fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

19 C
Warszawa
niedziela, 14 lipca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Albertyńskie budowanie solidarnej Europy

Warto przeczytać

Papież Jan Paweł II na audiencji 12 listopada 1989, w dniu kanonizacji Brata Alberta, mówił o tym, jak „Solidarnościowa” droga narodu do odzyskania suwerennej podmiotowości w znaczeniu politycznym łączy się z zadaniami natury społeczno – ekonomicznej i etycznej, polegającymi na odbudowaniu wymiaru dobra wspólnego w życiu społeczeństwa. Każdy, kto uczestniczy w tworzeniu dobra wspólnego, jest równocześnie szafarzem dobra własnego. Solidarność jako postawa moralna, jako cnota, nie jest tylko nieokreślonym współczuciem czy powierzchownym rozrzewnieniem wobec zła dotykającego wiele osób, lecz jest to mocna i trwała wola angażowania się na rzecz dobra wspólnego. Św. Brat Albert – zdaniem Papieża – został dany jako patron przełomu roku 1989: ten, który idąc za Chrystusem pomagał ludziom dźwigać się, odzyskiwać ludzką godność i podmiotowość, stawać się współtwórcami dobra społeczeństwa.

Warto pamiętać, że w czasach, gdy walił się komunizm, gdy w 1989 pośpiesznie poszukiwano sposobów transformacji społeczno gospodarczych, jak zbawienie była propagowana postawa indywidualnego egoizmu, a także powtarzana zasada „pierwszy milion trzeba ukraść”. W Polsce, kraju, który jako pierwszy wyszedł z komunizmu i otworzył drogę do zburzenia Muru Berlińskiego oraz odzyskania wolności przez inne narody, mało kto skłonny był uznawać Brata Alberta patronem roku 1989. Szerokie kręgi polskich elit z niesmakiem czytały w encyklice Jana Pawła II Centesimus annus zastrzeżenia pod adresem rozwiązań gospodarczych opieranych na żądzy zysku, zaś kiedy podczas wizyty w Polsce Papież zaczął odwoływać się do Dziesięciu Przykazań, wywołało to niemało oburzenie – Dekalog wydawał się hamulcem dla nowoczesnego rozwoju gospodarczo społecznego.

Jan Paweł II łączył świadectwo Brata Alberta ze wspólnym uczestnictwem w tworzeniu dobra społeczeństwa. Wedle zasady dobra wspólnego interes jednostki jest najlepiej zabezpieczony wtedy, gdy zadba się o interes całej społeczności. Inna zasada, zasada solidarności, wzywa do wzajemnej odpowiedzialności jednych za drugich. Ludzie są wzajemnie uzależnieni i powiązani, dlatego powinni się akceptować we wzajemnym współżyciu. Z kolei zasada pomocniczości głosi, że społeczność wyższego rzędu nie powinna ingerować w wewnętrzne sprawy społeczności niższego rzędu, pozbawiając ją kompetencji, lecz raczej winna wspierać ją w razie konieczności i pomóc w koordynacji jej działań z działaniami innych grup społecznych, dla dobra wspólnego. Pomocniczość żąda wolności, ale z uwagi na solidarność domaga się jej ograniczenia: wolności ile tylko można, ograniczenia i władzy ile naprawdę trzeba. Na pytanie ile można oraz ile trzeba odpowiadać poprzez mądrze określane dobro wspólne. Organizacja musi być narzędziem rozwoju swoich członków. Zasada solidarności idzie od dołu do góry: poszczególne zrzeszenia ludzi łączą się w coraz wyższe szczeble po to, aby móc zaspokoić potrzeby wszystkich ludzi. Z kolei zasada pomocniczości idzie od góry do dołu: społeczności wyższego szczebla mają jedynie pomagać społecznościom niższego szczebla i wkraczać tylko tam, gdzie społeczności niższego szczebla nie dają sobie rady o własnych siłach.

Wszystkie te sprawy są dziś stawiane na głowie w procesie centralizacji Unii Europejskiej połączonej ze staraniami, by wprowadzać w życie pomysły wyprowadzanie z ideologii neo-marksistowskiej. Powrót tych zbrodniczych idei jest swego rodzaju owocem tego, jak od roku 1989 próbowano budować porządek gospodarczo- społeczny na egoizmie oraz chciwości. Na taki radykalny błąd przyszła odpowiedź w postaci odmiennego błędu, tym razem lewicowego. W istocie te dwa błędy się ze sobą sprzęgły, rodząc dzisiejszy kształt Unii Europejskiej, gdzie egoizm i chciwość urzędników sprawujących swą władzę bez żadnego mandatu demokratycznego pokrywają się z egoizmem i chciwością wielkich organizacji gospodarczych, realizujących swe interesy z wykorzystaniem swych lobbystów, chytrze narzucających Unii coraz to nowe prawa, gdzie rzekoma troska o dobro planety służy jedynie jako zasłona dymna. Potrzeba, abyśmy się temu przeciwstawiali, i stąd ważne jest po albertyńsku ludzi dźwigać, pomagać im odzyskiwać godność i podmiotowość, by stawali się współtwórcami dobra społeczeństwa.

Profesor Zbigniew Krysiak, sam 9 czerwca 2024 kandydujący do Parlamentu Europejskiego, wzywa do tego, by odrzucać pomysły wywodzone z ideologii Spinellego, jak wprowadzanie dochodu gwarantowanego, niezależnie od tego, że dana osoba nie chce pracować. W istocie to ma na celu degradację ekonomiczną mikro i małych przedsiębiorstw, tak obciążanych kosztami, aby w końcu doprowadzić do ich przejęcia przez wielki kapitał oligarchiczny klasy rządzącej.

Prawdziwy rozwój nastąpi tam, gdy ludzie oddolnie będą mogli mnożyć własne wysiłki, nie stając się biernymi obiektami manipulacji ze strony najsilniejszych. Europa od wieków była areną promocji ludzkiej wolności oraz przedsiębiorczości. Aby te nie wyradzały się w egoizm i chciwość, potrzeba kultury odwołującej się do dobra wspólnego, bez żadnych szaleństw ideologicznych.

Dla tej kultury najlepszą kolebką jest zdrowa rodzina, stanowiąca klucz dla starań aby przeciwdziałać ubóstwu oraz innym problemom społecznym. A właśnie obecny kierunek nadawany Unii Europejskiej zawiera w sobie niszczenie rodziny i seksualizację dzieci, promowanie związków jednopłciowych i adopcji przez nie dzieci, niszczenie psychiki dzieci na zajęciach szkolnych i podawanie dzieciom pigułki „dzień-po”, a wreszcie legalizację pedofilii. To jest kierunek zabójczy dla pomyślności kontynentu, a w dalszej kolejności również i dla pomyślności środowiska przyrodniczego czy atmosfery całej planety. Świat promujący egoizm i chciwość musi się zawalić. Tu przypomnijmy sobie kogo Jan Paweł II postulował uczynić patronem przełomu roku 1989. Stawiał na świętego Brata Alberta, który służył, ale zarazem był niezłomnym obrońcą godności ludzkiej, co okupił kalectwem, gdy w jednej z bitew Powstania Styczniowego stracił nogę rozerwaną granatem. Tym kalectwem zawsze się szczycił, przyczyniając się do budowy społeczeństwa solidarnego.

Marek Oktaba

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię

Najnowsze artykuły