkań trzech wielkich religii, może stać się miejscem pojednania?

O tym mówimy od czasu wypraw krzyżowych. Papież Franciszek czyni wiele na rzecz ekumenizmu, ale nawet w samym Kościele nie zawsze spotyka zrozumienie. Żydzi uznają tylko Świątynię Salomona, zatem przestrzeń porozumienia wydaje się iluzoryczna. Dzisiaj w Ziemi Świętej stanowimy jedynie 1 proc. populacji, a polityka państwa Izrael jest nieprzejednana. Nie brak aktów przemocy, czego w Jerozolimie doświadczyły siostry elżbietanki. W Betlejem zakon kontemplacyjny przed napaścią chroni mur, który trzeba było w ostatnim czasie podwyższyć. Pielgrzymi też nie mogą czuć się pewnie, pomimo obecności wojska. Zresztą, kiedy jeden z zachodnich dziennikarzy posłużył się metodą prowokacji polegającą na udaniu się do miasta w habicie zakonnym, został opluty przez izraelskiego żołnierza, jakby nie było strzegącego porządku i bezpieczeństwa w imieniu państwa!

Te fakty nie wróżą dobrze dialogowi z judaizmem, czy perspektywie poprawy sytuacji katolików w Izraelu?

Ostatnie wydarzenia sprawiły, że nastroje się polaryzują. Także rezolucja ONZ nie spotkała się z powszechnym poparciem, bowiem nie kwestionując prawa Izraela do obrony, społeczność międzynarodowa oczekuje zaprzestania aktów przemocy, których ofiarą padają starcy i dzieci. Taktyka Hamasu polegająca na używaniu cywilów w charakterze żywych tarcz nie usprawiedliwia łamania konwencji dotyczących prowadzenia wojny w sposób chroniący życie i zdrowie tych, którzy nie uczestniczą w działaniach zbrojnych. To kolejny argument przemawiający za koniecznością utrzymywania dialogu, nawet gdy więcej nas dzieli niż łączy. Alternatywą jest przemoc, na którą nie może być przyzwolenia. Musimy wspólnie wypracować rozwiązania, które pozwolą nam egzystować obok siebie w duchu wzajemnego poszanowania.

Dziękuję za rozmowę.

Ks. dr hab. Waldemar Cisło, prof. nadzwyczajny Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, specjalista teologii fundamentalnej, od 2006 r. dyrektor polskiej sekcji Pomocy Kościołowi w Potrzebie, od 2020 r. dyrektor Uniwersyteckiego Centrum Badań Wolności Religijnej UKSW, od 2023 r. członek Naczelnej Komisji Bioetycznej, pomysłodawca i inicjator Dnia Solidarności z Kościołem Prześladowanym, wielokrotnie nagradzany za pracę naukową, zaangażowanie w dialog międzyreligijny i działalność humanitarną na rzecz prześladowanych chrześcijan.

Rozmawiał: Maciej Małek

SourceRedakcja

Więcej artykułów