fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

22.6 C
Warszawa
wtorek, 18 czerwca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Polskość to nienormalność. Republikanizm.

Warto przeczytać

„Polskość to nienormalność” – takiego sformułowania przed laty użył jeden z czołowych polskich polityków, Donald Tusk, jeszcze jako młody człowiek. Takie sformułowanie jest uzasadnione, gdy będzie się zestawiało polskie „nienormalne” zachowania historyczne, jak stałe wywoływanie powstań, które po kolei się przegrywało tracąc życie najwartościowszych własnych ludzi, z „normalnymi” zachowaniami innych narodów, które unikają wykrwawiania się w boju, a za to starają się spokojnie pracować budując własną korzyść. Można tu dostrzec analogię z polskimi działaniami wewnątrz Unii Europejskiej, polegającymi na przeciwstawianiu się woli silniejszych, bez zrozumienia, że z silniejszymi nie da się wygrać. Polskie podejście było „nienormalne”, zaś „normalnymi” były stanowiska pozostałych państw, pokornie podporządkowujących się rozkazom Berlina, Paryża i Brukseli. Spór między „nienormalnością” a „normalnością” przebiega również wewnątrz samego polskiego społeczeństwa, bo wcale nie jest tak, iż każdy Polak ma ochotę tracić życie w walce skazanej na porażkę. Wynik wyborów z 15 października 2023 to w dużym stopniu właśnie zwycięstwo „normalności” nad „nienormalnością”, a przy tym osobisty sukces wspomnianego Donalda Tuska.

Tu by warto dodać, że spór miedzy „normalnością” a „nienormalnością” nie jest zjawiskiem rdzennie polskim, bo toczył się na długo przed tym, zanim Polska powstała. Od tysięcy lat po całym globie rodziły się „normalne” despotyczne monarchie, w których silniejszy wymuszał posłuszeństwo na słabszym; te monarchie po swym okresie rozkwitu zawsze potem upadały, bo taki jest „normalny” system funkcjonowania świata przyrodniczego. Podobnie się dzieje z systemem gospodarczym opartym na chciwości oraz wyzysku: on w swym „normalnym” przyrodniczym trybie wędruje od kryzysu do kryzysu, zaś jest regułą, iż na końcu ktoś ci odbiera dobra, które sam zagrabiłeś kosztem innych. Pośród oceanu „normalności” kiedyś pojawił się „nienormalny” system demokracji ateńskiej z czasów Peryklesa, oraz równie „nienormalna” republika stworzona przez równych sobie wieśniaków z Rzymu. W tych przypadkach ponad „normalną” chęcią wykorzystywania swej przewagi nad słabszym przeważyła „nienormalna” świadomość, iż wszyscy obywatele są jedną rodziną, która drogą współpracy może wypracowywać dobro wspólne. Zamiast poddanych ciemiężonych przez despotę pojawili się obywatele. Nie przyszło to łatwo. Wcale nie jest „normalnym”, aby stawać się obywatelem, biorącym na swe barki odpowiedzialność za przyszłość ojczyzny. Dużo wygodniej jest podporządkować się silniejszemu i wypracować sobie niszę, w której zachowa się względnie korzystne warunki przetrwania. Grecka demokracja i rzymski republikanizm zrodziły się w ogniu dramatycznych starć z silniejszym przeciwnikiem, dążącym wprost do eksterminacji. Grecy zmagali się z potężnym najeźdźcą perskim, a rzymianie z Etruskami, którzy narzucali swych królów, a w dalszej perspektywie swą kulturę i narodowość. W bardzo trudnych warunkach i jakby przypadkowo zrodził się „nienormalny” republikanizm. A ten właśnie republikanizm w toku stuleci utworzył „nienormalną” Europę, funkcjonującą na zupełnie innych zasadach, niż dużo potężniejsze od niej imperia świata. W tej Europie liczyło się braterstwo, służba ojczyźnie, traktowanie wszystkich jako równych względem prawa, wzajemne ubogacanie się w ramach rozwoju kultury i techniki. Cały ten proces nie był łatwy, i wewnątrz europejskiej historii nie raz oglądaliśmy jak ponad „nienormalnością” zwyciężała egoistyczna i chciwa „normalność”. Jednak wystarczył tylko pewien procent „nienormalności”, aby Europie zapewnić dominację ponad całym światem, ponad wszystkimi wcześniej silniejszymi despotycznymi imperiami.

W „normalnym” sposobie myślenia o większej sile decyduje większa władza w rękach despoty. To na tej zasadzie kanclerz Olaf Scholz, w swym głębokim przekonaniu, dąży do zapewnienia Unii Europejskiej większej siły poprzez dążenie do likwidacji prawa weta, a tym samym powiększania zdolności bogatego i wpływowego Berlina do narzucenia innym swojej woli. Scholz nie wie, że w istocie dąży on do osłabienia Unii Europejskiej. Tam jest większa siła, gdzie jest równość obywatelska związana z obywatelskim braniem na swe barki odpowiedzialności za dobro wspólne. Robert Schuman, inicjator procesu integracji europejskiej, pisał, że Europa pokona wszelkie przeszkody siłą wspólnotowej solidarności. Europa byłaby naprawdę silna, gdyby jej murami były piersi obywateli gotowych oddać swe życie na rzecz lepszej przyszłości swych dzieci i wnuków. Natomiast taka Europa, w której większość będzie żyła w zalęknieniu, aby nie narazić się na gniew Berlina i Brukseli, przez co być karanym sankcjami finansowymi oraz mechanizmami warunkowości, będzie słaba i w skali globalnej będzie stale przegrywać tak gospodarczo, jak i politycznie. Droga „normalna” zawsze musi prowadzić do przegranej, jak w świecie przyrodniczym. Dla Europy jedyną nadzieją lepszej przyszłości byłoby trzymać się swego „nienormalnego” republikanizmu.

Swego rodzaju ikoną „nienormalności” stała się postać szeryfa granego przez Gary Coopera w hollywoodzkim westernie „W samo południe”. Ten szeryf zachował się „nienormalnie”, na przekór wszystkim „normalnie” zachowującym się obywatelom miasteczka, potulnie korzącym się przez przemocą ze strony bandytów. A właśnie owa „nienormalność” szeryfa jest źródłem wielkości Ameryki, bo tu znalazł swe skuteczne ucieleśnienie europejski republikanizm. Ameryka ma swe wady, swą własną wewnętrzną walkę między „normalnością” a „nienormalnością”, jednak tej ostatniej przez półtora wieku na tyle wystarczało, aby krajowi zapewnić światowe przywództwo. Nie jest przypadkiem, że rysunek Gary Coopera pojawił się na plakatach polskiej „Solidarności” przed pamiętnymi wyborami 4 czerwca 1989 roku, kiedy to demokratyczną wolą społeczeństwa obalony został ustrój komunistyczny. To nieprawda, co głoszą Niemcy, że to oni zakończyli komunizm burząc mur berliński. Gdyby nie długoletni wysiłek polskich opozycjonistów, równoległy z podobnym wysiłkiem w innych krajach strefy sowieckiej, mur berliński stałby po dziś dzień. Bo aby szerzyło się dobro, potrzeba „nienormalności” gotowej na daninę własnej krwi.

Gdy pod Termopilami 300 Spartan stanęło naprzeciw ogromnej armii perskiej, nie zachowywali się oni „normalnie”. Zwykłą, naturalną dla człowieka postawą byłoby podporządkować się silniejszemu. W dużym stopniu takiego wyboru dokonało polskie społeczeństwo w wyborach 15 października 2023. Jednak „normalność” nie powinna zbytnio triumfować, bo gen „nienormalności” nadal tkwi u Polaków, tyle razy we własnej historii zachowujących się wbrew rozsądkowi i stawających do walki z silniejszym przeciwnikiem. To może dotyczyć nawet tych samych osób, które teraz głosowały na Donalda Tuska. Tajemniczy gen „nienormalności” może odezwać się i w nich samych, gdy odrodzi się w ich duszach tęsknota za wolnością i gdy dotrze do ich świadomości, że elity rządzące obecnie Unią Europejską starają się ich uczynić swymi bezwolnymi poddanymi. Kanclerz Olaf Scholz może być człowiekiem głęboko ideowym chcącym działać w służbie dobru, jednak jego następcy sprawujący potężną władzę zostaną kupieni przez możnych tego świata i będą realizowali tylko ich interesy. To zresztą w Unii Europejskiej się już dzieje. Obecny polski wyborczy werdykt był podyktowany niezręcznościami ekipy Jarosława Kaczyńskiego, a po części manipulacją ze strony mediów. To jednak się może zmienić. Dla tych „nowoczesnych”, którzy likwidują prawo weta i budują despotyczną władzę centralną, gen „nienormalności” jest chorobą, którą trzeba ze wszelkich sił zwalczać. Jednak ten gen, zaszczepiony niegdyś przez Peryklesa i Scypiona Afrykańskiego, póki co jeszcze nie zaginął.

Marek Oktaba

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię