fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

19 C
Warszawa
niedziela, 14 lipca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Polskie fortyfikacje mają odstraszyć Rosję

Jeśli teraz poświęcimy czas i środki na stawianie barier przed rosyjskim wojskiem, później możemy ocalić wiele żyć – uważa „Foreign Policy”.

Warto przeczytać

Polska ogłosiła plan budowy fortyfikacji wzdłuż swojej wschodniej granicy, wzmacniając w ten sposób ochronę przed ewentualną agresją ze strony Rosji lub Białorusi. Inwestycja warta będzie 10 mld złotych i obejmie budowę ogrodzeń i sadzenie lasów. To posunięcie przypomina państwom NATO, że fortyfikacje graniczne są istotne, bo właściwie wykonane mogą spowolnić wrogie natarcie czy nawet uratować własne oddziały. Więcej państw członkowskich powinno zatem wrócić do tych rozwiązań.

Są państwa, którym znacznej ochrony dostarcza sama natura. Na przykład Finlandia – co prawda leży obok Rosji, ale większość granic porastają gęste, trudne do przebrnięcia lasy. Kiedy w latach 1939-1940 Finlandia broniła się przed inwazją Armii Czerwonej, to właśnie te lasy dały im przewagę terenu, znacząco utrudniając to, co zdaniem czerwonoarmijnych strategów miało być bardzo łatwe.

Ale Finowie nie bazowali tylko na darach natury. „Mamy długą historię budowania fortyfikacji, zwłaszcza w celu obrony wybrzeża i ochrony naszych baz lotniczych” – powiedział emerytowany generał dywizji Pekka Toveri, były szef fińskiego wywiadu wojskowego, a obecnie członek fińskiego parlamentu. „Chronią żołnierzy i sprzęt, a oddziały na ufortyfikowanych pozycjach mogą również bronić kluczowego terenu przy mniejszej liczbie żołnierzy w porównaniu do sytuacji, gdy masz swoje oddziały na otwartej przestrzeni” – dodał.

Polskę z Rosją i Białorusią dzieli kilkaset kilometrów granicy, nie ma jednak tylu lasów, co Finlandia (choć na naszą korzyść działa kilka bagien). Właściwie do 2021 r., kiedy to Aleksander Łukaszenko postanowił wysłać przez granicę Białorusi tysiące imigrantów, ani Polska, ani też Łotwa czy Litwa nie miały granicznych fortyfikacji. Od tamtego czasu Polska Litwa i Łotwa wzniosła wzdłuż białoruskiej granicy stalowy płot.

Choć stalowy płot stanowi przeszkodę dla imigrantów, to nie odstraszy rosyjskiej lub białoruskiej armii. Dlatego premier Donald Tusk ogłosił projekt East Shield, który ma rozwinąć przygraniczną obronę. „Chcemy, aby nasza granica była bezpieczna w czasie pokoju i nieprzekraczalna w czasie wojny” – powiedział Tusk podczas jednego z niedawnych przemówień. Projekt ten ma objąć budowę nowych fortyfikacji i ogrodzeń, ale też wprowadzenie zmian w ukształtowaniu przygranicznych terenów oraz specjalne zalesienie terenów ciągnących się przez 400 km wzdłuż granicy lądowej. Realizację projektu już rozpoczęto.

Plany premiera popiera znaczna część polskiego społeczeństwa. W badaniu opinii publicznej na pytanie: „Czy Polska powinna budować fortyfikacje (drut kolczasty, bunkry, okopy) na granicy z Rosją i Białorusią?” 64,3 proc. Polaków odpowiedziało twierdząco, a tylko 16,5 proc. było przeciwko.

Projekt ten będzie kosztował 10 mld złotych i wydaje się, że to bardzo dużo. Ale Polska wydaje na obronność ponad 4 proc. PKB, co oznacza, że rozbudowa fortyfikacji pochłonie około 10 proc. budżetu obronnego na obecny rok. Te wydatki mają realne szanse przyczynić się do zatrzymania lub chociaż spowolnienia wroga, jeśli postanowi natrzeć ze wschodu. Fortyfikacje przyjmą wtedy uderzenia, które w razie ich braku wycelowane byłyby w polskich żołnierzy.

„Ogólnie rzecz biorąc, ufortyfikowana granica powinna zapewnić nam więcej czasu na reakcję na nagły atak, którego prawdopodobieństwo jest obecnie minimalne” – zauważył Marek Świerczyński, szef działu bezpieczeństwa i spraw międzynarodowych w polskiej firmie analitycznej Polityka Insight. „Może to zapewnić solidniejszą postawę obronną zarówno przed atakiem lądowym, jak i niskim, powolnym atakiem powietrznym. Wnioski wyciągnięte z wojny na Ukrainie sugerują, że dobrze przygotowana i wystarczająco obsadzona pozycja obronna może spowolnić atak wroga do tego stopnia, że jego kulminacja i załamanie nastąpiłoby znacznie wcześniej niż w innym przypadku” – dodał.

Fortyfikacje Finlandii z pewnością poprawiają jej możliwości obronne. „Armia szkoli żołnierzy w zakresie fortyfikacji, ale nie budujemy długich linii okopów, jak robią to Ukraińcy” – zauważył Pekka Toveri. „Nasze pozycje bojowe mają zwykle dwóch-trzech żołnierzy z ochroną nad głową, co tworzy wzajemnie wspierającą się sieć pozycji chronionych przez pola minowe. To znacznie trudniejsze do zniszczenia niż linie okopów” – wyjaśnił. Podsumowując, Toveri zauważył, że „ponieważ zagrożeniem jest ciężka rosyjska artyleria, a teraz także drony, fortyfikacje zapewniają żołnierzom znacznie lepszą ochronę”.

To jeszcze nie wszystko – kolejnym elementem fińskiej strategii obrony jest zapewnienie szybkiej rozbudowy lub wzmocnienia fortyfikacji poprzez zapewnienie możliwości sprawnego wyprodukowania betonowych i drewnianych elementów używanych do ich wznoszenia. Rozbudowa fińskich fortyfikacji trwa nawet teraz, choć rozmieszczenie nowych linii jest tajne.

Zarówno polski projekt, jak i fińskie doświadczenia pokazują, że fortyfikacje są dziś istotnym elementem obrony, zwłaszcza dla krajów, które graniczą z agresywnymi sąsiadami – jak Rosja. Oczywiście drzewa i słupy nie zastąpią żołnierzy, ale jeszcze w czasach zimnej wojny rozumiano, jak istotne jest fortyfikowanie granic. I choć te bariery zostały zniesione na początku lat 90., to w niektórych miejscach i muzeach do dziś można zobaczyć fragmenty dawnych murów. Dziś warto powrócić do tej lekcji historii, bo współcześnie fortyfikacje mogą znacząco pomóc żołnierzom walczącym na froncie NATO, mogą też – w dłuższej perspektywie – przynieść spore oszczędności.

Nie wszyscy jednak podzielają optymizm związany ze wznoszeniem fortyfikacji. Na przykład emerytowany gen. broni Ben Hodges, oficer piechoty, który dowodził Armią USA w Europie w latach 2014-2017, przestrzega przed nadmierną wiarą w skuteczność takiej obrony. Jest przekonany, że fortyfikacje mogą być skuteczne, jednak potrzebują odpowiedniego wsparcia ludzkiego oraz powietrznego. „Fortyfikacje i przeszkody, takie jak pola minowe i rowy czołgowe, same w sobie są skuteczne tylko wtedy, gdy są pokryte obserwowanym ostrzałem artyleryjskim lub rakietowym. W przeciwnym razie siły atakujące mogą się nie spieszyć i przeprowadzić celowe przełamanie” – powiedział. Hodges wyjaśnił też, że „fortyfikacje muszą być dogłębne i odpowiednio zintegrowane z planami obrony NATO dla danego regionu. W przeciwnym razie plany mogłyby zostać zakłócone przez przeszkody i fortyfikacje, które nie uzupełniają planów obronnych”.

Chodzi o to, że jeśli kraje członkowskie stawiają fortyfikacje indywidualnie, na własną rękę, to w przypadku sytuacji kryzysowej i zaangażowania wojsk sojuszniczych, takie fortyfikacje mogą okazać się przeszkodą dla sojuszników, którzy też muszą działać w pobliżu ufortyfikowanej granicy – na przykład próbując wypierać wrogie siły.

A zatem nowe polskie fortyfikacje, by należycie spełniały swoją funkcję w każdych okolicznościach, muszą zostać zintegrowane z planami NATO. Natomiast szczegółowe lokalizacje stawianych fortyfikacji zostaną najprawdopodobniej utajnione. „Nie mamy jeszcze pełnej jasności co do tego, jak głęboka, jak szeroka i jak dobrze uzbrojona będzie ta ufortyfikowana linia i jakie będą jej cele” – powiedział Świerczyński. „Jeśli chodzi o to, że jest to okazja do uwolnienia sił, myślę, że w rzeczywistości będzie to miało odwrotny wpływ. Trzeba będzie [te fortyfikacje] obsadzić, a ciężar ten spadnie na siły zbrojne” – dodał.

Obowiązki wartownicze przejmą najprawdopodobniej oddziały Wojsk Obrony Terytorialnej. Oprócz tego utrzymanie fortyfikacji będzie wymagało konserwacji i zaopatrzenia przez wojskowych inżynierów i logistyków. Dlatego Hodges uważa, że w istocie fortyfikacje obronne są rozwiązaniem stosunkowo drogim i zasobochłonnym.

Przeczytaj także:

Ale jak przy każdych narzędziach służących do odstraszania przeciwnika, najbardziej liczy się skuteczność. Wznoszenie fortyfikacji pokazuje Rosjanom, że Europa poważnie podchodzi do obrony i traktuje Rosję jako zagrożenie – a to może być bardzo cenny pokaz sił. W tej chwili trudno powiedzieć, jaką reakcję na Kremlu wywoła wzmacnianie polskich granic. Jednak, jeśli tamtejsze media zaczną szaleć z tego powodu, będzie to wyraźny znak, że działanie jest skuteczne.

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię