Rosnąca świadomość dobra wspólnego to wielkie osiągnięcie naszych czasów. W pewien ukryty sposób tu następuje pogłębianie sposobów wdrażania w życie wskazań płynących z Ewangelii, gdzie ideał opisany w Ośmiu Błogosławieństwach (Mt 5, 3-12) można sprowadzić do tego by stawać się obrońcami dobra wspólnego. Niestety, tej rosnącej świadomości towarzyszy hipokryzja z jaką część elit brukselskich, rzekomo w interesie społeczeństw lub klimatu planety, zabiega o to, by realizowało się dobro tylko tych najbogatszych.
W pewien ukryty sposób wchodzimy w kolejny etap rozwoju chrześcijaństwa, gdy to nowym możliwościom technologicznym oraz nowym strukturom społecznym powinna odpowiadać nowa wyobraźnia, z jaką czerpie się z orędzia Ewangelii wskazania na rzecz chrześcijańskich stylów postępowania, pracy i współdziałania. Od zawsze chrześcijanie byli powoływani do tego, by przemieniać swoje otoczenie, budując tu zaczątki Królestwa Niebieskiego, choć ze świadomością, iż tu na etapie ziemskim to będą starania w znacznej mierze nieudane, jako że owo Królestwo w pełni zapanuje dopiero na etapie wieczności. Jednak pewnym sposobem weryfikacji wskazującym, kto nadaje się aby wejść do nieba, jest właśnie zaangażowanie już tu na ziemi. To właśnie od wieków jest nieustającym źródłem ruchu, czego jednym z owoców stało się powstanie cywilizacji europejskiej czy euro-atlantyckiej. Choć ta cywilizacja dziś przechodzi przez kryzys, należy podejmować działania zmierzające do wyjścia z tego kryzysu w kierunku nowego ładu, bliższego ideałom Ewangelii.
O tym, czy Europa będzie się coraz bardziej stawała globalnymi peryferiami, jak w tym kierunku prowadzi ją obecne kierownictwo Unii Europejskiej, czy też na nowo stanie się dla całego świata źródłem inspiracji, zadecydują europejscy chrześcijanie, albo podejmując się nowych wyzwań, albo też zastygając w letargu bądź też zadowalając się samym tylko biadoleniem.
Pierwsze, co powinno być wkładem chrześcijan w tworzenie nowej kultury, to odrzucenie rozpowszechnionych, utartych, „światowych” sposobów myślenia, które nakazują z podziwem wpatrywać się w tych, którzy zgromadzili najwięcej bogactwa i władzy, a także samemu podejmować wysiłki by również osiągnąć podobny status, po czym, wobec braku stosownych osiągnięć, marzenia o bogactwie przeplatać z goryczą rozczarowań i gniewem na tych, którzy przeszkodzili w sukcesie, rzeczywiście czy też w urojeniach. Wiele z tym łączy się nerwów, lęków, załamań, a także rozpadów małżeństw, z opłakanymi skutkami dla demografii oraz zdrowia duchowego dzieci. Opisana tu postawa wcale nie rodzi dobrych wyników gospodarczych, gdyż dużo lepsze wyniki daje postawa zgodna z orędziem Ewangelii, charakteryzująca się pokorą, wstrzemięźliwością, życzliwością, cierpliwością, odwagą i harmonią działania. W chrześcijaństwie powinno się zachowywać dystans do wszystkich spraw doczesnych, zaś tego typu dystans bardzo się przydaje na rzecz rzetelności i sumienności pracy, bez popadania w pracoholizm lub powierzania sił w służbie bożka sukcesu.
Jednym z wielkich odkryć chrześcijaństwa jest dawanie innym, a także sobie samemu prawa do popełniania błędów. Nie ma prawdziwego rozwoju bez prób i błędów, bo dobre rozwiązania daje się uzyskiwać zazwyczaj wtedy, gdy wcześniej sprawdzi się iż inne są niewłaściwe. Jezus nauczył modlitwy w której są zawarte słowa prośby do Boga, by Ten odpuścił nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom. To tworzy pole do ludzkiego i społecznego rozwoju, a to, iż wiele osób nie będzie korzystało z uzyskanej szansy na rozwój, nie przeszkodzi innym by samemu dokonywać osobistego wzrostu we własnym człowieczeństwie i tym samym pozytywnie oddziaływać na kulturę. Jeden dokonujący poprawy bardziej oddziałuje na swe otoczenie, niż dziewięciu zatwardziałych w swych błędach. Tu rodzi się postęp, czy też tędy rozwija się historia zbawienia.
Jeżeli ludzie są poddawani eksploatacji, czy to w sposób brutalny, czy zawoalowany, wówczas tracone są szanse na to, by ci ludzie mogli w pełni rozwijać własne niepowtarzalne talenty i tym samym działać na rzecz podwyższenia wspólnego produktu gospodarczego. Stare „światowe” metody postępowania, gdy silniejszy gnębi słabszego, dają niższy wynik gospodarczy niż tam, gdzie silniejszy broni słabszego i tworzy słabszemu pole do owocnego rozwoju. Jednak, paradoksalnie, i z sytuacji pojawiającej się eksploatacji można wyciągnąć społeczną korzyść, a mianowicie tam, gdy krzywdzeni ludzie w swoisty sposób wybudzają się z letargu bezczynności i podejmują obronę. Orędzie Ewangelii każde ludziom wchodzić w role obrońców dobra wspólnego, nie zadowalając się biernym byciem samymi tylko klientami czy konsumentami. Taki jest głęboki sens Ośmiu Błogosławieństw, a także powiązanego z nimi wezwania do tego, by mieć wyrazisty smak oraz blask. Zarazem, Ewangelia opisuje specyficzny sposób walki, wymagający wielkiej odwagi, ale zarazem cierpliwości i wytrwałości; tu istotne jest niemal niezauważalne działanie na podobieństwo zakwasu w cieście, a także zdolność do brania na siebie cierpienia.
„Światowe” sposoby myślenia nakazują podziwiać wielkość i siłę imperiów, nie dostrzegając, iż mechanizmy funkcjonowania imperiów obejmują dużo wyzysku, niesprawiedliwości oraz deptania słabszych. Dzisiejsze rodzaje imperializmu często polegają na dominacji wielkich graczy gospodarczych, marginalizujących mniejsze przedsiębiorstwa oraz umiejętnie poddających swej władzy polityków. I to nie rodzi dobrych wyników gospodarczych, gdyż te wyniki byłyby wyższe wraz z rozkwitem drobnego biznesu oraz rzeczywistym podejmowaniem odpowiedzialności za sprawy publiczne przez republikańsko myślących obywateli.
Próby rzeczywistego dostosowywania ścieżek własnego życia do wskazań Ewangelii są nie do pogodzenia z tym, jak wiele Polek i jak wielu Polaków jest wściekłych lub zawstydzonych tym, że są Polkami i Polakami. Gniew, że się jest mieszkańcem kraju gorszego niż te na Zachodzie zatruwa czy wręcz niszczy własne życie. W spotkaniu z Bogiem nie można się wstydzić własnego miejsca, własnej rodziny czy ojczyzny, bo w duchowej wyobraźni wszystko okazuje się darem i zadaniem. Nie chodzi tu o zaprzeczanie, iż nasze otoczenie i my sami mamy mnóstwo niedoskonałości oraz wad, ale istotne jest by z miłości tak do swego otoczenia, jak i do samego Boga starać się przeobrażać wszystko w kierunku Królestwa Niebieskiego. Gdy do wykonania jest przeogromna praca, to wcale nie powinno zniechęcać, aby się za tą pracę zabrać, byle tego nie czynić poza Bogiem i wbrew Bogu. Gdy ma się wiarę w to iż wędrujemy w jednym jarzmie z Jezusem, wszystko nagle okazuje się możliwe, zaś całe życie staje się wypełnione cudami. Zamiast przeklinać i złorzeczyć lepiej jest błogosławić i dziękować, bo właśnie dzięki temu następują zmiany wiodące w dobrym kierunku.
Marek Oktaba