fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

18.7 C
Warszawa
czwartek, 23 maja, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Europa chce mieć swój myśliwiec

Warto przeczytać

Rządy głównych krajów europejskich zostały postawione przed wyzwaniem opracowania wspólnego samolotu wojskowego. Nie jest im łatwo się porozumieć, ponieważ każde z państw chce rozwijać własne technologie wojskowe. 

Trwają prace nad myśliwcem wielozadaniowym, europejskim samolotem bojowym. Wyścig technologiczny pomiędzy Francją, Niemcami i Hiszpanią powoduje napięcia między tymi krajami. 

Przyszły myśliwiec, który ma być dumą Europy, powstaje w ramach programu Future Combat Air System (FCAS). Zarys tego programu przedstawili jeszcze w 2017 roku prezydent Francji Emmanuel Macron oraz kanclerz Niemiec Angela Merkel. Już wtedy zauważono, że ma on szanse powodzenia, jeżeli obejmie najważniejsze europejskie firmy lotnicze. Chociaż liczono się z tym, że pomiędzy koncernami zbrojeniowymi mogą być nieporozumienia, to miały być one łagodzone już w trakcie realizacji projektu. Do FCAS Niemcy rekomendowali Airbusa jako głównego partnera przemysłowego. Francja desygnowała zaś Dassault Aviation.

Obie firmy jeszcze 40 lat temu zobowiązały się do opracowania projektu wspólnego samolotu bojowego. Oprócz Francji i Niemiec w sprawę zaangażowane były także Wielka Brytania, Włochy i Hiszpania. Ostatecznie Francja wycofała się z inicjatywy stworzenia mniejszego samolotu (w jednej z wersji mogącego lądować na lotniskowcach) w projekcie prowadzonym przez Dassault. W końcu powstał Rafale. Pozostałe kraje kontynuowały pierwotny projekt, znany wówczas jako EFA (europejski samolot bojowy), a następnie EF 2000 (Eurofighter).

Rafale i Eurofighter to obecnie dwa główne europejskie myśliwce, które konkurują bezpośrednio na światowym rynku, na którym z biegiem lat jest już coraz mniej modeli do wyboru. Eurofighter, konkurując z Rafale, zdobył nowe rynki w Arabii Saudyjskiej, Austrii, Katarze, Kuwejcie i Omanie. Jednocześnie samoloty kontraktowali partnerzy programu, czyli Niemcy, Wielka Brytania, Włochy i Hiszpania. Francuski samolot odniósł zaś sukces w sprzedaży w Egipcie i w Indiach.

Perspektywa do roku 2040

FCAS szuka nowego projektu samolotu, który zastąpiłby samoloty Eurofighter i Rafale. Czas na jego stworzenie wyznaczono sobie do około 2040 roku. Przy pracy nad nowym projektem koncerny Airbus i Dassault połączyły siły, by zminimalizować ryzyko błędu. Jest to konieczne, bo trudno, by firmy osobno opracowywały tak bardzo zaawansowane samoloty bojowe. Eric Trappier z Dassault, przedstawiciel francuskiej branży lotniczej, oświadczył w zeszłym miesiącu, że jego firma ma już „plan B” na wypadek, gdyby coś się nie udało w kwestii współpracy obu koncernów. Przy tym nie omieszkał zauważyć, że nie wierzy w powodzenie na dłuższą metę programu FCAS. „Program jest chory, a stan pacjenta nie jest ciężki, trzeba jednak zachować spokój” – stwierdził. 

W czerwcu 2019 roku pojawiły się problemy, a ponadto niektóre umowy na podwykonawstwo części podzespołów do nowego samolotu okazały się zagrożone. Odnosząc się do początkowej fazy programu, zwanej 1B, Eric Trappier zauważył, że „Airbus ma dwie trzecie udziałów, ponieważ reprezentuje zarówno Niemcy, jak i Hiszpanię”. Hiszpańskim partnerem przemysłowym programu jest firma Indra, której ma za zadanie opracowanie czujników, chociaż rola Airbusa w hiszpańskiej części wykonania programu jest także znacząca.

Z kolei Francja jest świadoma tego, że nie byłaby w stanie sama udźwignąć kosztów całego programu FCAS, który szacowany jest na 50-80 mld euro. Airbus chce mieć kontrolę nad produkcją układów sterowania lotem, co uzasadnia tym, że firma ma potencjał technologiczny ku temu wypracowany w ich zakładach w Tuluzie we Francji, a nie w Niemczech.

Na oświadczenia Trappiera Airbus odpowiedział, że nie ma „planu B” dla FCAS. Airbus w toku negocjacji z Dassault uzgodnił sporne punkty umowy i oficjalnie już 2 kwietnia br. przeszedł do kolejnej fazy programu. Zawarto więc dodatkowe porozumienie związane z opracowaniem pierwszego prototypu przyszłego samolotu bojowego, który powinien być gotowy w 2026 roku. Oferta na jego budowę została skierowana do zaangażowanych krajów (Niemiec, Francji i Hiszpanii).

Jednak napięcia pomiędzy partnerami przemysłowymi mającymi dostarczyć elementy do samolotu nie słabną. W projekt zaangażują się takie firmy jak francuski Safran, niemiecka MTU Aero oraz ITP (hiszpańska spółka zależna brytyjskiego Rolls Royce’a). Są to podmioty zaangażowane w tzw. Filar 2 projektu, w którego czasie ma być opracowany silnik nowego samolotu.

Wojna o silniki

Firma Safran twierdzi, że prototyp silnika będzie wykorzystywał ulepszone paliwo M88 (jest używane już w myśliwcu Rafale firmy Dassault). Dwie pozostałe firmy są zaangażowane w Eurojet, paliwo, na które stawiają Niemcy i Hiszpania. Safran i MTU Aero uzgodniły w 2019 roku, że powołają spółkę joint venture w celu opracowania, produkcji i zapewnienia obsługi posprzedażowej nowych silników. Początkowo zgodziły się opierać na francuskim paliwie M88. Safran wziąłby wówczas na siebie rolę głównego wykonawcy, a niemiecka firma pełniłaby funkcję głównego partnera w pierwszej fazie badań technologicznych programu. Jednak strona hiszpańska nie podpisała z nimi umowy, więc nie na zgody wśród partnerów.

Pośrednia obecność brytyjskiego Rolls Royce’a w projekcie stawia pytanie o to, co dzieje się z dwoma partnerami Eurofighter – Wielką Brytanią i Włochami. Oba te kraje zaangażowane są we własne programy opracowywania samolotów bojowych Tempest. Jest to inicjatywa kierowana przez Londyn, do której dołączyły Włochy i Szwecja. Wiodącymi firmami w tym projekcie są brytyjski BAE Systems, Leonardo UK (brytyjska spółka zależna włoskiej firmy Leonardo), MBDA (spółka należąca do BAE Systems), Airbus i Leonardo (ta firma jest również zaangażowana w FCAS) oraz wspomniany Rolls Royce.

Przy tak wielu powiązanych i zaangażowanych firmach, a także biorąc pod uwagę wcześniejsze doświadczenia, wyczuwa się możliwe trudności przy odpowiedniej koordynacji ich współpracy. Z drugiej jednak strony możliwa jest także synergia, która pozwoli wszystkim włączyć się w rozwój pierwszego europejskiego samolotu bojowego.

Niektórzy eksperci twierdzą, że przyszłością programów FCAS i Tempest powinien być jeden wspólny projekt. Według opublikowanego w zeszłym roku raportu, sygnowanego przez francuskich senatorów z Komisji Spraw Zagranicznych, Obrony i Sił Zbrojnych, „Nie jest pewne, czy Europa może sobie pozwolić na dwóch przyszłych konkurentów w systemach walki powietrznej, zawężając sobie w ten sposób możliwości eksportowe. Lepiej by było, gdyby istniał tylko jeden program, zwłaszcza że należy liczyć się z ekonomicznymi konsekwencjami koronakryzysu”. Eksperci cytowani w raporcie powątpiewają jednak, czy uda się uzyskać synergię między inicjatywą brytyjsko-włosko-szwedzką a inicjatywą niemiecko-francusko-hiszpańską.

Wciąż więc nie ma pewności co do tego, czy Europa może liczyć na samolot bojowy, który będzie w stanie w przyszłości konkurować na niebie i na rynkach.

Oprac. na podst.: https://www.larazon.es/espana/20210416/rmrc75vmvbbr7okoateo5z6t5e.html

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię