fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

27.2 C
Warszawa
środa, 17 lipca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

O co chodzi z socjalizmem Orwella

Słynny „Rok 1984” George’a Orwella powstał 75 lat temu. Z okazji rocznicy Institute of Economic Affairs wydał właśnie książkę Christophera Snowdona pod tytułem „You Do Not Exist: An Introduction to Nineteen Eighty-Four”. Autor tej publikacji rozważał na łamach „The Spectator” przyczyny orwellowskiego socjalizmu.

Warto przeczytać

W grudniu 1948 r. wydawca Fredric Warburg skończył lekturę rękopisu „Roku 1984” George’a Orwella. W nocie do swoich redakcyjnych kolegów zauważył, że książka ta jest „warta chłodnego miliona głosów dla Partii Konserwatywnej”. Jego zdaniem był to „celowy i sadystyczny atak na socjalizm i ogólnie partie socjalistyczne. Wydaje się wskazywać na ostateczne zerwanie między Orwellem a socjalizmem”.

Współpraca Warburga z Orwellem trwała przeszło dziesięć lat, więc jeśli wydawca uznał, że autor dokonał zwrotu w prawo, to nic dziwnego, że i inni czytelnicy tak pomyśleli. W roku 1949 gruźlica, na którą chorował Orwell, była na tyle posunięta, że pozwoliła mu napisać zaledwie kilka recenzji. Co prawda wspomniał Warburgowi, że ma „oszałamiający pomysł na bardzo krótką powieść, która tkwi w mojej głowie od lat”, ale z tego literackiego projektu – zatytułowanego „A Smoking-room Story” – udało mu się zrealizować tylko kilka stron, zanim zmarł 21 stycznia 1950 r.

Z notatek Orwella dowiadujemy się, że akcja planowanej powieści miała się rozgrywać w latach 20. XX wieku w Birmie. Orwell chciał powrócić do swojego przedwojennego stylu niepolitycznych powieści. Ponieważ nie zdążył napisać tej książki, jego największymi arcydziełami pozostają antykomunistyczne „Folwark zwierzęcy” i „Rok 1984”. Po śmierci autora CIA potajemnie sfinansowało ich adaptacje kinowe.

Wraz ze wzrostem popularności Orwella socjaliści, konserwatyści i libertarianie uznawali go za jednego ze swoich. W połowie lat 90. ujawniono, że w 1949 r. Orwell przekazał Ministerstwu Spraw Zagranicznych listę „kryptokomunistów i współtowarzyszy”, co przysporzyło mu nowej fali prawicowych fanów. Czytelnicy ze skrajnej lewicy byli zakłopotani, a przecież Orwell nigdy nie ukrywał swojej pogardy dla stalinowców. Jeden z jego przyjaciół, Richard Rees, próbował odwrócić sytuację, określając sporządzoną listę jako „rodzaj gry, w którą graliśmy”, podważając jej powagę czy autentyczność. Dziś jednak wiemy, że na sporządzonej przez Orwella liście były przynajmniej dwie osoby, które później faktycznie okazały się rosyjskimi agentami.

Przez całą swoją karierę Orwell spędzał więcej czasu na kłótniach ze swoimi lewicowymi towarzyszami, niż na atakowaniu kapitalistów. Jego pierwsza książka polityczna, „Droga na molo w Wigan”, przeszła do historii literatury głównie za sprawą rozbudowanej tyrady na temat ruchu socjalistycznego, który przyciągnął „każdego pijącego sok owocowy, nudystę, noszącego sandały, maniaka seksualnego, kwakra, znachora »Nature Cure«, pacyfistę i feministkę w Anglii”.

Nie znaczy to jednak, że pod koniec życia Orwell zaczął skłaniać się ku kapitalizmowi. Zawsze określał się demokratycznym socjalistą (i zapisywał te określenia z wielkich liter). Podkreślał to wprost w oświadczeniu napisanym w czerwcu 1949 r. – jego ostatniej publikacji. Pisze tam: „Moja powieść nie ma na celu ataku na socjalizm ani na brytyjską Partię Pracy (której jestem zwolennikiem)”. Christopher Hitchens stwierdził, że „Orwell był konserwatystą w wielu sprawach, ale nie w polityce”, był „libertarianinem, zanim ta idea stała się popularna”. Moglibyśmy uzupełnić: był lewicowym libertarianinem.

Czy poglądy polityczne Orwella zmieniłyby się, gdyby żył jeszcze przez kilka dekad? Takie spekulacje są kuszące, a jednocześnie niemożliwe do sprawdzenia (więc też do podważenia). Warto zauważyć, że Orwell faktycznie potrafił zmieniać zdanie. Na przykład w „Lwie i jednorożcu” z 1940 r. przewidywał nacjonalizację gospodarki, pisząc, że „zwykli ludzie poczują, czego nie mogą poczuć teraz, że państwo jest nimi samymi”.

Związek Radziecki mógł być dla niego zdradzoną rewolucją, wypaczonym socjalizmem, ale przed napisaniem „Roku 1984” sam się zastanawiał, czy tyrania jest w ogóle możliwa do uniknięcia, kiedy ogrom władzy wkłada się w ręce niewielu ludzi.

Polityczne rozterki Orwella można prześledzić także w „Teorii i praktyce oligarchicznego kolektywizmu”, będącej swoistą książką w książce – na łamach „Roku 1984” znajdziemy ustępy z „Teorii…” spisanej rzekomo przez Emmanuela Goldsteina. Z jego pośrednictwem Orwell wyjaśnia, że „Od dawna zdawano sobie sprawę, że jedyną bezpieczną podstawą oligarchii jest kolektywizm. Bogactwo i przywileje są najłatwiejsze do obrony, gdy są posiadane wspólnie. Tak zwane »zniesienie własności prywatnej«, które miało miejsce w połowie stulecia, oznaczało w efekcie koncentrację własności w znacznie mniejszej liczbie rąk niż wcześniej, ale z tą różnicą, że nowi właściciele byli grupą, a nie masą jednostek”.

Dla Orwella niebezpieczeństwa socjalizmu były jasne, uważał jednak, że alternatywa, czyli kapitalizm, jest skazana na zagładę. Uważał, że jakaś forma socjalizmu jest konieczna, a rodzące się w jego ramach niebezpieczeństwa możliwe są do uniknięcia – na przykład poprzez propagowany przez niego libertariański kolektywizm. Mógł tłumaczyć tyranię Wielkiego Brata w ten sam sposób, w jaki socjaliści tłumaczyli tyranię bolszewików – że to właściwie nie był prawdziwy socjalizm, tylko konsekwencje wypaczenia ideologii.

Musimy pamiętać, że kiedy Orwell pisał te słowa, w 1948 r., komunizm nadal był eksperymentem. Ludzie nadal mogli uważać, że wolność gospodarcza może być oddzielona od wolności obywatelskiej. Czy jednak Orwell zmieniłby zdanie, gdyby zobaczył tragiczny przebieg „komunistycznych eksperymentów” w Chinach, Korei Północnej, Niemczech Wschodnich, Albanii, Rumunii, Wenezueli, na Kubie i w wielu innych krajach w XX wieku? Nie możemy być pewni, ale możemy wierzyć, że tak.

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię

Najnowsze artykuły