fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

6.7 C
Warszawa
poniedziałek, 15 kwietnia, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Zbrojenie się Europy może mieć groźne konsekwencje

Pamiętajmy, że jednym z celów powstania NATO była kontrola nad Niemcami. Kiedy Ameryka namawia Europę do większych wydatków na zbrojenie i większej niezależności w obszarach obrony, może to mieć poważne negatywne konsekwencje – zauważa „The Wall Street Journal”.

Warto przeczytać

Praktycznie od samego powstania Paktu Północnoatlantyckiego w 1949 r. amerykańscy przywódcy powtarzają, że jego członkowie nie wydają odpowiednio dużo na obronność. W 1963 r. prezydent Stanów Zjednoczonych John F. Kennedy powiedział swojej Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, że „nie możemy nadal płacić za wojskową ochronę Europy, podczas gdy państwa NATO nie płacą swojej sprawiedliwej części”. W 1981 r. w Monachium zastępca sekretarza obrony Frank Carlucci powiedział, że „nie można oczekiwać od Stanów Zjednoczonych poprawy i wzmocnienia amerykańskich sił w Europie, jeśli inni sojusznicy nie zwiększą swojego wkładu w połączone wysiłki obronne”. Wiele podobnych głosów można by jeszcze przytoczyć.

Tymczasem NATO szacuje, że prawie połowa obecnych członków nie wyda w tym roku 2 proc. swojego PKB na obronę. Tymczasem cel ten został ustalony już dekadę temu. Po wybuchu wojny w Ukrainie zaobserwowano co prawda wzrost wydatków na obronność, nie jest on jednak wystarczający.

W USA coraz częściej pojawiają się głosy, które dobrze reprezentuje komentarz senatora J.D. Vance z Ohio: „nadszedł czas, aby Europa stanęła na własnych nogach”. Nie chodzi już więc o równy podział wydatków, ale o konieczność europejskiej samodzielności. Były zastępca asystenta sekretarza obron USA Elbridge Colby ujął to tak: „Fakt, że Europa nie jest w stanie poradzić sobie ze swoim bezpieczeństwem, nie oznacza, że Ameryka nie powinna zwrócić się ku Azji. Jeśli musimy pozostawić Europę bardziej narażoną, niech tak będzie”.

I nie chodzi o to, że amerykański establishment polityczny namawia do całkowitego porzucenia Europy czy rozwiązania NATO, ale do wymuszenia na Europie większej samodzielności. Czy jednak Stany Zjednoczone faktycznie na tym skorzystają?

Pierwszy sekretarz generalny NATO, Hastings Ismay, określił kiedyś nadrzędny cel Paktu jako „trzymanie Rosjan z dala, Amerykanów w środku, a Niemców na dole”. Obecnie, z powodu agresywnej postawy Putina, rosyjska kwestia przyciąga najwięcej międzynarodowej uwagi. Jednak w kontekście apeli o zwiększenie europejskiej autonomii obronnej należy też pamiętać o niemieckiej części formuły Ismaya.

Prowadzona przez USA polityka bezpieczeństwa od 1945 r. praktycznie tłumiła politykę europejską – państwa Starego Kontynentu przestały rozważać pełen zakres celów i środków politycznych. Za sprawą powojennego liberalizmu, socjaldemokratycznych priorytetów w polityce wewnętrznej oraz wzmacnianiu ponadnarodowej unii, Europę ogarnął duch pacyfizmu.

Dziś Amerykanie narzekają, że pokój w Europie zapanował za sprawą ich strategii dyplomatycznych i wojskowych, a przede wszystkim – ich środków finansowych. Czy jednak przezbrojenie państw Starego Kontynentu i osiągnięcie strategicznej samowystarczalności byłoby korzystne dla USA?

Przywołując słynne słowa Ismaya, powinniśmy pamiętać o szerszych możliwościach polityki europejskiej. Na początku XX wieku widzieliśmy, do jakich rzezi zdolni są uzbrojeni Europejczycy. Widzieliśmy dwa razy. Bogactwo państw i szybki rozwój doprowadziły do bezmyślnego, przemysłowego okrucieństwa, mordowania całych narodów i uśmiercania milionów ludzi. I za każdym razem Ameryka poświęcała także własną młodzież na ołtarzu europejskiego „postępu”.

Te spostrzeżenia mogą się wydawać naciągane. Ale pamiętajmy, że dziś radykalne prawicowe partie ponownie cieszą się dużym – i często rosnącym! – poparciem w Europie. Alternatywa dla Niemiec według sondaży ma obecnie 19-proc. poparcie. Francuskie Zjednoczenie Narodowe może liczyć na 28 proc. głosów. W wielu innych państwach, flirtujące z faszyzmem partie zdobywają coraz więcej zwolenników, nie tylko dlatego, że partie głównego nurtu wydają się coraz częściej niepoważne.

Amerykańscy politycy, którzy jak Vance czy Colby uważają, że USA powinny skupić się bardziej na Chinach, a mniej uwagi poświęcać Europie, mają częściową rację. Dla Waszyngtonu największym wrogiem jest obecnie Pekin. Mają też rację, od lat nawołując do sprawiedliwego podziału wydatków na obronność.

Przeczytaj także:

Ale koncepcja bardziej autonomicznej Europy niesie ze sobą konsekwencje, które także należy gruntownie przemyśleć. Bo jeśli Amerykanie odwrócą się od Europy, to w krótkoterminowej perspektywie może to oznaczać dalszą ekspansję Rosji na Zachód, jeśli Europa nie uzbroi się należycie. Jednak, jeśli uzbroi się należycie, niesie to za sobą kolejne, inne i być może nawet większe ryzyko – że państwa europejskie ponownie skoczą sobie do gardeł i wymierzą nową broń przeciwko sobie nawzajem, jak robiły to już wiele razy wcześniej.

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię

Najnowsze artykuły