fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

6.1 C
Warszawa
poniedziałek, 4 marca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Sprawy obronności nie mogą być osią sporu politycznego

Mirosław Różański z pewnością ma wiedzę i kompetencje, które doprowadziły go w przeszłości do najwyższych stopni generalskich i stanowisk dowódczych w Wojsku Polskim. Dziś wykorzystuje swoje umiejętności, nie tyle jako żołnierz, ile czynny polityk.

Warto przeczytać

Osłabienie flanki wschodniej polegające na likwidacji jednostek w Suwałkach, Lublinie czy Siedlcach, odtwarzanych teraz w warunkach bezpowrotnej utraty części kadry, to tylko jeden z licznych przykładów decyzji związanych z nazwiskiem obecnego senatora. Jego wypowiedzi z czasów, kiedy nawiązał współpracę z ruchem Polska 2050 Szymona Hołowni, z pozycji eksperckich były dość kontrowersyjne. Generał Różański krytykował ćwiczenia realizowane na wschodzie naszego kraju z udziałem formacji sojuszniczych jako potwierdzenie propagandowej tezy Putina, jakoby NATO było w istocie agresywne względem Rosji. Nie odnosił się przy tym do dorocznie realizowanych na terytorium Białorusi manewrów rosyjsko-białoruskich pod kryptonimem „Zapad”. Warto podkreślić, że liczba wspólnych projektów realizowanych przez te państwa przy naszej wschodniej granicy, obejmuje wiosenne manewry jednostek desantowych oraz najnowszą inicjatywę o nazwie „Tarcza Związku”.

Pierwsze skojarzenie to takie, że nie przypadkiem armia jest apolityczna i dowódcy, nawet byli powinni unikać ocen natury politycznej, niezależnie od intencji. Cóż dopiero, gdy wynurzenia teraz już senatora, ukazują się w prasie i trzeba trafu, że są to łamy naszych zachodnich sąsiadów. Niestety, poza uzależnieniem swojej gospodarki od tanich źródeł energii z Rosji, doprowadzili oni swoje siły zbrojne za czasów ministrowania obecnej szefowej KE do stanu hibernacji. Oceny w rodzaju „mania wielkości”, „demonstrowanie zdolności działania” czy „wizja największej armii lądowej jest hasłem populistycznym” – stanowią przykład pomieszania pojęć, nieznajomości materii, a nade wszystko nacechowane są brakiem elementarnego obiektywizmu, co być może wynika z osobistej urazy i negatywnych emocji.

Niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” wykazał więcej dystansu i obiektywizmu od swego rozmówcy, przypomniał bowiem, że Polska, gdy idzie o udział wydatków obronnych w PKB, jest liderem Sojuszu Północnoatlantyckiego, a projekt budżetu na rok 2024 zakłada wydatki rzędu 4 proc. PKB, natomiast tylko w latach 2023–2026 Program Modernizacji Sił Zbrojnych zakłada zakupy uzbrojenia na łączną kwotę 37 mld euro. Na tym można by skończyć, gdyby nie dywagacje na temat, czy: poziom zakupów planowanych na wiele lat, na podstawie umów podpisanych przez Mariusza Błaszczaka oznacza „brak zaufania do NATO i niemieckiego sąsiada”, oraz że „wątpliwe jest, by wszystkie dostawy broni były rzeczywiście konieczne” i że „Rosja, chce zostać hegemonem w Europie Wschodniej”.

Albo jedno, albo drugie, bo zakupy versus zamiary Rosji, tylko w kontekście wzmocnienia wschodniej flanki NATO, wydają się priorytetem na rzecz wspólnej zdolności do obrony. Pierwsze dwa założenia mówiące o braku zaufania, podważają wewnętrzną spójność NATO jako najpotężniejszego w historii paktu obronnego. Dziwi pomieszanie dominującej roli Niemiec w UE ze strukturą NATO, bo przecież drugą lądową armią Sojuszu bynajmniej nie są Niemcy, lecz Turcja. Natomiast jeśli zrealizujemy zamiary rozbudowy liczebnej naszej armii, to wówczas nie tylko siła odstraszania Sojuszu wzrośnie, ale bezpieczniejsi będą także i nasi zachodni sąsiedzi.

Wyrywkowe dane mają taką wartość diagnostyczną, jak wypowiedź gen. Różańskiego w Kostrzynie nad Odrą, gdy porównał on sytuację w Polsce do Syrii. Kraj nękany wojną, w istocie upadły, niekontrolujący swego terytorium, porównywać ze stabilną demokracją w środku Europy?! To chyba nie wymaga komentarza. Odmiennie jednak w stosunku do pytania o to, dlaczego równolegle z zakupami w USA zamawiamy Południowo Koreańskie rakiety? Tu odpowiedź jest oczywista – inna charakterystyka rakiet, inne ich zadania, a wreszcie inny czas realizacji.

Czy generał słyszał o dywersyfikacji dostaw, zarządzaniu ryzykiem, czy warstwowej obronie rakietowej? Czym innym jest wszak i przy pomocy innych narzędzi realizowana jest obrona przed odpowiednio: moździerzami, artylerią, systemami bezzałogowymi i pociskami manewrującymi, pociskami balistycznymi krótkiego zasięgu, czy rakietami dużego kalibru i pociskami manewrującymi. Dla ułatwienia przypomnijmy, że pojęcie „obrona warstwowa” nawiązuje wprost do niższej (ENDO) i wyższej (EGZO) warstwy atmosfery.

Co do wartości niemieckich analiz przypomnę, że ani agresja Rosji w Gruzji (2008) ani w Ukrainie (2014), a cóż dopiero wzrost potęgi Chin czy dezintegracja NATO za prezydentury Trumpa nie zrewidowały niemieckiej polityki. Punktem zwrotnym okazała się dopiero agresja na Ukrainę w 2022 roku. To kanclerz Scholz pytał w Bundestagu „Czy pozwolimy Putinowi cofnąć zegary do czasów wielkich mocarstw XIX wieku?” Jak w tym kontekście komentować wypowiedzi gen. Różańskiego, oceniające ćwiczenia na wschodniej flance NATO jako prowokację?! Na marginesie, skoro kanclerz Niemiec czyni odwołania do wieku XIX, godzi się przypomnieć, że żelazny kanclerz Otto Bismarck był ambasadorem w Moskwie, a Puszkina czytał w oryginale. Być może te fascynacje w niemieckich elitach pozostały wciąż żywe.

W ocenie obserwatorów założenia niemieckiej polityki, w tym strategia rozwoju poniosły fiasko, bez solidarności sąsiadów nie byłyby w stanie zaspokoić zapotrzebowania gospodarki na energie i surowce, a wkład w militarne wsparcie Ukrainy, w imię wspólnego bezpieczeństwa, jest nieadekwatny do potencjału gospodarczego. Tym samym art.3 Traktatu Waszyngtońskiego pozostaje martwą literą.

Były ambasador Niemiec w Polsce Thomas Bagger, wcześniej szef planowania w niemieckim MSZ pisał, że Niemcy w większym stopniu niż inne kraje zinternalizowały tezę Fukuyamy o „końcu historii”. W kontekście ich własnego dziedzictwa było to wygodne i zrozumiałe. Globalizacja i jej następstwa ujawnione z całą siłą w czasie pandemii, wskazują na fiasko tak pojmowanej polityki. Także w obszarze obronności. Tym samym teza, że zależności gospodarcze będą rękojmią bezpieczeństwa, okazała się chybioną. Jeszcze w roku 2021 gospodarka niemiecka była najbardziej zglobalizowana, co obrazuje wskaźnik uzależnienia od gospodarki światowej mierzony stosunkiem wartości handlu zagranicznego do PKB wynoszący 89,4 proc., a więc najwyższy wśród krajów G7.

Fiasko niemieckich relacji z Rosją oznacza fiasko Ostpolitik, gdyż przekonanie, że socjaldemokracja wie, jak sobie radzić z Rosją, legło w gruzach wraz z NordStream2. Możemy jedynie ubolewać, że rewizja niemieckiej polityki potrzebowała tak dramatycznego bodźca, jak rosyjska agresja w Ukrainie. Jeśli polski generał (fakt pozostawania w rezerwie nic tu nie zmienia), zamiast wytykać sąsiadom ich zaniedbania w dziedzinie bezpieczeństwa, recenzuje rząd, który sprawował cywilną kontrolę także nad jego poczynaniami – oznacza to, że przekroczył nie tylko dobre obyczaje, ale nie koniecznie działa na rzecz umacniania naszego bezpieczeństwa.

Jeśli Sigmar Gabriel były szef niemieckiego MSZ w wywiadzie prasowym oficjalnie przyznał, że „stanowisko większości Niemców wobec Europy Wschodniej było dość aroganckie” zaś „Nord Stream 2 był błędem”, to także dlatego, że architektem takiej polityki nie był bynajmniej Gerhard Schroeder, ale jeszcze kanclerz Willy Brandt. Jak wysoko w jego kancelarii uplasowana była STASI? Na tyle, by doprowadzić w efekcie do jego dymisji po ujawnieniu, że osobisty sekretarz pracuje dla NRD-owskich mocodawców.

Niemcy chcą przodować w każdej dziedzinie. Po zmianie parytetów także w pracy na rzecz obronności. Z myślą o tym Olaf Scholz zapowiedział stworzenie specjalnego funduszu w kwocie 100 miliardów euro dla Bundeswehry. Czyżby polskie plany stały na przeszkodzie nowej koncepcji niemieckiej? Taką tezę niełatwo udowodnić. Jeśli jednak polski polityk wpisuje się w tego rodzaju narrację, trudno odnieść wrażenie, że jest inaczej. Zwłaszcza że skoro niemieckie prognozy zakładają, że Rosja w ciągu sześciu–ośmiu lat uzyska potencjał pozwalający na kontynuowanie zbrojnej ekspansji w Europie. Przynajmniej tak wynika z analiz Niemieckiej Rady Stosunków Zagranicznych (DGAP).

Jak twierdzą Christian Moelling i Torben Schuetz z Centrum Bezpieczeństwa i Obrony, Rosja przestawiła produkcję zbrojeniową na tryb wojenny, a zamrożenie wojny w Ukrainie sprawi, że „tylko w ograniczonym czasie można skutecznie zapobiec kolejnej wojnie w Europie”. Jednak Baza Rukla na Litwie to za mało, nawet przy założeniu zwiększenia jej potencjału do dywizji. Jeśli minister Pistorius w nowych wytycznych dla Bundeswehry użył pojęcia „gotowość do wojny”, najwyraźniej rzecz w tym, aby (jak to ujął) „Niemcy jako najludniejszy i najsilniejszy gospodarczo kraj w Europie, były kręgosłupem odstraszania i kolektywnej obrony w Europie”.

Jednak o przestawieniu rosyjskiej gospodarki na tory wojenne wiemy już od ponad roku, a o tym, że Rosja ma olbrzymie rezerwy ludzkie, nie musieliśmy dowiadywać się z opracowań niemieckiego Centrum Bezpieczeństwa i Obrony. Czy wtedy, gdy ukraińskim obrońcom wysłano stare niemieckie hełmy, berlińscy politycy liczyli jeszcze na kontynuację przyjaźni z Putinem?

Siła Rosji to (jak dowodzi ukraińskie pole walki) nie wysublimowana technologia, a zwyczajna przewaga liczebna i brutalna przemoc. Dlatego pierwszym krokiem w kierunku wzmocnienia wschodniej rubieży NATO powinno być zniszczenie agresora i koniec wyznawania filozofii opartej na ponurym przekonaniu, że „Rosja nie może przegrać tej wojny”. Jeśli płochliwy Zachód szybko tego nie zrozumie, to nawet niemieckich 100 mld euro nie wystarczy, by powstrzymać marsz hord Putina.

Polskie przysłowie mówi, umiesz liczyć, licz na Siebie. Jeśli Bałtyk staje się wewnętrznym morzem NATO, to o bezpieczeństwie Litwy, Łotwy i Estonii w coraz większej mierze decydować będą Szwecja i Funlandia. Skoro jednak ta ostatnia ma 1500-kilometrową granicę z Rosją, bezpieczeństwo przestrzeni powietrznej nad Polską jest sprawą o kluczowym znaczeniu dla bezpieczeństwa zbiorowego. Niech ta świadomość towarzyszy każdego dnia wszystkim, których głos w przestrzeni publicznej ma znaczenie dla kształtowania naszego poczucia bezpieczeństwa. Nawet jeśli mundur zamienili na cywilny garnitur, a wdzięcznych słuchaczy szukają za naszą zachodnią granicą. A z drugiej strony o wartości żołnierza decyduje jego postawa na polu walki, a nie działalność w sferze medialno-politycznej. Wszystkim, którzy nosili, noszą lub będą nosić polski mundur życzę, aby nigdy nie musieli potwierdzać tej prawdy w boju.

SourceRedakcja

Więcej artykułów