fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

4.7 C
Warszawa
poniedziałek, 4 marca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Róbta co chceta, czyli biznes pod szyldem dobroczynności

Zanim skromny, lekko zacinający się prezenter Rozgłośni Harcerskiej zyskał status lidera opinii, sumienia społecznego i zbawcy progresywnych i postępowych ludzi (słowo Naród niemile widziane), grzał się w miłym cieple charyzmy i aurze profesjonalizmu, które roztaczał współarchitekt WOŚP Walter Chełstowski.

Warto przeczytać

To On w czasach słusznie minionego ustroju uchylił drzwi wszechmocnej wówczas z racji monopolu państwowego TVP. Młodzież, która w miejsce grzecznych Skaldów, czy Czerwonych Gitar zaczęła słuchać kapel punkowych, a festiwal w Jarocinie, gdzie zaczynały Armia, Dezerter, Hey, czy TSA był nie do końca świadomym, ale wyraźnym wołaniem o wolność – znalazła w WOŚP ujście dla swoich naturalnych pragnień bycia razem i poczucia, że uczestniczy w czymś doniosłym, autentycznym i dobrym.

Nagle i niespodziewanie komunistyczne władze dostały do ręki prezent, stanowiący antidotum na ruch Oazowy, duszpasterstwo akademickie, a nawet koncesjonowany ZHP, który pomimo alternatywnych zalążków skautingu w postaci ZHR i kręgów instruktorskich im. Andrzeja Małkowskiego, nolens volens kształtował postawy dalekie od pożądanych w tzw. realnym socjalizmie.

W warunkach kształtującej się gospodarki rynkowej wehikuł o nazwie WOŚP zyskał nowe impulsy rozwojowe, nie tracąc nic z atutów czasu gospodarki centralnie planowanej, ergo strukturalnego niedoboru. Rzecz jasna osoby pokroju Waltera Chełstowskiego stanowiły w tych realiach zbędny balast, bo trzeba było znaleźć przestrzeń dla nowych „dobrodziejów”. Ci, którzy uwłaszczyli się na państwowym w poszukiwaniu inwestorów, zainteresowani byli kształtowaniem nowego wizerunku szczodrych inwestorów, stąd rozwój wolontariatu, rozbudowa aparatu obsługującego już nieakcyjne działania, ale profesjonalnie budowaną strukturę, ze specjalistami od logistyki, zakupów i procedur przetargowych, nade wszystko zaś od marketingu i budowy wizerunku.

Kiedy odgórnie animowane ruchy LGBT, idee libertariańskie i wszelkiej maści „progresywne” sprawiły, że część rodziców zaczęła mieć wątpliwości co do udziału swoich dzieci w tego rodzaju eksperymencie społecznym, natychmiast pomocną dłoń podały stacje komercyjne. Była to szansa na wyeliminowanie TVP, która nadal realizowała misję w obszarze kultury, edukacji, historii, pomimo gwałtownie kurczących się wpływów z abonamentu, do czego wezwał obecny i ówczesny premier.

W tzw. międzyczasie osoby wychowane w WOŚP i przez lata aktywne w jej codziennej żmudnej pracy – wszak splendory i światła jupiterów stanowią nadal wyłączną domenę Jurka, bo tak karze się nazywać dobiegający jeszcze w minionym roku siedemdziesiątki animator WOŚP – są nadal społecznie aktywne. Jednak nie ma już dla nich miejsca w coraz bardziej rodzinnym projekcie, gdzie miejsce „drugiej po bogu” zajmuje małżonka Jerzego Owsiaka (pieszczotliwie zwana „Dzidzią”). Pozostaje ona dyrektorem do spraw medycznych WOŚP z wynagrodzeniem 13 tys. brutto. Jest absolwentką warszawskiej SGPiS – obecnie SGH. Prowadziła także firmę Mrówka Cała zajmującą się produkcją audiowizualną na użytek Fundacji. Działalność została zawieszona.

To Jej przypisuje się pomysł, by nazajutrz po marszu „miliona serc”, którego finał obok Donalda Tuska „uświetnił” któż by inny, jak nie lider WOŚP, odpalić kosztem milionów złotych kampanię outdoorową, mającą jakoby stanowić kulminację walki z sepsą. Gwoli dziennikarskiej rzetelności nie sposób zaprzeczyć, że obok hasła „Polacy Pokonajmy to Zło” i podtytułu „Wygramy”, gdzie ostatnia sylaba sąsiadująca z serduszkiem WOŚP przybrała barwy narodowe, widniała fraza „z sepsą”, tyle że mniejszą, szarą czcionką na szarym tle, umieszczona u dołu, wysoko posadowionych, z daleka widocznych banerów. W praktyce informacja ta pozostawała niewidoczna.

Nawet tak znane z racji wybitnych osiągnięć artystycznych i od lat zaangażowane w działalność dobroczynną osoby, jak Ewa Błaszczyk czy Anna Dymna mogą jedynie marzyć, by w prime time’ie propagować swoje projekty.

Cóż dopiero Caritas, który każdego dnia, począwszy od okresu międzywojnia, odbudowany następnie w roku 1992, po konfiskacie dokonanej przez komunistów w ramach walki z Kościołem w styczniu 1950 roku, jest obecny wszędzie tam, gdzie biedni, chorzy czy tylko samotni i starzy potrzebują pomocy, życzliwego uśmiechu, albo słowa otuchy. Często zdarza się, że w miejscach, gdzie realne zagrożenie dla życia i zdrowia stanowią obok głodu i braku wody pitnej, muzułmańskie bojówki, które są gotowe odebrać życie tylko dlatego, że ktoś wyznaje wiarę w Jezusa Chrystusa. Tyle że nie jest to medialne, czy „trendy” w rozumieniu tzw. liderów opinii. Wszystko zaś w warunkach pełnej transparentności, wynikającej z przepisów prawa i szczegółowej sprawozdawczości finansowo – księgowej, z odpisami amortyzacyjnymi na środkach trwałych, umorzeniami i publikowaniem corocznych sprawozdań, gdzie tylko efekt skali jest nieporównywalny, mówimy bowiem o projektach, których wartość wyrażona jest w kwotach rzędu 1 miliarda rocznie!

Tegoroczny 32 Finał WOŚP już zasłynął za sprawą uczestniczącego w wypadku ówczesnej premier Beaty Szydło (notabene poważnie wówczas poturbowanej) Sebastiana Kościelniaka. Ten ostatni wprawdzie wielkiej kariery w szeregach PO nie zrobił, za to jego Seicento, odbudowane (jakże by inaczej, przez TVN Turbo, wraz ze współpracującymi z tą anteną firmami) od przysłowiowego zera, już osiąga na licytacji zawrotne kwoty.

Że coś jest „nie halo” (jak mówi młodzież) dowodnie świadczą memy, gdzie np. pod pozorem walki z hejtem tłumi się już nie tyle głosy krytyki, ile pytania o źródła utrzymania rodziny założyciela fundacji, czy o koszty tzw. działalności operacyjnej, że o udziale przychodów ze zbiórki na WOŚP w organizacji Poland Rock Festiwal nie wspomnimy. Tam zresztą, obok bezpłatnego pola namiotowego funkcjonują płatne campery, nieskrępowany dostęp do wysokiej klasy węzła sanitarnego, tzw. Family camp i szereg innych – płatnych udogodnień.

Sam Owsiak mimo wielokrotnych prób nie dostał się ani na ASP, ani na psychologię i dysponuje jedynie średnim wykształceniem, jako absolwent liceum ekonomicznego. Nie przeszkodziło mu to wprawdzie prowadzić jeszcze w latach 80. ubiegłego wieku pracowni witraży. Aktualnie zatrudnia go, jednoosobowa spółka Złoty Melon, w całości należąca do Fundacji. Jej zadaniem jest pozyskiwanie środków finansowych dla WOŚP, poprzez prowadzenie „wszelkich działań gospodarczych z nią związanych”. Jak twierdzi sam zainteresowany w swoich mediach społecznościowych, daje to ok. 10 tysięcy złotych „na rękę”, a ostatnia podwyżka o ok. 1000 zł miała miejsce w roku 2017. Skojarzenie z Karierą Nikodema Dyzmy nasuwa się nieodparcie! Warto dodać, że sam pomysł WOŚP nie należy do oryginalnych. Na przykład wiele lat przed Owsiakiem, charytatywne zbiórki pieniędzy pod nazwą „Red Nose Day!” były organizowane już w wielu krajach. Dla tych, którzy znają tę inicjatywę, wydaje się oczywiste, że „tęczowy Jurek” powiela w Polsce bardzo podobny koncept.

Redakcja

SourceRedakcja

Więcej artykułów