Sprawa nie była oczywista, bo obie panie miały osobiste poprawne relacje, a w prezentacji niemieckiej polityk poprzedzającej głosowanie nad jej kandydaturą, nie zabrakło akcentów wprost nawiązujących do postulatów i oczekiwań środowiska politycznego Meloni.
Jak twierdzi prof. Lorenzo Castellani z uniwersytetu LUISS im. Guida Carliego, o ile sprzeciw Meloni wobec kandydatury von der Leyen jest politycznie uzasadniony, to w kontekście włoskiego interesu narodowego wydaje się niekorzystny. Zdaniem włoskiego analityka, Włochy tracą szansę na obsadę, istotnych z punktu widzenia problemów, z jakimi się zmagają, stanowisk w Komisji Europejskiej, nie wspominając o funkcji zastępcy przewodniczącej.
Wcześniej Giorgia Meloni zapowiadała, że będzie zabiegać o to stanowisko dla kandydata z Włoch. W wywiadzie, który ukazał się z włoską premier na łamach „Corriere della Sera” w sobotę 20 lipca, stwierdziła ona, że „współpracowałyśmy do tej pory i w przyszłości będziemy dalej współpracować”. Dodała jednocześnie, odnosząc się do relacji z Ursulą von der Leyen; „jesteśmy osobami, które mają swoje zobowiązania i rozumieją ich znaczenie”.
Meloni zadeklarowała, że podziela pogląd przewodniczącej w kwestii migracji, która wymaga większej kontroli i skuteczności, dodała jednak, że Europa potrzebuje zwiększenia konkurencyjności gospodarki, a nie kolejnych restrykcyjnych regulacji. Włoska premier jest zdania, że niemieckiej polityk nie stać na to, by kraj założycielski z trzecią unijną gospodarkę pomijać w kluczowych decyzjach, stąd współpraca pozostanie niezakłócona.
Kluczowe założenie polityki Meloni dotyczy nie tylko Europy
W przywołanym wywiadzie Giorgia Meloni wskazała, że „każdy dostrzega wagę i rolę Włoch”. W tym kontekście odniosła się do współpracy z USA w ramach NATO, G7 i G20. Jej zdaniem, bez względu na wynik listopadowych wyborów prezydenckich, wielostronna współpraca Włoch ze Stanami Zjednoczonymi będzie kontynuowana bez względu na to, kto zostanie lokatorem Białego Domu.
Jak donosi agencja Reutera, linia polityczna Meloni zakłada utrzymanie bliskich relacji z USA, a siła tego sojuszu stanowi istotną gwarancję bezpieczeństwa w basenie Morza Śródziemnego, stąd waga obecności amerykańskich samolotów w Bazie Aviano, czy VI Floty USA z flagowym okrętem dowodzenia USS „Mount Whitney”, którego port macierzysty to baza NATO we włoskiej Gaetcie.
Tak wyraziste stanowisko włoskiej premier stanowi wzmocnienie dla budowy relacji euroatlantyckich, co z punktu widzenia Polski ma kluczowe znaczenie. Także w kontekście głosów, że ewentualny wybór Donalda Trumpa na stanowisko Prezydenta, może podważyć dotychczasowe podstawy amerykańskiej polityki w tym zakresie.
Pomijając wyborczą retorykę, uzasadnioną o tyle, że kampania z reguły koncentruje się na kwestiach wewnątrzamerykańskich, strategiczne interesy USA od dawna przeniosły swój ciężar na Bliski Wschód, rejon Indo-Pacyfiku, a nawet Australię i Oceanię. Wyraziste poglądy włoskiej premier mogą w tej sprawie odegrać pozytywną rolę w utwierdzeniu Amerykanów, w przekonaniu, że stabilna Europa to element globalnego bezpieczeństwa.
Przeczytaj także:
- Ponowny wybór Ursuli von der Leyen pod znakiem kontrowersji
- Von der Leyen krytykowana za kontakty z prawicą
Za najlepszy komentarz do relacji włosko-amerykańskich niech posłużą słowa samej Giorgi Meloni. W cytowanej już wypowiedzi dla agencji Reutera uznała ona: „myślenie, że sojusz między dwoma państwami G7 zmieni się wraz ze zmianą rządu, jest głupie i dziecinne”. Tę wypowiedź warto zadedykować znacznej części polskiej klasy politycznej.