fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

18.2 C
Warszawa
czwartek, 23 maja, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Państwa wojują z rolnikami

Czas płynie, a protesty rolników nie ustają. Mają różne przyczyny, liderów i momenty – zauważa „La Gaceta”. Rolnicy wychodzą na ulice już na całym Kontynencie. W ostatnich miesiącach protestowali między innymi we Francji, Niemczech, Hiszpanii, Polsce, Holandii i na Łotwie, a nawet w Brukseli.

Warto przeczytać

Kością niezgody jest zawsze inżynieria społeczna i zawsze śmiertelna arogancja – pisze „La Gaceta”. To, co dzieje się obecnie w świecie wiejskim, jest wynikiem niefortunnej polityki inżynierii społecznej jeszcze z 1962 r. Dziś, ówczesna polityka żyje własnym życiem i grozi wieloma konsekwencjami. Nie wiadomo jak to się w ogóle skończy.

Wściekłość europejskich rolników jest nie do powstrzymania. Na całym Kontynencie blokowali drogi, ulice, sklepy i urzędy publiczne. W swojej desperacji obrzucali przedstawicieli władzy łajnem i jajkami.

Skala demonstracji jest bezprecedensowa pod względem ich zasięgu, jednoczesności, wpływu i różnorodności żądań. Do rolników dołączyli też ludzie pracy i osoby niemal zawodowo biorące udział we wszelkich protestach. Wszyscy towarzyszyli długim kolumnom traktorów oblegających główne miasta. Traktor stał się symbolem, oznaczającym autentyczny i odważny głos przeciwko zadufanej w sobie tyranii na całym świecie.

Ciężka dola rolnika

Europejska wieś przeżywa tragedię. Obciążana jest podatkami typowymi „dla bezkarnego państwa opiekuńczego” oraz sprzecznymi obciążeniami regulacyjnymi związanymi z ograniczeniami produkcji. Rolnik zmuszony został do poznawania i śledzenia ciągłe pojawiających się nowych przepisów z UE i spoza UE, narzucanych „przez ludzi, którzy wierzą, że pomidory rosną w salaterkach”. Musi być mistrzem logistyki, umieć obsługiwać komputer i korzystać z armii doradców, aby móc prowadzić działalność. A przecież codzienne życie rolnika to pełne poświecenie dla zawodu – praca od świtu do zmierzchu. To stres i obawy, gdy zagraża susza lub zarazy.

Do tego wszystkiego dochodzą niedorzeczne czasem regulacje narzucone przez dogmat o ociepleniu klimatu i nadmierną biurokrację. Pojawia się w związku z tym wiele skarg, do których dochodzą te specyficzne dla danego kraju. W Niemczech oprotestowano podatki od oleju napędowego dla ciągników. W Holandii podatki od azotu. Polscy rolnicy zablokowali granicę, aby uniemożliwić wwóz ukraińskiego zboża. Francuscy nie chcieli z kolei zaakceptować planu zniesienia zwolnienia z podatku od paliw w związku z „transformacją energetyczną” i umowy z Mercosur. Tę ostatnią uznali za przyzwolenie na „nieuczciwą konkurencję”, gdyż południowoamerykańscy producenci rolni nie podlegaliby tym samym wymogom.

Namieszała Wspólna Polityka Rolna

Dziś wszystkim, czkawką odbija się Wspólna Polityka Rolna – jedna z najstarszych polityk Wspólnoty Europejskiej. Jest ona doskonałym przykładem tego, jak działa „żelazne prawo oligarchii”.

W 1911 r. Robert Michels napisał słynną książkę „The Political Parties”. Argumentował w niej, że każda organizacja polityczna, gdy rośnie, staje się oligarchią. Nie uniknie tego, gdyż wymaga coraz większej biurokracji i większej liczby specjalistów zajmujących się jej coraz bardziej złożoną strukturą. Tych z kolei bardziej interesuje zapewnienie trwałości organizacji niż jej cele początkowe.

„Utworzona w 1962 r. WPR zawsze miała konstruktywistyczny i interwencjonistyczny charakter, który dostosowywał się do narracji czasów. Pierwotnie, poprzez pakiet subsydiów rolnych i hodowlanych, odpowiadała celom samowystarczalności żywnościowej krajów członkowskich Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej (EWG, poprzedniczki UE), a także miała na celu zwalczanie niedoborów. Ale „uczniowie czarnoksiężnika” stworzyli swój własny problem i kilka lat później blok produkował znacznie więcej żywności, niż mógł skonsumować, ale po znacznie wyższych kosztach w porównaniu z resztą świata” – przypomina „La Gaceta”. To doprowadziło do sytuacji, gdy WPR musiała sztucznie podbijać ceny produktów za pomocą nowych subsydiów i zgubnego protekcjonizmu.

Pierwotny system subsydiów miał na celu kontrolowanie rynku poprzez narzucanie gwarantowanych cen minimalnych. Skończyło się to dla państw członkowskich kosztem, który w połowie lat 80. stanowił większość budżetu UE.

WPR usiłowano wielokrotnie reformować, stopniowo przekształcając jej strukturę i ideologię. Metodologia europejskiej produkcji podstawowej zawsze jednak pozostawała uzależniona od państwowych dotacji. Odgórnie też określano, kto i co ma produkować. W 2019 r. „The New York Times” ujawnił, że fundusze WPR w dużej mierze trafiły do kieszeni biznesmenów i biurokratów.

Przez dekady naprawiano WPR. Jedyne, co osiągnięto, to wkurzenie wszystkich stron i dalszy wzrost biurokracji. Koszty jej utrzymania wyniosły blisko jedną trzecią budżetu UE. Polityka ta, mimo swojej szkodliwości trwała i gdy rozwinęła się narracja alarmizmu klimatycznego, szybko się do niej dostosowała. Sektor rolny zaczęto obciążać stale rosnącymi narzutami, takimi jak Zielony Ład i cele klimatyczne. Wszystko to połączone jest z wszechobecną Agendą 2030 i NetZero.

Rolnicy nie wytrzymali

Ciągłe obciążenia, narzucanie ograniczeń i zasad spowodowało wreszcie wybuch. Demonstracje rosły, a rządom i Komisji Europejskiej nie udało się udobruchać protestujących. To zmusiło urzędników do działania. Von de Leyen tymczasowo zwolniła sektor rolny z przepisów dotyczących ochrony przyrody. Częściowo też cofnęła decyzję o zezwoleniu na swobodny dostęp do importu produktów rolnych z Ukrainy. Złagodziła część zasad Zielonego Ładu – z planu klimatycznego na 2040 r. usunęła cel redukcji emisji z rolnictwa. Obiecała też przeredagowanie propozycji ograniczenia stosowania pestycydów.

Wiele tych działań płynie oczywiście z obaw elit, dotyczących czerwcowych wyborów. Związane są one między innymi z rosnącą w siłę prawicą, której partie zdobywają coraz większe wpływy na całym Kontynencie. Odrzucenie starych partii przez Europejczyków to efekt narzucania przez oligarchów zideologizowanej polityki, szkodzącej milionom ludzi i odbierającej im kontrolę nad własnym losem. Dotyczy to przede wszystkim mieszkańców obszarów wiejskich głosujących w przeważającej większości na eurosceptyczne partie, zarówno lewicowe, jak i prawicowe. Te zaś rywalizują obecnie o zadowolenie rolników.

Rolnicy nadal protestują

Rolnicy mają dziś doskonałą okazję, by coś zmienić. Oby nie dali się ponownie oszukać politykom i korporacjom. Bo nie chodzi o domaganie się regulacji od krajów trzecich, ale o zniesienie własnych. Jeśli zatrzymają się na walce z tanim importem z Ukrainy czy Maroka, to przegrają. Oznacza to bowiem jeszcze więcej regulacji i większą biurokrację, czyli rośnięcie w siłę oligarchii.

Urzędnicy UE już tkają pajęczynę, w którą wpadną protestujący. Kombinują jak tu znów zreformować WPR, by uspokoić rolników, nie rezygnując przy tym z rozdawnictwa, które ich pogrzebało. Janusz Wojciechowski, komisarz UE ds. rolnictwa, proponuje, aby kraje UE mogły korzystać z pomocy państwa w celu uzupełnienia płatności w ramach WPR. „To wyjątkowa sytuacja i musimy szukać wyjątkowych rozwiązań” – powiedział. To zdemobilizuje „traktorzystów”. Nie zmieni to faktu, że taka interwencjonistyczna polityka skończy się kryzysem humanitarnym. Już do 2030 r. ma zostać zredukowana połowa środków ochrony, 20 proc. nawozów chemicznych i 50 proc. sprzedaży antybiotyków dla zwierząt hodowlanych. To tak jakby odebrać ludziom połowę leków ratujących ich zdrowie i życie. Badanie przeprowadzone przez Departament Rolnictwa Stanów Zjednoczonych (USDA) wykazało, że takie działania zmniejszyłyby europejską produkcję rolną. Oznacza to przede wszystkim jednak zagładę obszarów wiejskich.

Przeczytaj także:

W czasie, gdy ludzkość produkuje wystarczającą ilość żywności, aby wyżywić wszystkich, oligarchia wypowiada wojnę tym, którzy ich karmią.

SourceLa Gaceta

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię