fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

19 C
Warszawa
wtorek, 18 czerwca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Banki tracą Wall Street

To menedżerowie aktywów budują dziś ogromne i złożone rynki finansowe. Za ich sprawą do fortun dochodzą nowi miliarderzy – zauważa „El Confidencial”.

Warto przeczytać

Kontrole nad systemem finansowym przejmują dziś ogromne fundusze inwestycyjne. Ich zasobność porównywalna jest już do gospodarek dużych krajów. Zajmując nowe obszary działalności, fundusze inwestycyjne zacierają tradycyjne granice na Wall Street. Kiedyś dominujące na rynkach banki, coraz częściej znajdują się na marginesach.

Już teraz menedżerowie aktywów kontrolują dwa razy tyle aktywów co amerykańskie banki, a to oddają w ich ręce kontrolę nad sporą częścią gospodarki USA. Takie firmy, jak: Blackstone, Franklin Templeton, BlackRock oraz KKR są jednocześnie bardzo do siebie podobne i niezwykle złożone. Inwestorzy uważają, że stwarza to nieznane ryzyko. Menedżerowie funduszy zaznaczają jednak, że ich ekspansja – już dziś bardzo widoczna – dopiero się rozpoczyna.

Szybki wzrost oznacza generowanie ogromnych bogactw, szczególnie w sektorze private equity. „Forbes” podał, że w ostatnich latach, to właśnie na kapitale wysokiego ryzyka najwięcej osób dorobiło się miliardowych fortun.

Szybki wzrost

Firmy zarządzające dużymi funduszami rosną w siłę i oferują nowe rodzaje produktów, aby zwiększyć swój udziału w rynku. Najpotężniejsi gracze zmieniają się w wielkie rynki finansowe, z których korzystają instytucje i bogacze, jednak coraz bardziej interesuje ich też klasa średnia. Banki podążały podobną drogą przez dekadę przed kryzysem finansowym. Fundusze private equity i private debt, takie jak Apollo Global Management i Blackstone, zajmują się głównie pieniędzmi powierzanymi im przez duże instytucje, ale teraz coraz częściej sprzedają produkty inwestorom indywidualnym. Dla takich gigantów inwestycyjnych jak BlackRock tworzenie lub kupowanie operacji funduszy prywatnych jest szansą na jeszcze większy rozrost.

Firmy zarządzające aktywami coraz częściej wypierają też banki, kiedy amerykańskie przedsiębiorstwa i konsumenci szukają źródeł finansowania. Jednocześnie firmy te próbują integrować się z branżą ubezpieczeniową. Kierownicy prywatnych funduszy uważają, że mają przewagę nad konkurencją, ponieważ długoterminowe zobowiązania wobec klientów dają im większą stabilność niż uzależnionym od depozytów bankom.

„Wkraczamy w szarą strefę, ponieważ firmy zarządzające aktywami wkraczają w różne sektory usług finansowych” – przyznał Tyler Cloherty, dyrektor generalny firmy konsultingowej Deloitte, która doradza zarządzającym funduszami. „Najważniejszym pytaniem, jakie otrzymuję, jest »co możemy zrobić, aby trafić z ofertą alternatywną do klientów detalicznych?«. To bardzo złożona kwestia”.

Szybki wzrost znaczenia firm zarządzających aktywami nastąpił po roku 2008, czyli po kryzysie finansowym, gdy nowe regulacje ograniczyły bankowe inwestycje i pożyczki. Firmy zarządzające funduszami mogły swobodniej się rozwijać. Co więcej, banki centralne przez kolejną dekadę utrzymywały dość niskie stopy procentowe, więc inwestorzy zamykali konta oszczędnościowe i przenosili środki do funduszy.

Przekraczanie granic

We wspomnianym 2008 r. amerykańskie banki i zarządzający funduszami dysponowali porównywalnymi zasobami ocenianymi wtedy na około 12 mld dolarów. Niedawno „Wall Street Journal” obliczył, opierając się na danych z Rezerwy Federalnej, że HFR, ICI i Preqin, tradycyjni zarządzający aktywami, zarządzający funduszami prywatnymi i fundusze hedgingowe kontrolują około 43,5 bln dolarów – czyli prawie dwa razy więcej niż amerykańskie banki, dysponujące 23 bln.

Duże banki reagują na te zmiany, wzmacniając swoje zespoły inwestycyjne i upodabniając się w ten sposób do firm zarządzających funduszami. Niedawno Goldman Sachs ujawnił swoje przychody z pierwszego kwartału tego roku – około 4 mld dolarów pochodziło z zarządzania aktywami i majątkiem, to prawie dwukrotny wzrost przychodów działu bankowości inwestycyjnej. Ale silny wzrost odnotowały także firmy zarządzające funduszami publicznymi, które wprowadziły ofertę funduszy giełdowych i tanich funduszy inwestycyjnych opartych na indeksach. Czterej największy gracze – BlackRock, Fidelity, State Street i Vanguard – kontrolują około 26 bln dolarów, mniej więcej tyle, ile wynosi cała roczna produkcja gospodarcza USA.

Przez ostatnie cztery lata aktywa funduszy private equity i dłużnych prawie podwoiły swoją wartość, sięgając już 6 bln dolarów. Firmy zarządzające zaczęły oferować prywatne fundusze kredytowe swoim głównym klientom, czyli funduszom emerytalnym i funduszom wieczystym, kiedy te osiągnęły już swoje limity w zakresie private equity. Oprócz tego menedżerowie funduszy zaczęli współpracować z nowymi inwestorami – firmami ubezpieczeniowymi i osobami prywatnymi.

Kiedy rośnie wartość funduszy inwestycyjnych, rosną także zarobki ich założycieli. Na liście amerykańskich miliarderów opublikowanej niedawno przez „Forbesa” zarządzający funduszami private equity zajmują 41. miejsc – najwięcej spośród wszystkich zawodów. Inwestorzy ci stanowią dziś łącznie 5,5 proc. amerykańskich miliarderów, dziesięć lat temu było ich tylko 3 proc. Wygląda na to, że ten wzrost jeszcze się nie zakończył.

Scott Nuttall, współzarządzający, który na liście miliarderów „Forbesa” znajduje się od 2022 r., ogłosił na ostatnim spotkaniu akcjonariuszy, że do 2029 r. KKR podwoi swoje aktywa do biliona dolarów. W tej chwili tylko 2 proc. zamożnych osób inwestuje w fundusze alternatywne, Nuttall uważa jednak, że do 2027 r. ilość ta wzrośnie do 6 proc.

Z podobnym optymizmem patrzy w przyszłość Marc Rowan, dyrektor generalny Apollo Global Management. Uważa, że do 2026 r. jego firma, zarządzająca obecne 650 mld dolarów, zwiększy kontrolowane aktywa do jednego biliona.

Wydaje się to wykonalne, ponieważ w lipcu ubiegłego roku próg biliona dolarów przekroczył Blackstone, który w tym roku uruchomił swój pierwszy fundusz private equity skierowany do inwestorów indywidualnych. Ponad 100 mld dolarów udało się zebrać firmie dzięki prywatnym funduszom dłużnym i nieruchomościowym, które skierowano do osób fizycznych.

Co prawda zarządzający funduszami publicznymi są dużo więksi od funduszy prywatnych, ale ponieważ konkurencja wymaga ciągłego obniżania opłat od klientów, po latach stają się oni mniej rentowni. Dlatego tacy gracze jak Franklin Templeton i T. Rowe Price coraz częściej kupują menedżerów alternatywnych, żeby zwiększyć swoje zyski. Głośny na początku roku był zakup Global Infrastructure Partners przez BlackRock za cenę 12,5 mld dolarów, co według Dealogic było najwyższą w historii ceną zakupu alternatywnego menedżera aktyw. Po tej transakcji sześciu partnerów-założycieli Global Infrastructure zasili forbesową listę miliarderów.

Inne firmy zarządzające tradycyjnymi funduszami przyjęły mniej kosztowną strategię, zakładając własne firmy private equity.

Czy zarządzanie prywatnymi funduszami wymaga większych regulacji?

Neuberger Berman, firma zarządzająca funduszami, który powstała po bankructwie Lehman Brothers, dziś inwestuje około 30 proc. z 463 mld dolarów w aktywa alternatywne. Dziesięć lat temu było to tylko 10 proc. Ta firma, której właścicielami są pracownicy, większość aktywów pozyskała od inwestorów instytucjonalnych, ale dyrektor generalny Neuberger, George Walker, zapowiedział: „Znaczna część przyszłego wzrostu będzie napędzana przez osoby fizyczne, które nie mają ani wiedzy specjalistycznej, ani profesjonalistów, którzy mogliby im pomóc”.

W Stanach Zjednoczonych zarządzający funduszami mają obowiązek edukować nowych klientów i oferować im zdywersyfikowane produkty, co pozwala na minimalizowanie ryzyka. W 2021 r. Neuberger wprowadził do swojej oferty Access, produkt łączący dziesiątki prywatnych funduszy i ich inwestycji – dzięki temu zdywersyfikowany portfel stał się łatwo dostępny dla klientów o niskich inwestycjach. W ubiegłym roku fundusz podwoił swoją wielkość do miliarda dolarów.

Inny z gigantów zarządzania funduszami, Pacific Investment Management Co, mająca aktywa o wartości rzędu 2 bln dolarów, zwiększył swoje alternatywne inwestycje z 10,7 mld dolarów w 2010 r. do 165 mld obecnie. TCW, inna firma z tej branży, potrzebowała tylko czterech lat na podwojenie swoich alternatywnych inwestycji – stanowią one obecnie 20 mld dolarów, około 10 proc. całkowitych aktywów firmy. Zarówno Pacific Investment Management, jak i TCW zaangażowało doradców z firm private equity i funduszy hedgingowych.

Ten rozrost zwraca również uwagę organów regulacyjnych. Amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) zaostrzyła przepisy dotyczące funduszy prywatnych, wymagając większej przejrzystości i zakazując zawierania umów z klientami instytucjonalnymi.

Przeczytaj także:

Kiedy rośnie zainteresowanie funduszami prywatnymi wśród osób fizycznych, lewarowane wykupy przez fundusze private equity zwróciły w ubiegłym roku tylko 8 proc. – najmniej od 2011 r. Tak słabe zwroty wynikają z rosnących stóp procentowych, a co za tym idzie: trudności ze sprzedażą posiadanych spółek oraz wyższych cen zakupu nowych.

Amerykańscy regulatorzy analizują tradycyjne firmy zarządzające funduszami pod kątem ich wpływu na głosowanie akcjonariuszy. Jesienią ubiegłego roku zatwierdzono zasadę umożliwiającą potencjalne traktowanie menedżerów dużych funduszy regulacjami jako instytucji o znaczeniu systemowym, co z kolei otwiera furtkę do objęcia ich dalszymi regulacjami podobnymi do tych, jakie stosuje się wobec dużych banków. Pomysł ten pochodzi z czasów prezydentury Obamy, ale został uchylony przez administrację prezydenta Trumpa.

Więcej artykułów