fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

4.7 C
Warszawa
poniedziałek, 4 marca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Zbudował firmę wartą bilion dolarów. Nie zrobiłby tego ponownie.

Jensen Huang jest dziś jedynym dyrektorem generalnym Nvidii w całej historii firmy. Pomysł na firmę opracował lata temu w jednej z restauracji sieci Denny’s. Nie spodziewał się raczej, że jego firma osiągnie wartość biliona dolarów. Nie miał też pojęcia, w co się pakuje. „The Wall Street Journal” nakreślił sylwetkę dyrektora Nvidii.

Warto przeczytać

Paradoks tej historii polega na tym, że gdyby Jensen Huang wiedział wtedy, jak potoczą się jego losy, nie zdecydowałby się na założenie jednej z najwięcej wartych firm na świecie. Wyjaśnił to niedawno: „Powód tego jest naprawdę dość prosty. Zbudowanie Nvidii okazało się milion razy trudniejsze niż się spodziewałem”.

W tym roku Nvidia osiągnęła wartość 1 biliona dolarów na giełdzie. Jeszcze 30 lat temu wydawało się to niemożliwe. Ba! Nawet rok temu można było to określić jako mało prawdopodobne. Ale boom na sztuczną inteligencję podniósł znacząco wartość producenta procesorów.

Skoro sprawy potoczyły się w tak pomyślny sposób, czemu dyrektor firmy wciąż deklaruje, że nie założyłby jej po raz drugi?

„Gdyby ktoś zdawał sobie sprawę z bólu i cierpienia oraz tego, na jakie ataki go to wystawi, jakie wyzwania, będzie musiał podejmować, ile zażenowania i wstydu znosić, a także z całej listy najróżniejszych rzeczy, które pójdą nie tak, jeśli tylko byłby przy zdrowych zmysłach, nie założyłby tej firmy” – powiedział.

Te szczere słowa, wypowiadane przez jednego z najdłużej pracujących dyrektorów generalnych z branży technologicznej, z jednej strony ukazują mroczną stronę jego sukcesu, a z drugiej strony dają nam unikalny wgląd w umysł jednego z największych przedsiębiorców naszego pokolenia. W końcu Jensen Huang wpadł na pomysł firmy pomiędzy śniadaniowymi kanapkami, a następnie przekuł go w markę, której wartość przekroczyła bilion dolarów. Lekcje, których nauczył się po drodze, czasem pozostają sprzeczne z intuicją.

W Dolinie Krzemowej panuje przekonanie, że w osiągnięciu sukcesu pomaga odporność. Tymczasem Huang przekonał się, że przydatne jest też bycie ignorantem. „Myślę, że to rodzaj supermocy przedsiębiorcy. Nie wiedzą, jak trudne jest ich przedsięwzięcie. I zadają sobie tylko pytanie: Jak trudne może to być? Do dziś oszukuję swój mózg, by myślał: Jak trudne może to być?” – zdradza.

A może być naprawdę trudne. Pierwszy biznesplan Huanga musiał ponieść fiasko. Zresztą porażki ponosił jeszcze wiele razy później. Ta ignorancja pozwalała mu działać.

Słowa Huanga trzeba interpretować z ostrożnością. To, że deklaruje, iż nie poprowadziłby firmy ponownie, nie oznacza, że odradza takie projekty innym ludziom. W końcu inni, zwłaszcza młodsi ludzie, mają jeszcze tę ignorancję, nie przeszli przez wszystkie zniechęcające trudności prowadzenia tak dużej firmy.

Komentarz Huanga pochodzi z technologicznego podcastu Acquired, który prowadzą Ben Gilbert i David Rosenthal. Przygotowali aż trzy odcinki drobiazgowo analizujące strategię Nvidii.

Huang kieruje swoją firmą już ponad trzydzieści lat, ale wciąż mocno angażuje się w jej funkcjonowanie. Wciąż ma pod sobą 50 kierowników wyższego szczebla, odbiera od nich raporty, uczestniczy w spotkaniach produktowych z pracownikami – większości z nich nie było nawet na świecie, kiedy Huang założył firmę.

Jednak chociaż Nvidia jest warta tak dużo, informacji o niej nie ma zbyt wiele. Podcasterzy mieli przed sobą trudne zadanie, jednak podążanie tropem historii Nvidii utwierdziło ich w przekonaniu, że za sukcesem stoi jedna osoba. „Ta firma to on. Robi wszystko oprócz zamiatania podłóg – a może nawet zamiata podłogi” – ogłosił Rosenthal.

Prowadzący podcast zapytali gościa, jaką w takim razie firmę założyłby dzisiaj, mając 30 lat i siedząc na śniadaniu w Denny’s. Huang odpowiedział jednak, że nie założyłby żadnej.

Ta odpowiedź wydaje się rozczarowująca, ale Huang pokazał, że tkwi w niej więcej sensu. Ostatnie lata były bowiem bardzo trudne dla gospodarki. W USA istnieje tylko pięć firm, które są warte więcej niż bilion dolarów. Ceny ich akcji kształtują się różnie, ale Apple, Microsoft czy Alphabet nigdy nie zaliczyły gwałtownego spadku o 85 proc. Amazonowi raz się to przydarzyło. Nvidia natomiast ma za sobą dwa takie spadki.

Pierwszy taki spadek miał miejsce w 2002 r., drugi – sześć lat później. Ale oba dziś wydają się tak odległe i nieważne, nawet na wykresie cen akcji Nvidii trudno je dostrzec. Tylko że wtedy, kiedy się działy, sprawiały zgoła odmienne wrażenie. Tamte uczucia musiały też wrócić do dyrektora, kiedy rok temu firma straciła połowę swojej wartości.

Było to jednak częścią globalnego spowolnienia w ubiegłym roku. W obecnym Nvidia wystrzeliła w górę. Popyt na procesory graficzne osiągnął najwyższy poziom w historii. Układy scalone stały się niezbędne do zasilania sztucznej inteligencji – jej modele potrzebują dziesiątek tysięcy jednostek przetwarzających grafikę zdolnych wykonywać wiele obliczeń równocześnie. Nvidia natomiast kontroluje podaż, jako największy dostawca procesorów graficznych na świecie. Kiedy Huang kierował swoją firmę w stronę produkcji procesorów graficznych, nie wiedział jeszcze, że rynek ten tak bardzo rozkwitnie.

Nvidia jest więc niezwykle ważnym elementem gospodarki opartej na sztucznej inteligencji. Nic zatem dziwnego, że jej wartość się potroiła. W tym roku Nvidia osiągnęła lepszy wynik niż którakolwiek z firm z indeksu S&P 500. Nikt nie miał lepszego wyniku w ciągu ostatniej dekady!

Ale to jeszcze bardziej zaciemnia komentarz Huanga. Czemu jeden z najbogatszych ludzi na świecie nie chciałby ponownie zdobyć swojego bogactwa?

Chociaż Huang ma za sobą doskonały rok, to ciągle zmaga się z widmem porażki. „New Yorker” zasugerował nawet, że nieoficjalne motto Nvidii brzmi: „Nasza firma jest o 30 dni od zakończenia działalności”. To mantra, którą dyrektor powtarzał sobie ciągle podczas niepewnych początków swojego startupu.

Teraz Nvidia jest warta tyle, że aby zakończyła działalność po 30 miesiącach, sztuczna inteligencja musiałaby przejąć kontrolę nad światem. A mimo to Huang nadal napędzany jest przez strach. „Zawsze jesteś na drodze do wypadnięcia z biznesu. Jeśli nie zinternalizujesz tej wrażliwości, wypadniesz” – powiedział podczas niedawnego przemówienia w Columbia Business School.

Huang ma na ramieniu wytatuowane logo Nvidii, ale równie trwałe są jego wspomnienia o tym, jak jego firma prawie upadła. W 1993 r. Huang, Chris Malachowsky i Curtis Priem założyli firmę, która miała podbić rynek produkcji procesorów, ale wtedy nikt na nich nie zwracał uwagi, nikt w nich nie wierzył. Nawet matka Huanga poleciła mu, by lepiej znalazł sobie prawdziwą pracę.

Co więc się stało, że Nvidia osiągnęła tak duży sukces? Nie była to kwestia wyboru branży czy zaangażowania ludzi, choć tego nie brakowało. Najważniejsza okazała się jednak nieformalna struktura zarządzania – nietypowe, innowacyjne, ale w tym wypadku bardzo skuteczne rozwiązanie.

Na czele zawsze stał Huang. Malachowsky i Priem przedstawiali mu raporty, jednak na samym początku postanowili, że każdy z trójki założycieli będzie miał władzę nad swoją częścią.

„Rozmawialiśmy lub kłóciliśmy się o różne kwestie, ale ostateczną decyzję pozostawialiśmy tej osobie, która miała doświadczenie w danej dziedzinie” – wspomina Priem. „Ta decyzja kończyła wszelkie nieporozumienia i stawała się kierunkiem, w którym zmierzaliśmy” – dodaje.

Huang odpowiadał za operacje biznesowe i znajdowanie partnerów do produkcji procesorów. Było to bardzo obciążające. Priem wspomina, że pewnego razu Huang „wyładował się na mnie, mówiąc mi o wszystkich obowiązkach, które miał i wszystkich rzeczach, którymi żonglował”. Jego partner biznesowy był bardzo zdziwiony, ponieważ przez cały czas Huang nie zdradzał, jaka presja na nim ciąży. „To był dla mnie moment, w którym zrozumiałem, jak bardzo był osamotniony w swojej roli” – przyznał Priem.

Kiedy wartość rynkowa Nvidii osiągnęła bilion dolarów, praca Huanga wcale nie stała się łatwa. Teraz firma boryka się z coraz bardziej restrykcyjnymi przepisami regulującymi amerykański rynek, których celem jest ograniczenie dostępu Chin do procesorów. Poza tym sukces Nvidii pobudził do działania krajowych konkurentów, którzy bardzo chcą uszczknąć dla siebie więcej z rosnącego rynku procesorów.

Ale kiedyś było jeszcze trudniej. Pierwszym produktem Nvidii była karta graficzna, ale była sprzedażową klapą. Konieczne były duże zwolnienia – z firmy wyleciała połowa pracowników. Firma była na skraju bankructwa, ale w 1997 r. postawiła na procesor, który ją uratował. Nvidia rozwijała się i dwa lata później weszła na giełdę. Tam jednak wpłynęły na nią silne bessy dot-comów i załamania globalnego rynku. I chociaż kryzys ustępował, notowania Nvidii nie rosły. W latach 2008-2013 indeks S&P 500 wzrósł o 25 proc., tymczasem notowania Nvidii spadły o połowę! Wtedy cała firma była warta 6 mln dolarów. Teraz Huang sam tyle zarabia w ciągu jednego dnia roboczego.

Huang postanowił zainwestować sporo środków w platformę umożliwiającą akcelerację obliczeń. Dzięki niej programiści mogli więcej wyciągnąć z procesorów graficznych. Wall Street nie poparło jego wizji – z wyjątkiem jednej grupy: badaczy sztucznej inteligencji. Zaprzęgli procesory Nvidii do trenowania sieci neuronowych, co otworzyło im oczy na potencjał tkwiący w rozwiązaniach Huanga.

Rozwój głębokiego uczenia się systemów SI sprawił, że Huang podjął kolejny krok w tym kierunku. W 2012 r. Nvidia rozpoczęła program mający dać jej pierwszy na świecie superkomputer oparty na sztucznej inteligencji. Cztery lata później Huang dostarczył ten sprzęt do OpenAI, firmy, której badacze wykorzystali jego technologię do nauczania ChatGPT. Kiedy w zeszłym roku ChatGPT został upubliczniony, szybko stał się najpopularniejszą aplikacją w historii technologii.

Wybuchła prawdziwa gorączka złota, a procesory Nvidii stały się narzędziami, którymi je wydobywano. To pobudziło wyobraźnię wielu młodych przedsiębiorców, którzy – jak przed laty Huang – snują swoje wizje nowych przedsiębiorstw. Nie wiedzą jeszcze, jak trudne będzie ich realizowanie.

Więcej artykułów