„Aktualnie wyłaniają się nowe możliwości budowania w Parlamencie Europejskim większości, która będzie promowała inną politykę” – powiedziała włoska polityk 27 maja w rozmowie z publiczną stacją RAI. Z kolei Marine le Pen, liderka francuskiej lewicy, złagodziła wcześniejsze krytyczne wypowiedzi pod adresem włoskiej premier Meloni i na łamach „Corriere dela Sera” i zaproponowała jej europejski sojusz.
Le Pen stojąca aktualnie w Parlamencie Europejskim na czele grupy Tożsamość i Demokracja twierdzi, że obie panie wiele łączy i czas się jednoczyć, jeżeli (jak to ujęła): „odniesiemy sukces”. Możemy się stać drugą co do liczebności grupą w Parlamencie Europejskim. „Tej szansy nie wolno zmarnować”.
W ostatnim czasie Meloni zbliżyła się raczej ku Przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen i Europejskiej Partii Ludowej, której znaczna część deputowanych deklaruje wolę współpracy z Konserwatystami i Reformatorami. Sama niemiecka polityk wykluczyła możliwość sojuszu z Marine Le Pen. Z kolei socjaliści i liberałowie zapowiadają, że koalicji EPL z Konserwatystami i Reformatorami nie poprą.
Podczas WDR Forum w Berlinie niemiecka przewodnicząca KE miała stwierdzić, że Francuskie Zjednoczenie Narodowe otrzymuje wsparcie Putina, co wyklucza jej zdaniem wszelkie sojusze.
Temat zmiany układu sił w parlamencie Europejskim budzi zrozumiałe emocje, ale i konkretne nadzieje środowisk zainteresowanych gruntowną rewizją Zielonego Ładu, zapewnienia bezpieczeństwa żywnościowego w Europie i okiełznania dyrektyw poświęconych gospodarce zeroemisyjnej i migracji.
Wbrew uspokajającym zapowiedziom odbierają one w tym zakresie decyzyjność suwerennym państwom. Co więcej, są nie do pogodzenia z podniesieniem zdolności wytwórczych przemysłu obronnego, czy bezpieczeństwem granic zewnętrznych UE. Kwestie ewentualnych restrykcji, przymusowej relokacji czy opłat emisyjnych, wydają się w tym kontekście drugorzędne.
Spór o przyszły kształt Europy ma więc nie tylko wymiar polityczny, czy (jak chcą niektórzy) – ideologiczny. Decydować się będą nie tylko wartości i model rodziny, ale jakość naszego życia, poczucie bezpieczeństwa, utrzymanie państw narodowych, gdzie jak w Polsce, mniejszości cieszą się szerokim zakresem swobód i autonomią, przy zachowaniu homogenicznej struktury obyczajowej, kulturowej i społecznej.
Niezależnie od sporów wewnętrznych mamy szansę zdecydować 9 czerwca o przyszłym kształcie Europy. Czy będziemy się czuli w niej dobrze i bezpiecznie, czy znajdziemy się na marginesie i w kontrze do forsowanych wbrew oczekiwaniom społecznym kulturowych eksperymentów – obcych naszej kulturze, obyczajom i wartościom, a także godzącym wprost w poziom życia obywateli?
Zmiana nastawienia Giorgi Meloni i deklaracje Marine Le Pen dowodzą, że w imię współpracy pragmatyczne podejście do kwestii, z którymi boryka się Europa, jest nie tylko możliwe, ale konieczne. Skoro w europejskim DNA pozostaje dialog, kompromis w imię wyższych racji wydaje się możliwy.
Przeczytaj także:
- Draghi chce głębszej integracji. Meloni i Orbán są za
- Cud Meloni” – bezrobocie we Włoszech spadło do najniższego poziomu od 2008 roku
Ta świadomość skłania do ostrożnego optymizmu pod warunkiem, że społeczny mandat zaufania uzyskają ci, którzy dotąd pozostawali w mniejszości. Słowem – czas na zmianę – by przypomnieć hasło z kampanii jednego z byłych prezydentów USA. Także w kontekście zmiany, której można oczekiwać w Białym Domu, europejskie wybory zdefiniują możliwości przyszłej transatlantyckiej współpracy.