Nietrudno jest dostrzec, że pogląd 20 lat temu, uważany za typowy, dzisiaj postrzegany jest w przekazach medialnych jako skrajny. Można spotkać się z utyskiwaniem na ekspansywność ideologii lewicowo-liberalnych i prawicowe zaskorupienie w narzekaniu, odrzucaniu przyspieszających zmian społeczno-kulturowych. Faktem jest, że gonitwa w skrajności sił postępu, odpycha nawet osoby o liberalnych poglądach, a mimo to możemy ten niepowstrzymany pęd obserwować.
Co więcej, stronę przeciwną stać najczęściej jedynie na reaktywność względem najboleśniejszych uderzeń wymierzanych maczugą postępu. Czy prawica lub precyzyjniej konserwatyzm stać już jedynie ma grymasy nieskrywanej wyższości nad prymitywizmem kolejnych „wyskoków” lewicowej awangardy?
Wstrzymajmy się chwilę z odpowiedzią, skupiając się na czymś w tej chwili bardziej istotnym.
Jak zapisano w 7 rozdziale Sztuki Wojny: „Aby zwyciężyć, nie należy koncentrować się na walce, lecz na złamaniu woli walki przeciwnika”. Rosja czy Chiny są świadome, że bezpośrednia konfrontacja z całym Zachodem oznacza bezprzykładną klęskę, pracują więc nad osłabieniem nas, Zachodu, jako swego przeciwnika.
W okresie zimnej wojny Sowiety koncentrowały się nad osłabieniem siły moralnej USA oraz samej spójności Zachodu. Do czasu upadku „Imperium Zła” większych sukcesów nie osiągając, lecz zasiane na uniwersytetach ziarno, przyniosło plon później.
Najważniejsze z punktu widzenia wojny psychologicznej – niezbyt trafnie nazywanej modnie, hybrydową – jest uderzenie w tożsamość i wyznawane wartości moralne oraz zwartość społeczną.
W tym miejscu konieczna jest jeszcze jedna uwaga kreślona na marginesie wywodu – chwilowe, radykalne zrywy ideologiczne, potrafiły skokowo popychać rozwój ludzkości, potrafiły być jeszcze częściej destrukcyjne, niemniej jednak radykalizm okazywał się najczęściej przejściowy. Ostatnie dekady pokazują, że tenże pęd rewolucyjny, może stanowić pewną stałą życia społeczno-politycznego. Niepohamowany radykalizm, podobnie jak bezideowość liderów politycznych pchają niestety w przepaść, a to jest to, na czym bardzo zależy rywalom Zachodu, gdyż niweluje oczywiste braki po ich stronie, w normalnych warunkach stawiające ich na pozycji straconej.
Obalanie ikon Zachodu, dezawuowanie chwalebnej historii, niszczenie kultury czy sztuki, to objawy zjawiska stworzonego logistycznie na Łubiance, a kontynuowanego w dużej mierze teraz przez Pekin.
To, z czym mamy do czynienia to problem o naturze psychiczno-społecznej. Jego objawem jest nienawiść do własnej historii i wszechogarniająca pedagogika wstydu. Objawem tego zjawiska jest również nienawiść studentek amerykańskich do „białej supremacji i patriarchatu”, skutkująca porzucaniem własnej kultury, przyjmowanie islamu (ostentacyjne, publiczne modlitwy na terenie campusu, oczywiście bez burek i hidżabu, bez refleksji nad autentycznym stosunkiem do kobiet w islamie). Są to jedynie różne objawy tej samej choroby.
Sowieci promowali intelektualistów, którzy dawali nadzieję na destrukcję społeczeństwa. Nie jest przypadkiem, że dzisiejszą zbitkę liberalno-lewicową stworzono właśnie na uczelniach, po czym sprowadzono ją na plebejskie salony, jako koncept pchanej medialnie mody.
Po prawej stronie możemy obserwować swoisty uwiąd i zakleszczenie w narzekaniu z okolic kruchty. Strona konserwatywna przespała ostatnie dekady, wierząc w prawdziwość końca historii, który nie miał miejsca.
Strona liberalno-korporacyjna, solidnie się „utuczyła”, kosztem swych społeczeństw na outsourcingu produkcji i usług, czego doskonałym przykładem jest uwiąd „pasa rdzy” w USA. Obecnie deindustrializację zdaje się „ćwiczyć”, z łatwo przewidywalnym skutkiem Unia Europejska. Nieśmiałe głosy za reindustrializacją topione są przez stronę liberalno-lewicową w zupie wyższości moralnej, troski o planetę.
Prawa strona przestraszona i niepewna nie potrafi „sprzedać” oczywistości skutków w postaci wspierania przez taką politykę wrogich sobie reżimów i coraz silniejszego uzależniania się od nich.
Prawa strona zaczęła się budzić ze snu, w niewielkiej skali dosyć wcześnie, ale również radykalnie.
Po tej stronie też mamy (niewielki) ruch o ewidentnie określonej ideologicznie treści: Identytaryzm, spójny, logiczny i wektorowo ustawiony przeciw temu, co można uznać za esencję dzisiejszego eliciarstwa. Jako że dosyć szybko zaczął być tępiony, przykleiła się do niego Łubianka i zapewne wpływa na to, co się z nim dzieje. Bo o ile chiński wpływ na kształt ideologiczny lewicowej awangardy jest bezdyskusyjny (polecam artykuły na stronie instytutu Hoovera), szczególnie case „podnoszenia świadomości” – będący czystym tłumaczeniem chińskich broszurek na potrzeby uniwersyteckiego woke, to znowu Rosja skupia się teraz na bliższej sobie Europie i kooperuje z antifą. Robi to poprzez instytut Suworowa z nacjonalistami czy posługując się wrogami nacjonalizmu: identytarystami. Trwa gra o dezintegrację społeczeństw. Niestety, zgodnie z oczekiwaniami wschodnich reżimów, wygrywają emocje, partyjniactwo i serwilizm lub nieudolność…
Trudno być optymistą, gdy nasze „polityczne elity” (nieważne z której strony), nawet nie rozumieją zasad rozgrywki, w której uczestniczą…
Tu konieczna jest jeszcze jedna uwaga, niezależnie od tego, co sądzimy o opresyjności rządów wschodnich satrapów, to ich oczkiem w głowie jest utrzymanie wspólnotowości wśród mieszkańców. Środki, używana retoryka są wtórne, ważne jest to, że mieszkaniec Chin, nacji zdewastowanej przez komunistyczne Chiny, chce się czuć Chińczykiem, podobnie rzecz się ma w Rosji. Natomiast na Zachodzie, wraz z ekspansją liberalno-lewicowego ideolo, poczucie bycia Polakiem, czy innym Niemcem, ma się coraz słabiej.
Myśl konserwatywna, jeśli ma przetrwać musi się oprzeć na cywilizacyjnym braterstwie narodu i dalej w dużo luźniejszej formie Zachodu. Pójście tropem jedynie wspólnoty chrześcijańskiej, w dobie silnej laicyzacji musi skończyć się klęską.
Wspólnotowość – od rodziny, przez najbliższą okolicę po państwo – to esencja niezatomizowanego społeczeństwa, które jest otwarte na różne poglądy, a nie na jedynie słuszne, zgodne z aktualną, postępową modą. Bez tegoż zniknie. Na tej otwartości wzrosła wielkość Zachodu. Wzrost ten jeszcze przyspieszył wraz z porzuceniem wsobnego chowu i manifestacją wolności słowa, co umożliwiało głoszenie sprzecznych poglądów – co paradoksalnie jest dużo bardziej wolnościową postawą niż prezentowana dzisiaj przez liberałów. Głoszona, wszem wobec inkluzywność, okazuje się fanatyczną ekskluzywnością. Słowo „fanatyczną” jest jak najbardziej na miejscu, bo każdy fanatyzm pcha w przepaść.
Podsumowując, myśl skupiona na wspólnocie, niezbyt daleka identytaryzmowi, odartemu z fanatyzmu, wydaje się jedną z niewielu intelektualnych ścieżek, jakie mogą przywrócić Zachodowi wielkość.