fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

19 C
Warszawa
wtorek, 18 czerwca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Gorzki smak zwycięstwa – w 80 rocznicę bitwy pod Monte Cassino

18 maja 1944 roku po zaciętych walkach 2 Korpus Polski zdobył wzgórze Monte Cassino wraz ze znajdującym się na nim klasztorem. W bitwie zginęło 923 polskich żołnierzy, 2 931 zostało rannych, a 345 uznano za zaginionych.

Warto przeczytać

O samej bitwie, jej dramatycznym przebiegu, bezprzykładnym bohaterstwie żołnierzy i oficerów, oraz desperackim oporze silnie ufortyfikowanych Niemców napisano prawie wszystko. Podobnie jak o strategicznym znaczeniu, tego okupionego polską krwią zwycięstwa, które otworzyło aliantom drogę na Rzym.

Jak wyszkolony i karny był żołnierz, jak bardzo kochał swoich dowódców, którym ufał bezgranicznie, dowiodły późniejsze wydarzenia. Wierzyli, że idą do Polski. Przyszło im złożyć broń i w ramach Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia udać się na niepewny emigracyjny chleb. Część towarzysze broni zabrali ze sobą do dalekiej Australii, RPA, Kanady i wszędzie tam, gdzie mieszkali Ci, z którymi Polacy wspólnie bili się o Wolność Naszą i Waszą.

Komunistyczne władze wysłały do Londynu swoich emisariuszy, a wśród nich młodego wtedy porucznika Czesława Kiszczaka, by namawiał weteranów spod Monte Cassino do powrotu, gdyż są potrzebni w kraju, a zwłaszcza w LWP. Wielu, choć nie bez wahań odpowiedziało na ów apel, zwłaszcza gdy w kraju pozostawili dawno niewidziane żony i małe wówczas dzieci.

Do stosunkowo wąskiego grona starszych stopniem oficerów, którzy zdecydowali w 1947 roku o powrocie do Polski, należał podpułkownik Wiktor Stoczkowski. Uczestnik polsko-bolszewickiej wojny 1920 roku, jako major Wojska Polskiego uczestniczył w Kampanii Wrześniowej, gdzie pod Grodnem dostał się do sowieckiej niewoli. Więzień obozu NKWD Kozielsk II, osadzony w katowni na Butyrkach, uwolniony wraz z innymi oficerami tworzącymi pion dowodzenia Armii Gen. Władysława Andersa.

Od 4 kwietnia 1943 roku był zastępcą dowódcy 5 Wileńskiej Brygady Piechoty, ranny pod Monte Cassino, gdzie dowodził w linii 15 Wileńskim Baonem Strzelców „Wilki”, wchodzącym w skład 13 Wileńskiego Batalionu Strzelców „Rysie”, od jesieni 1944 objął dowództwo 4 Wołyńskiej Brygady Piechoty. Zdobywca Ankony. Odznaczony Krzyżem Virtuti Militari V klasy. Nr Krzyża Monte Cassino (17015), Krzyżem Walecznych, Distinguished Service Order, Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami, Brytyjską Gwiazdą za Wojnę, Gwiazdą Italii.

Szlak bojowy we Włoszech zaczął się nad rzeką Sangro 23 marca 1944 od zluzowania 2 Marokańskiej Dywizji Piechoty, gdzie do 5 kwietnia zajmowały „Rysie” pozycje obronne. Kadra dowódcza i kwatermistrzostwo dokonywały w tym czasie rekonesansu zaplecza i linii frontu w ramach przygotowań do natarcia w rejonie wzgórz na odcinku Monte Casino. W rejony wyjściowe dostarczano wodę, żywność, worki z piaskiem, amunicję.

W nadchodzącej bitwie zgodnie z rozkazem nr 1 dowódcy 1 Kresowej DP w ramach 5 Wileńskiej Brygady Piechoty, Batalion miał nacierać na prawym skrzydle, na płn. część wzgórza „Widmo”, a następnie na główny cel natarcia wzgórze 575 „San Angelo”. Wychodzące czołowe kompanie 13 i 15 „Wilki” dostały się pod silny ogień artylerii. Pomimo to rozpoczęły szturm stanowisk i bunkrów niemieckich przed szczytem „Widma”. Wobec dużych strat, po 8 rano 12 maja zostały wycofane na podstawy wyjściowe.

Po reorganizacji, uzupełnieniu uzbrojenia i stanów osobowych ponowny szturm zakończył się 17 maja zdobyciem „Widma” i „San Angelo”. Do ranka 18 maja „Rysie” zajmowały pozycje obronne, zamykając drogę odwrotu Niemcom.

Jak krwawe i zacięte były to zmagania, lepiej niż pełne dramaturgii opisy Meissnera, bądź Wańkowicza zaświadczają suche meldunki sztabowców. Straty „Rysi”: „Poległych w walkach – 11 oficerów (1/3 etatowego stanu oficerów), 139 podoficerów i szeregowych (1/4 etatowego stanu szeregowych), zaginionych – 44 podoficerów i szeregowych.

Szlak bojowy wiódł następnie przez linię Gotów do Ancony i Monterado, by zakończyć jesienią 1944 roku zajmowanie kolejnych miejscowości w Apeninach, tym razem bez walki. W tym czasie podpułkownik Stoczkowski jako pierwszy dowódca, kontynuował szlak bojowy z 4 Wołyńską Brygadą Piechoty, aż po jedną z ostatnich bitew na froncie włoskim zakończoną zdobyciem Bolonii 21 kwietnia 1945 roku. W jej trakcie, 12 kwietnia po raz kolejny zostaje ranny, w następstwie czego dowództwo nad brygadą objął płk. dypl. Franciszek Demel.

Powrót do kraju okazał się gorzkim doświadczeniem. Jako element podejrzany politycznie, zamiast do wojska trafił na przesłuchania, które ostatecznie zrujnowały wyczerpany trudami wojaczki i licznymi ranami odniesionymi w kolejnych kampaniach, organizm. Chcąc zapewnić rodzinie skromny byt, imał się różnych zajęć, nie stroniąc nawet od obwoźnego handlu piwem. Odszedł do Towarzyszy Broni 22 kwietnia 1957 roku w wieku ledwie 59 lat.

Przeczytaj także:

Parę lat temu sąsiedzi zaalarmowani faktem, że ekipa rozbierająca dom przy ul. Liczmańskiego w Gdańsku-Oliwie wystawiła ze strychu dwa kufry niewiadomego pochodzenia, powiadomili o sprawie pracowników Muzeum II Wojny Światowej. Dzięki temu skrawki dokumentów należących (jak się okazało) do podpułkownika Stoczkowskiego – legitymacje i odznaczenia, wraz z dystynkcjami, poczynając od pierwszych wycinanych ze zwyklej blachy jeszcze w ZSRR, po naszywki i emblematy PSZ – ocalały, jako materialny ślad powikłanych polskich losów.

Podpułkownik Stoczkowski miał o tyle więcej szczęścia niż Jego Towarzysze Broni, że wprawdzie w biedzie i bez należnych honorów, ale dokonał żywota w Ojczystej Ziemi, w otoczeniu najbliższych.

SourceRedakcja

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię