fbpx
8 lutego, 2026
Szukaj
Close this search box.

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Zbliżają się wybory na Tajwanie. Co mogą oznaczać?

Redakcja
Redakcja

Nowy Świat 24 | Redakcja

William Lai Ching-te

Niedługo wybory prezydenckie na Tajwanie. To okres intensywnych kampanii, ale też wyraźnego wzrostu geopolitycznych napięć, w które uwikłany jest ten kraj. Kończy się osiem lat rządów Tsai Ing-wen, pierwszej kobiety prezydent Tajwanu, a Wyspa znajduje się na rozdrożu. Przyszłość jest niepewna – niektórzy obawiają się nieuniknionego wpływu Chin. Eksperci mówią, że styczniowe wybory rozstrzygną o tym, czy kraj obierze kierunek demokratyczny, czy autokratyczny. Jednak inni obserwatorzy mówią także o wyborze pomiędzy wojną a pokojem. Stawka tych wyborów jest więc bardzo wysoka.

20 mln obywateli Taiwanu czeka z niecierpliwością na spełnienie ich demokratycznego obowiązku, który może zadecydować o dalszych losach Wyspy. Wśród kandydatów, trzech ma największe szanse: William Lai Ching-te z Demokratycznej Partii Postępowej (DPP), Hou You-yi z Kuomingtang (KMT) i Ko Wen-je z Tajwańskiej Partii Ludowej (TPP).

Media społecznościowe coraz głośniej mówią o chińskiej ingerencji w nadchodzące wybory. Pekin stanowczo zaprzecza i uważa, że to wszystko manipulacja tajwańskiego rządu, który wznosi oskarżenia o „podżeganie do konfrontacji”.

W 2016 roku władzę na Tajwanie przejęła niezależna, protajwańska partia, która nieustannie zmaga się z Pekinem. Chiny nakładają na Wyspę sankcje gospodarcze, prowadzą nieopodal niej zastraszające ćwiczenia wojskowe i izolują dyplomatycznie kraj, który uważają za swoją własność – a to wszystko dlatego, że Tajwan odrzucił konsensus wprowadzający „zasadę jednych Chin”, który w 1992 r. podpisała rządząca wtedy KMT. Chiny są z tego powodu wściekłe i podnoszą napięcie do poziomu, który grozi otwartym konfliktem militarnym.

Obecnie sprawa nie dotyczy jedynie Tajwanu. Wyspa stała się areną starć geopolitycznych sił, w które angażują się międzynarodowe potęgi. Chińska Republika Ludowa (ChRL) uznaje Tajwan za nieodłączną część jej suwerennego terytorium. Przyłączenie Tajwanu do Chin (nazywane w chińskiej propagandzie „zjednoczeniem”) przedstawiane jest przez Pekin jako konieczny warunek ponownej wielkości chińskiego narodu.

Oficjalnie Xi Jinping postuluje pokojowe zjednoczenie Tajwanu z Chinami. Jednocześnie ostrzega, że dążenia wyspy do uzyskania formalnej niepodległości wywołają zdecydowaną reakcję Pekinu, włączając w to użycie siły militarnej, co (jak podkreśla) będzie zgodne z chińskim prawem.

Tajpej tkwi więc na rozdrożu: z jednej strony ma autonomiczne aspiracje, z drugiej kraj jest uzależniony dyplomatycznie i gospodarczo od Chin. Rodzi to ciągle rosnące napięcia, które mogą rozkręcić polityczną burzę o globalnych konsekwencjach trudnych do przewidzenia.

W tym nieciekawym krajobrazie politycznym dotychczasowa prezydent Tsai stała mocno po stronie demokracji. Pekin postrzegał to jako silny afront. W odpowiedzi nie tylko zaostrzał retorykę o konieczności zjednoczenia, ale także rozbudowywał i modernizował Chińską Armię Ludowo-Wyzwoleńczą (ChAL-W). Aktualnie dysponuje ona zaawansowanymi systemami rakietowymi, rozbudowanymi zdolnościami do prowadzenia wojny cybernetycznej, największą na świecie marynarką wojenną (nadal intensywnie rozbudowywaną) i możliwościami zablokowania wejścia sił przeciwnika na teren potencjalnej wojny.

Jednocześnie Chiny oskarżają Tajwan o nieuczciwe praktyki handlowe i karne środki taryfowe, a chińskie wojsko wysłało więcej samolotów nad Cieśninę Tajwańską. W ostatnim czasie pojawiły się doniesienia o unoszących się w tej okolicy podejrzanych balonach. Ruch w strefie ADIZ (Air Defence Identification Zone) nasilił się jesienią ubiegłego roku, a 19 września pojawiła się tam rekordowa liczba 103 samolotów. Obecnie te śmiałe manewry połączono między innymi z tranzytami lotniskowców przez Cieśninę.

Kto może zostać następnym prezydentem Tajwanu?

W tym kontekście ostatni etap kampanii wyborczej został zdominowany przez temat stosunków z Chinami i koniecznością unikania konfliktu. Niektóre sondaże przedwyborcze wykazały zaciętą rywalizację dwóch głównych kandydatów na urząd prezydenta.

W wielu sondażach wygrywa dziś Lai Ching-te. W obecnym rządzie zajmuje on stanowisko wiceprezydenta, wcześniej był premierem, burmistrzem Tainan i kongresmenem. Jest antychiński, sprzeciwia się wszelkim propozycjom zjednoczenia, sformułował w tej sprawie kontrowersyjną (przynajmniej dla Pekinu) ustawę. Mając świadomość tego, że jego postawa naraża Tajwan na chińską inwazję, sformułował opartą na czterech filarach strategię pokojową. Zakłada ona odstraszanie, dywersyfikację gospodarczą, wzmocnienie partnerstwa z przyjaźnie nastawionymi krajami i zdecydowane przywództwo po obu stronach cieśniny.

Lai Ching-te uważa, że strategicznym partnerem umożliwiającym realizację jego planu są Stany Zjednoczone. W sierpniu udał się z wizytą do USA, co Pekin odebrał jako „akt niezależności” i ostrzegł, że takie działania zostaną odebrane jako próba uzyskania formalnej niepodległości.

Drugim kandydatem, który w sondażach uzyskuje spore poparcie, jest Hou You-yi z opozycyjnej partii Kuomintang (KMT). Aktualnie zajmuje stanowisko burmistrza Nowego Tajpej, miasta leżącego niedaleko stolicy. W zeszłym roku został wybrany na drugą kadencję, uzyskując zdecydowaną większość głosów. KMT opowiada się za poprawą więzi z Chinami, ale nie zgadza się na określanie jej jako propekińską. Odrzuca politykę „jeden kraj, dwa systemy” i dąży do suwerenności narodowej, uważając, że niezbędne jest w związku z tym utrzymanie wysokiej gotowości bojowej. Co może wydawać się sprzeczne, członkowie KMT uważają, że nie ma podstaw prawnych dla niepodległości Tajwanu, która nie powinna być realizowana. Hou You-yi może uzyskać pewne poparcie ze strony Pekinu, ale raczej nie zmniejszy wydatków na obronę, więc utrzymanie relacji wojskowej z USA, też jest wielce prawdopodobne.

Przeczytaj także:

Trzecim liczącym się w tych wyborach kandydatem jest Ko Wen-je. Był burmistrzem Tajpej, założył Tajwańską Partię Ludową (TPP). Ko Wen-je jest tu jednak dziką kartą – kiedyś był zgodny ze stanowiskiem DPP, potem stał się bardziej proniepodległościowy, ale teraz zdecydowanie zbliżył się do Chin. Nie wiadomo więc, jaką linię przyjmie w przypadku wygranych wyborów.

Przeczytaj także:

NAJNOWSZE: