fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

18.2 C
Warszawa
czwartek, 23 maja, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Niemiecki region nadbałtycki sprzyja Putinowi

„Afera Nawalnego” podważa filar rosyjsko-niemieckiej współpracy gospodarczej – projekt Nord Stream 2.

Warto przeczytać

„Afera Nawalnego” podważa filar rosyjsko-niemieckiej współpracy gospodarczej – projekt Nord Stream 2.

Za ściśle chronionym ogrodzeniem w porcie Mukran, piętrzy się około siedemnaście tysięcy betonowych elementów, które mają tworzyć szkielet gazociągu. Statek „Akademik Czerski” (tzw. „pipe layer”), zamiast rozkładać rury na dnie Bałtyku, stoi zacumowany w oddalonym o 190 mil morskich od placu budowy, niemieckim porcie Wismar. Pływająca pod rosyjską banderą jednostka jest odpowiedzialna za ułożenie ostatnich 150 kilometrów gazociągu Nord Stream 2. Misję statku utrudniają amerykańskie sankcje, które mają zahamować eksport rosyjskiego gazu do Europy. Co gorsza, po publikacji drastycznych zdjęć policjantów, bijących zwolenników Nawalnego na rosyjskich ulicach – ten gigantyczny projekt, symbol rosyjsko-niemieckiej współpracy gospodarczej – kwestionuje Francja i część krajów UE.

W Niemczech, gdzie w berlińskim Szpitalu Charité leczono Nawalnego, medialna reputacja Władimira Putina słabnie. Trzeba dotrzeć do 10-tysięcznego miasteczka Sassnitz, a wcześniej przemierzyć drogi Meklemburgii-Pomorza Przedniego – kraju związkowego o połowę mniej zaludnionego od Berlina – aby spotkać „przyjaciół Gazpromu i Kremla”. To teren byłej NRD. 

Tam, w pobliskim porcie Mukran zmagazynowane są rury do budowy gazociągu. Rosyjski gaz powinien nimi przypłynąć do sąsiedniego portu Lubmin z odległego o 2300 kilometrów Wyborga. W sumie ma to być 55 miliardów metrów sześciennych gazu, przeznaczonego do wykorzystania w Europie.

Manuela Schwesig, premier kraju związkowego, nazywana jest przez swoich nielicznych przeciwników „moskiewskim pożytecznym głupcem”. Tak w czasach sowieckich określano zachodnich pochlebców Stalina. Nawet najmniejszy, negatywny wstrząs informacyjny dotyczący wydarzeń w Rosji, popycha tę charyzmatyczną 46-letnią kobietę do obrony projektu Nord Stream 2. Nieustępliwa socjaldemokratka jest, aż tak popularna w partii i wśród swoich wyborców, że jej towarzysze z SPD, począwszy od ministra spraw zagranicznych Heiko Massa, są wyrozumiali wobec jej prorosyjskiej postawy.

Frank Krach, burmistrz Sassnitz, popierany przez radykalną lewicę (Die Linke), nazywa amerykańskie sankcje „skandalem”. Ten były oficer Narodowej Armii Ludowej NRD ma wątpliwości co do warunków, w jakich Aleksiej Nawalny został otruty. „Wszystko to musi zostać publicznie i prawnie wyjaśnione, aby dowiedzieć się, kto wydał rozkaz zorganizowania takich działań” – mówi, najwyraźniej ignorując ustalenia Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej i własnego rządu.

Miasto Lubmin jest zarządzane przez członka CDU Axela Vogta. 7 stycznia, trzy partie (prawie jednogłośnie) opowiedziały się za utworzeniem regionalnej fundacji pod nazwą „Ochrona klimatu i środowiska”. Inicjatywa, podjęta w pełnym składzie, podczas nadzwyczajnego posiedzenia parlamentu Meklemburgii-Pomorza Przedniego, zaskoczyła rozmachem i tempem rozwoju. Wkrótce stało się jasne, że „drugorzędnym” celem tej fundacji było obejście amerykańskich sankcji wobec Nord Stream 2. Chodzi tu prawdopodobnie o zakup maszyn w imieniu firm związanych z projektem. Fundacja jest finansowana ze środków publicznych w kwocie 200 000 euro, ale początkowe dofinansowanie w wysokości 20 mln euro otrzymała od… Gazpromu.

Promocja tej fałszywej instytucji, dotowanej przez rosyjskie przedsiębiorstwo państwowe, wywołuje zgorszenie ekologów i oburza niemiecką prasę. Gazprom jest również podejrzewany o przyczynianie się do osobistego wzbogacenia Władimira Putina. 

AfD (skrajna prawica), przychylna Nord Stream 2, lecz wrogo nastawiona do regionalnego projektu ochrony środowiska nie zajęła stanowiska w tej kontrowersyjnej sprawie.

Tydzień po głosowaniu parlamentarnym, Nawalny został aresztowany. „W Rosji wszystko może się zdarzyć, a lokalni politycy ignorując obywateli, zawsze stoją po stronie Putina i jego reżimu” – powiedziała Claudia Muller, deputowana do Bundestagu z partii Zielonych (Grüne). Zapytany przez Le Figaro, regionalny minister energii Christian Pegel zaprzecza, że mogło dojść do zmowy. Jego zdaniem pieniądze Gazpromu mają charakter „prywatny”, a „głównym celem fundacji jest prowadzenie różnych misji na rzecz środowiska”.

W okresie, pomiędzy wycofaniem się z energii jądrowej i węgla (odpowiednio 2022 i 2038 rok), rząd niemiecki dywersyfikuje źródła zaopatrzenia. Meklemburgia-Pomorze Przednie, posiadająca dużą farmę wiatrową, wytwarza z odnawialnych źródeł równowartość 180% swojego zapotrzebowania na energię elektryczną. Dopóki z tej nadwyżki nie będzie mogła skorzystać reszta kraju… „potrzebujemy rosyjskiego gazu jako technologii przejściowej dla zmian energetycznych” – przekonuje Christian Pegel. Zieloni ripostują, że gaz nie jest przeznaczony bezpośrednio dla Niemiec, ale dla Europy. W dodatku, gazociąg omija terytorium Ukrainy – kraju wrogo nastawionego do Rosji. Jednak w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, będącym krajowym liderem w dziedzinie energii odnawialnej, głos Zielonych się nie liczy, bo nie mają oni swoich reprezentantów w regionalnym parlamencie.

Zwrot w kierunku prorosyjskim

„Nie demonizujmy Rosji. Putin może nie być demokratą w takim sensie, w jakim my to rozumiemy, ale musimy współpracować. Ten rurociąg musi zostać ukończony tak, jak został rozpoczęty. Jeśli chodzi o Nawalnego, to wcześniej nikt się nim nie interesował, a teraz nagle okazuje się, że to ważna postać. To wszystko jest polityką” – mówi Reinhardt, urzędnik z Sassnitz. Mówi się, że mieszkańcy obwiniają Angelę Merkel, wybraną z tego samego okręgu, o to, że ich zaniedbuje. „Często wolą od niej Putina jako człowieka, który ma mocny uścisk dłoni” – mówi Steffen Dobbert, regionalny rzecznik LAG, organizacji popierającej Zielonych. Według lokalnych polityków ten „prorosyjski tropizm”, który często łączy się z antyamerykańskimi nastrojami to „część kodu DNA” Meklemburgii-Pomorza Przedniego. Jednak genetyka ma z tym niewiele wspólnego.

Człowiek, który tchnął w ten region ideę silniejszego partnerstwa z Rosją jest prawdziwym przedstawicielem Zachodu. To fizyk i prawnik, świetnie posługujący się językiem rosyjskim, urodzony w niemieckim Aachen – Andreas Steiniger. Jego dziadek w latach 30. był attaché ekonomicznym Rzeszy w Leningradzie. W grudniu 1941 roku, podczas hitlerowskiej blokady Leningradu, został on zamordowany przez Sowietów. Dwanaście lat temu, po długich rozmyślaniach o swojej przeszłości, Andreas Steiniger założył w Wismarze Instytut Wschodni, który zajmuje się nauczaniem prawa handlowego byłego ZSRR. Inicjatywie tej patronuje Wolfgang Clement, były minister gospodarki w rządzie Gerharda Schrödera i były konsultant energetyczny Moskwy. Natomiast zaprzyjaźniony z Putinem, były kanclerz Niemiec został prezesem konsorcjum Nord Stream.

„Wschodni Niemcy uważają, że rozumieją Rosję lepiej niż Niemcy Zachodni” – twierdzi Andreas Steiniger. Uważa on, że niemieckie media zbyt przychylnie odnoszą się do Nawalnego.

W 2014 roku Rosja zaanektowała Krym. Mimo protestów rządu federalnego, Andreas Steiniger przekonał ówczesnego prezydenta regionu Erwina Selleringa do utrzymania popularnego nad Bałtykiem „Dnia Rosji”. To doroczne wydarzenie przypieczętowuje dwustronną przyjaźń, gromadząc m.in. kacyków rosyjskiego reżimu. Taki „duch oporu” wobec powszechnej wówczas krytyki Rosji, był mile widziany przez lokalną społeczność. 

Następstwem tych wydarzeń było powołanie socjaldemokraty Erwina Selleringa na stanowisko prezesa (finansowanej przez Gazprom) słynnej fundacji „Ochrona klimatu i środowiska”. 

Jednak głównym partnerem handlowym Meklemburgii-Pomorza Przedniego nie jest Rosja, lecz Polska – jeden z najbardziej zagorzałych antyrosyjskich krajów Europy.

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię