fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

18.2 C
Warszawa
czwartek, 23 maja, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Wolny wybór czy instrukcja obsługi w lokalnych mediach

W niedzielę siódmego kwietnia wybierzemy naszych przedstawicieli do rad gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich. W wyborach bezpośrednich wskażemy także wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Kandydaci w większości reprezentują lokalne komitety i nawet wobec oczywistych afiliacji politycznych, nie afiszują się z przynależnością partyjną.

Warto przeczytać

Abstrahując od tego, czy deklaracje budowania porozumień na rzecz lokalnej społeczności ponad podziałami są szczere i uzasadnione, nie sposób nie zauważyć, że lokalne systemy nieformalnych powiązań i zależności konserwują dotychczasowe układy.

Trudno bowiem uznać za reprezentatywne i skuteczne w zakresie kontroli władz wykonawczych rady, gdzie przewodniczący z reguły jest pracownikiem JST, podległym służbowo wójtowi, burmistrzowi lub prezydentowi. Wszystko z założenia powinno być transparentne i przejrzyste, poczynając od planów zagospodarowania przestrzennego, przetargów na inwestycje, po rozdział grantów dla stowarzyszeń, organizacji użyteczności publicznej, czy fundacji. Nad wszystkim wszak czuwają lokalne media.

Tyle tylko, że w obecnych realiach, gdy ledwie wiążą przysłowiowy „koniec z końcem”, konia z rzędem temu, kto bez wsparcia lokalnych włodarzy, bądź spółek samorządowych, utrzyma się na rynku. Prawda, jest jeszcze lokalny biznes, ale zabiegając o zlecenia z gminy, powiatu czy miasta, raczej nie wychyli się ze wskazaniem sytuacji (które, nawet jeśli formalnie są prawidłowe), stanowią żywą ilustrację porzekadła „ręka rękę myje”.

Wpis Wojciecha Wybranowskiego na platformie X poświęcony wywiadowi, jaki portal wpoznaniu.pl przeprowadził z Jackiem Jaśkowiakiem – przedstawiać nie trzeba, to nieledwie kanoniczny przykład patologicznego układu, gdzie bezkompromisowość dotyczy jedynie adwersarzy rozmówcy, natomiast kwestie stanowiące przedmiot powszechnego zainteresowania można prezentować zgodnie z zasadą – „nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi”?!

W opisanym przypadku chodzi o spółkę wygrywającą miejskie przetargi (pomińmy jej nazwę litościwym milczeniem) – tyle że prezydent Jaśkowiak mija się z prawdą mówiąc, że tylko owa spółka „podjęła się remontu Starego Rynku w Poznaniu za pieniądze zapisane na ten cel w budżecie miasta”. Mowa bowiem o kwocie 53 mln PLN, podczas gdy koszt faktyczny inwestycji to 140 milionów!

W tym kontekście fakt, że portal stanowi własność MTP (Międzynarodowe Targi Poznańskie), spółki należącej do miasta o tyle jest bez znaczenia, że także beneficjenci omawianej inwestycji, to potoczne rzecz ujmując ludzie Jaśkowiaka, gdyż kierują oni spółką komunalną. Słowem mamy do czynienia ze swoistym „układem zamkniętym”.

Nie dziwią w tej sytuacji pytania o zalety (a raczej ich brak), kontrkandydatów do urzędu obecnego prezydenta miasta. Rzecz jasna znamy wyjątki od opisanej reguły, by wymienić Tygodnik Podhalański. Nie zmienia to w niczym tezy, że medialna sieć, którą samorządy różnych szczebli zbudowały w postaci mniej lub bardziej sformalizowanych powiązań – personalnych, kapitałowych, bądź instytucjonalnych – nie służy ani wyrażaniu faktycznych opinii i nastrojów interesariuszy, którymi są wszyscy mieszkańcy – niezależnie od poglądów politycznych i preferencji wyborczych.

Rzecz w tym, że bezpieczeństwo, usługi komunalne, ochrona zdrowia, czy oświata (a to wszak zadania samorządu), nie mają barw politycznych. Liczy się jedynie efektywność (lub jej brak), racjonalne i przejrzyste wydatkowanie środków publicznych, wreszcie zaspokajanie dążeń i aspiracji lokalnej społeczności. Tak długo, jak lokalne media pozostają w zależności finansowej od lokalnych dysponentów – obiektywizm, profesjonalizm i reprezentacja opinii społecznej pozostaną jedynie pustymi hasłami, bez pokrycia w rzeczywistości.

Redakcja

SourceRedakcja

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię