fbpx
16 stycznia, 2026
Szukaj
Close this search box.

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Wybory na kanclerza Niemiec 2025: kto będzie następcą Merkel?

Wybory na kanclerza Niemiec odbędą się przyszłym roku, kraj ten wchodzi więc powoli w fazę przedwyborczą. Niedawno oficjalną nominację na kandydata otrzymał lider CDU Friedrich Merz. Przed nim jednak niełatwe zadanie przejęcia władzy po Scholzu – ocenia „Le Figaro”.
Redakcja
Redakcja

Nowy Świat 24 | Redakcja

W lipcu była kanclerz Niemiec Angela Merkel obchodziła swoje 70. urodziny. Z tej okazji urządzono uroczystą galę, na której doszło do starannie zainscenizowanego pojednania między Merkel i Friedrichem Merzem, obecnym liderem Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) i następcą Merkel na tym stanowisku – a jak liczą wyborcy partii, także na stanowisku kanclerza po najbliższych wyborach. Dawniej Merkel i Merz rywalizowali ze sobą, próbując przejąć władzę po Helmucie Kohlu, teraz jednak połączyli siły. Warto zauważyć, że był to w ogóle pierwszy raz od wyborów w 2021 r., kiedy Angela Merkel przyjęła zaproszenie od swojej partii – wcześniej odrzuciła nawet ofertę honorowej prezydentury.

Była kanclerz podczas gali życzyła Merzowi „wszystkiego najlepszego i wielu sukcesów w nadchodzących miesiącach, dla CDU i dla naszego kraju”. Natomiast Merz we wstępnym przemówieniu wyraził uznanie dla zaangażowania Merkel „na rzecz wolności”. Przypomniał przy okazji, że wolność jest jednym z nadrzędnych haseł jego programu wyborczego.

Friedrich Merz już dwa razy wcześniej bezskutecznie próbował przejąć CDU. Udało się dopiero teraz i kolejnym krokiem będzie sięgnięcie po urząd kanclerza we wrześniowych wyborach w przyszłym roku. Po drodze do oficjalnej nominacji z ramienia Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej Merz musiał pokonać dwóch rywali – Markusa Södera z Bawarii i Hendrika Wüsta z Nadrenii.

Nie będzie jednak tak łatwo przejąć schedę po Merkel, której rządy utrzymywały się blisko centrum. Na problemy, jakie mogą stać przed nowym kandydatem, wskazywał inny działacz Unii, Horst Seehofer, który w wywiadzie dla „Süddeutsche Zeitung” przyznał, że jeśli chodzi o Merkel, to „Nie zabiłoby jej powiedzenie, że nie zawsze miała rację w kwestii imigracji”. Były minister spraw wewnętrznych wskazywał na „niebezpieczny wzrost poparcia dla AfD w wyniku polityki Merkel”. Pewnie dlatego Friedrich Merz obiecał „zmniejszyć o połowę wyniki skrajnie prawicowej partii”.

Po ataku w Solingen zarówno Seehofer, jak i Merz wzywali do zawracania uchodźców na niemieckich granicach. Trzeba jednak przyznać, że takie – poważne – deklaracje po stronie niemieckich polityków są negatywnie odbierane przez europejskich sąsiadów, prowadzą też do sporów wewnątrz samej CDU, która ma opinię partii proeuropejskiej.

Biografka Merza, współautorka książki „Der Unbeugsame”, Jutta Falke-Ischinger, uważa, że przez ostatnie dziesięć lat „Merz zawsze krytykował politykę Merkel, zawsze przekonany, że zrobi to lepiej niż ona”. Pisarka zarzuca politykowi niezdolność do faktycznej współpracy z kobietami: „Głosował na kobiety, ale w kierownictwie partii otaczają go tylko mężczyźni”. Jej zdaniem może to poważnie zaszkodzić jego szansom wyborczym.

Po ogłoszeniu kandydatury Merza sondaże wykazały wzrost popularności obecnego kanclerza Olafa Scholza o 9 pkt proc. Oznacza to zacięty pojedynek, do jakiego dojdzie w ciągu najbliższych 12 miesięcy pomiędzy tymi dwoma kandydatami – nawet jeśli w ostatnich sondażach 32 proc. wyborców opowiedziało się za CDU, a tylko 14 proc. za SPD.

Scholz z pewnością będzie chciał wykorzystać fakt, że w oczach wielu wyborców i komentatorów jego konserwatywny rywal wydaje się nieco oderwany od współczesnej rzeczywistości – Merz na przykład lata prywatnym samolotem, a kiedy zasiadał w radzie nadzorczej banku inwestycyjnego BlackRock i pobierał roczną pensję w wysokości miliona euro, uważał, że lokuje go to pośród klasy średniej.

Merz obiera prawicowy kurs, co powala jego przeciwnikom – takim jak Scholz czy ekolog, wicekanclerz i minister gospodarki Robert Habeck – na zgarnianie centrowego elektoratu. Habeck zresztą wprost podaje się za prawowitego następcę Merkel, na przykład w niedawnym wydaniu magazynu „Rolling Stone” określił swój program jako „nowoczesną ewolucję polityki” Merkel. Mówił, że to Zieloni powinni wypełnić „przestrzeń po Merkel”. Kandydatura Habecka niedługo ma zostać ogłoszona oficjalnie, jednak wydaje się, że stratedzy Zielonych odradzają mu opieranie swojej kampanii na spornym dziedzictwie – zwłaszcza że prawica łatwo może krytykować Merkel za konsekwencje jej polityki migracyjnej, a lewica za relacje z Władimirem Putinem. Wydaje się więc, że dla Habecka ważniejsze powinno być utrzymanie głosów młodych ekologów, którzy coraz częściej zarzucają mu prowadzenie zbyt „realistycznej” polityki w obecnym rządzie. Ostatnio z partii odszedł cały zarząd Młodych Zielonych, którego członkowie zamierzają założyć nową, silniej lewicową partię. Zatem zarówno Merz, jak i Habeck stoją przed tym samym politycznym dylematem: co zrobić, by zwracając się ku prawicy, nie stracić tego, co wcześniej zyskali na lewicy. To będzie istotne zagadnienie przyszłorocznych wyborów.

Źródło:Le Figaro

Przeczytaj także:

NAJNOWSZE: