fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

16.2 C
Warszawa
niedziela, 26 maja, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Czy możemy bezpiecznie wprowadzić podatki obrotowe w Polsce?

Warto przeczytać

Nierównowaga między słabszymi i mocniejszymi przedsiębiorstwami, godzi w poczucie sprawiedliwości przedsiębiorców, których nie stać na zatrudnienie wysokiej klasy specjalistów od podatków. Czy jest sposób ukrócenia operacji wielkich koncernów, które mają na celu jedynie ukrywanie dochodów?

System podatkowy obszaru Unii Europejskiej opiera się na czterech podstawowych zasadach. Pierwsza, wymieniona w preambule Szóstej Dyrektywy Rady z dnia 17. 05. 1977 r., stanowi, że Budżet Wspólnotowy ma być zasilany środkami z podatku od wartości dodanej ze wszystkich państw – członków (obowiązek wynikał z pierwszej i drugiej dyrektywy Rady z 11. 04. 1967 r.), stąd jego stosowanie uległo głębokiej harmonizacji. Kolejną, jest zasada niedyskryminacji podatkowej. Następna norma, że mali przedsiębiorcy oraz rolnicy objęci podatkiem ryczałtowym są zwolnieni z podatku od wartości dodanej. Najważniejszą z naszego punktu widzenia regułą jest zakaz wprowadzony w artykule 33. stosowania podatków obrotowych (z uwzględnieniem wyłączeń).

Kraje członkowskie borykają się z problemem niskich wpływów z podatków dochodowych, zwłaszcza w przypadku podmiotów zagranicznych i tych największych. Na gruncie krajowego prawa podatkowego bardzo trudno jest wyegzekwować płacenie innych niż VAT podatków od podmiotów, które korzystając ze wsparcia ekspertów podatkowych, sprawnie przerzucają dochód między swoimi podmiotami w różnych krajach. Ta nierównowaga między słabszymi i mocniejszymi przedsiębiorstwami godzi w poczucie sprawiedliwości przedsiębiorców, których nie stać na zatrudnienie wysokiej klasy specjalistów.

Wigierska wojna z gigantami 

Widząc olbrzymie obroty, niektórych podmiotów – europejskie rządy, również próbują uszczknąć coś dla swoich krajów. Takie próby były podejmowane wielokrotnie. Doskonałym przykładem „zwycięstwa z koncernami” jest postępowanie przeciwko Węgrom, które rząd węgierski wygrał. Spółka Vodafone na Węgrzech zaskarżyła wprowadzone przez Węgry przepisy, które wprowadziły podatek o charakterze obrotowym w trzech stawkach w sektorze telekomunikacyjnym. Skarżący Vodafone podnosił zarzut, iż zwolnienie z tego podatku podmiotów o przychodach niższych niż 500 mln Forintów, to naruszenie art. 401. Dyrektywy 2006/122, stanowiąc niedozwoloną pomoc państwa dla mniejszych podmiotów. 

W tym samym dniu Trybunał Sprawiedliwości rozpatrywał 2 inne skargi przeciwko Węgrom, pierwszą wytoczyło Tesco, tutaj podobnie jak w przypadku Vodafone – Trybunał skargę oddalił. W trzecim przypadku, to Google przegrało z rządem w Budapeszcie. W wydanym wyroku TSUE uznał, że nałożenie na giganta kary 3,1 mln Euro było zasadne, gdyż ten nie zarejestrował i nie zadeklarował przychodów z reklam osiąganych na terenie Węgier, a takie obowiązki wprowadziły nowe przepisy podatkowe na Węgrzech.

Od trzech wspomnianych wyroków odwołała się Komisja Europejska (występując w roli adwokatów koncernów), stąd nie wiemy, jak skończą nieśmiałe próby wprowadzania progresywnych podatków obrotowych na terenie UE. Nie mniej jednak, jak widzimy TSUE stanął na stanowisku, że wspomniane podatki nie mają charakteru dyskryminacyjnego i nie próbują zastępować podatku VAT.

Przyglądając się bliżej metodologii określania składki płaconej przez Polskę do budżetu UE, nie trudno dostrzec, że składa się ona z kilku elementów, w tym 0,3 % zharmonizowanej podstawy podatku VAT. W naszym interesie byłoby spowodowanie, żeby nasza składka rosła raczej wolniej niż szybciej, gdyż inna „twarda” część składki w postaci odsetka PKB, względem otoczenia rośnie całkiem nieźle, co skutkuje w oczywisty sposób aprecjacją naszej składki, wpłacanej do wspólnego budżetu.

Trudnym zadaniem, które mamy przed sobą jest zapłata naszych zobowiązań składkowych przy jednoczesnej trosce o budżet państwa i przedsiębiorców. Rzecz sprowadza się do tego, „jak można zjeść ciastko i chociaż część jego, wciąż mieć”. Najprostszym zabiegiem, który przychodzi do głowy, byłaby drastyczna obniżka podatku VAT, która ucieszyła by większość przedsiębiorców, konsumentów. Zmniejszyła by ona składkę do budżetu UE i spowodowała gigantyczną wyrwę w budżecie państwa. Ta droga wydaje się z jednej strony niewykonalna, a zarazem atrakcyjna.

Pozytywna moc podatków

Jak nie wylać dziecka z kąpielą, skoro regulacje unijne zakazują zastępowania w jakiejkolwiek formie podatku VAT podatkami obrotowymi? Kusi pójście tropem węgierskim, czyli podjęcie próby wprowadzenia podatku obrotowego. Niestety przypomina to nieco stąpanie po polu minowym. A gdyby tak wprowadzić podatek, który pełniłby funkcję podatku obrotowego, formalnie nie będąc takim podatkiem? Gdyby jeszcze udało się zastosować postulat z przemówienia Prezydenta Reagana – „Najlepszy program społeczny to produktywna praca dla każdego, kto chce pracować”? Czy da się to wszystko jakoś połączyć? Odpowiedz brzmi – Tak!

Na początek powinniśmy stworzyć założenie neutralności zmian podatkowych dla budżetu państwa. Wydaje się, że taki podatek, mógłby zostać szybko zredukowany. Wyobraźmy sobie podatek dochodowy, gdzie jedynym kosztem byłby koszt zatrudnienia pracowników. Widzę automatyczny opór płynący z branż niskomarżowych czy też tych, gdzie koszty osobowe są mało znaczące. Dla całej gospodarki, taka konstrukcja podatku (przy umiarkowanej stopie opodatkowania) byłaby korzystna. Jednak zapewne ponad 10 % przedsiębiorców przyjęłoby takie rozwiązanie negatywnie. Lecz tym, co powinno nas interesować najbardziej jest korzyść dla większości, a takowej moglibyśmy się spodziewać. 

Co jest istotne, zniknęłyby operacje mające na celu ukrywanie dochodu, zwłaszcza w wykonaniu wielkich koncernów. Znowu, obniżenie stawki VAT z 23 na 15% mogłoby stać się formą „małego koła zamachowego” całej gospodarki, w tym konsumpcji prywatnej. Pracodawcy, w sytuacji, gdy jedynym kosztem, którym mogą ograniczyć swój dochód, stałyby się koszty płacowe, nie mieliby problemu z minimalizacją tzw. „umów śmieciowych”. Zjawiska rynkowe, a nie presja urzędniczo-polityczna, wymusiłaby na nich takie zachowanie. Finalnie, w Polsce powinno dojść wówczas do sytuacji, w której nie pracowałby tylko ten, kto naprawdę nie byłby w stanie pracować lub pracować by nie chciał…

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię