fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

16.4 C
Warszawa
niedziela, 23 czerwca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Rishi Sunak występuje przeciwko brytyjskiemu premierowi i jego wydatkom – donosi „The Times”

Boris Johnson ogłosił niedawno zamiar zakupu nowego królewskiego okrętu oraz wprowadzenie nowej wersji planu Marshalla, która pozwoliłaby na finansowanie inwestycji w zielone technologie. Miałoby to dowieźć nadal silnej pozycji Wielkiej Brytanii po Brexicie. Johnson odmalował obraz królewskiego okrętu flagowego podróżującego po wodach świata, który z jednej strony symbolizowałby miękką siłę Wielkiej Brytanii, z drugiej strony zachęcał inwestorów.

Warto przeczytać

Problem w tym, że o zamiarze ogłoszenia takich planów nikt wcześniej nie słyszał, nikt też nie zamierza ich finansować. Odzwierciedla to napięcia wewnątrz rządu, koncentrujące się przede wszystkim na wydatkach publicznych, które mogą trwać przez kolejne pół roku.

„Nikt w Ministerstwie Skarbu nie miał pojęcia o nowym planie Marshalla, dopóki nie pojawił się w mediach” – powiedział wysoki rangą urzędnik Whitehall. Nic o tym nie wiedział także brytyjski Minister Finansów Rishi Sunak. Podobno nie otrzymał nawet żadnego planu finansowania nowych wydatków.

Porażka konserwatystów w ostatnich wyborach uzupełniających, kiedy liberalni demokraci obalili 16-tysięczną większość torysów 25-punktową przewagą, zaostrzyła ideologiczne różnice między Johnsonem a Sunakiem.

Rosną też napięcia związane z gigantycznymi kosztami walki z pandemią koronawirusa. Sunak jest jednym z kilku ministrów, którzy w prywatnych wypowiedziach podkreślają, że kiedy rząd chce poważnie naruszyć roczny budżet, decyzje musi podejmować cały rząd, a nie wąska klika. Tymczasem brytyjskie Ministerstwo Skarbu musi znaleźć dodatkowe środki na edukację, aby pomóc tym uczniom, którzy zostali w tyle podczas pandemii, znaleźć sposób finansowania operacji i leczenia raka, które przełożono z powodu koronawirusa, a także pokryć zaległości w sprawach sądowych.

Nie tylko Ministerstwo Finansów nie chce znaleźć 200 milionów funtów na następcę królewskiego jachtu Britannia, który został wycofany z użycia w 1997 roku. Ani Biuro Rady Ministrów, które pierwotnie miało opracować plany, ani Departament Handlu Międzynarodowego, który miał te plany realizować, a Ministerstwo Obrony, w którym projekt obecnie się znajduje – nie mają pojęcia, skąd wziąć pieniądze na zrealizowanie tego pomysłu. Dodajmy, że brytyjskie Ministerstwo Obrony walczy obecnie o zwiększenie funduszy o 16 miliardów funtów, by załatać dziurę budżetową.

Jeden z urzędników tak skomentował ten projekt: „Królewski jacht to kompletne, ale to kompletne gówno. Pierwotnie premier chciał, aby został zbudowany w Wielkiej Brytanii. Projekt dostarczono ministrowi Gabinetu Michaelowi Gove, aby go uporządkował, ale wtedy okazało się, że zgodnie z przepisami dotyczącymi zamówień publicznych można go tu zbudować tylko wtedy, jeśli będzie okrętem marynarki wojennej. Gove przekazał go więc Ministerstwie Obrony, które zamierzało zaopatrzyć pokład masą fałszywej broni. Skarb Państwa trzymał się od tego z daleka”.

Triumf torysów w wyborach lokalnych w zeszłym miesiącu wywołał u nich wzrost pewności siebie oraz przekonanie, że Johnson może wygrać kolejne wybory. Ale ministrowie i doradcy rządowi ostrzegają, że wcześniej Johnson i Sunak muszą przetrwać ogromny wzrost wydatków, jaki pojawi się jesienią.

Finanse będą potrzebne na pokrycie ministerialnych deklaracji na konferencji Partii Konserwatywnej na początku października. Miesiąc później Johnson będzie gospodarzem konferencji klimatycznej Cop26 w Glasgow. Najpewniej będzie chciał na niej pokazać światu, że Wielka Brytania jest liderem w dążeniu do zerowej emisji dwutlenku węgla. Ale żeby faktycznie osiągnąć ten cel, prawdopodobnie konieczne będzie wprowadzenie podatków ekologicznych, na Wyspach zwanych czasem zielonymi podatkami. Między tymi wydarzeniami jest jeszcze przegląd wydatków publicznych, który określi budżety departamentów rządowych na najbliższe trzy lata.

„Mamy wiele bardzo pilnych wydatków. Niektóre z nich są związane z COVID-19 i związanych z nim tematów: nadrabiania zaległości w edukacji, w służbie zdrowia i sądownictwie. Potrzebne będą pieniądze, aby uzupełnić te zaległości”, powiedział jeden z wysoko postawionych urzędników. „Są też istotne kwestie związane z reformami, takie jak zerowa emisja i opieka społeczna. Jeśli je zsumujemy, bardzo ciężko będzie, by liczby się zgadzały”.

Na najbliższym spotkaniu premier, kanclerz i Matt Hancock, sekretarz zdrowia, mają omówić kwestie opieki społecznej. Komentatorzy nie spodziewają się, by zapadły tam wiążące decyzje, ale Sunak zmierzy się z równocześnie z Johnsonem i Hancockiem, którzy będą chcieli rozszerzenia finansowania.

Johnson optuje za planem opracowanym przez ekonomistę Andrew Dilnota, zakładający ograniczenie kosztów opieki do 50000 funtów na osobę, aby brytyjskie rodziny nie musiały sprzedawać swoich domów, by zapłacić za opiekę. Kanclerz zwraca uwagę, że plan przyniesie nieproporcjonalne korzyści wyborcom na południu Anglii, gdzie majątek jest wart więcej, i że ostateczny projekt ustawy będzie zakładał wydatki miliardów funtów.

Wydaje się, że Sunak jest w stanie zaakceptować pomysły Johnsona, jednak pod warunkiem, że ten znajdzie na to źródła finansowania.

Podobne problemy dotyczyły edukacji. Chodziło o opracowanie planu pomocy dzieciom, których edukacja została w tyle z powodów pandemii. Do opracowania planu naprawczego wyznaczona pedagoga Kevana Collinsa. Jego propozycja zakładała konieczny budżet w wysokości 15 miliardów, które miały być przeznaczone na indywidualne korepetycje prowadzone po lekcjach i w czasie wakacji. Ponieważ Sunak znalazł tylko 1,5 miliarda funtów, Collins zrezygnował z przeprowadzenia powierzonego mu zadania.

Ministerstwo Skarbu jest w stanie zaakceptować plan realizowania opieki społecznej, ale dyskusji wymaga sposób finansowania programu. Wysoko postawiony urzędnik skomentował tę kwestię tak: „Potrzebujemy zaangażowania całego gabinetu w podejmowanie takich decyzji. Nie można tak po prostu ogłaszać projektów pisanych na kolanie, wyciągając średnią ze sprzecznych komunikatów Borisa i Rishi. Takie decyzje determinują tożsamość partii”.

Do tej pory Johnson był zwolennikiem nieograniczonych wydatków, które miały poprawić notowania polityczne jego partii w północnej Anglii. Jednak nawet w samym środku szaleńczych wydatków Sunak przekonywał, że do zatrzymania zwolenników partii na południu potrzebne są ekonomiczne cięcia. Ostatnie wynik wyborów uzupełniających pokazały, że jest to coraz cięższe.

Rob Ford, profesor nauk politycznych na Uniwersytecie w Manchesterze i autor „Brexitlandu”, powiedział: „Wyzwaniem torysów jest to, że aby zyskać wzrost poparcia, musieliby zabrać pieniądze od wyborców z takich miejsc jak Chesham czy Amersham i wydać je w takich miejscach jak Hartlepool”.

Ministrowie gabinetu obawiają się teraz, że różnice w potrzebach wyborców, instytucjonalne podziały między ministrem a Skarbem Państwa i różnice filozoficzne między Johnsonem a Sunakiem wywołają kryzys decyzyjny.

Sunak w wywiadzie telewizyjnym dla nowego kanału GB News określił się ostatnio jako „konserwatysta fiskalny”. Zajął też twarde stanowisko: „To nie moje pieniądze, to pieniądze innych ludzi i podchodzę do tego bardzo poważnie” – powiedział.

Rządowe środki mogą w zasadzie pochodzić tylko z jednego z trzech źródeł: pożyczek, podatków oraz cięcia innych wydatków. Cięcia czy przesunięcia w budżecie w tej chwili nie są możliwe na większą skalę. Zarówno Johnson, jak i Sunak obiecali, że nie wrócą do polityki oszczędności. Johnson opowiada się za wyższymi pożyczkami, ale to ryzykowne rozwiązanie. Inflacja w Wielkiej Brytanii wzrosła właśnie do 2,1 procent, czyli powyżej prognoz Skarbu Państwa. Wpłynie to na wzrost stóp procentowych, a zatem zwiększy koszt pożyczek. „To jedno z wielu zagrożeń, o które muszę się martwić” – powiedział Sunak w telewizji.

A zatem jedynym rozwiązaniem pozostaje finansowanie projektów z podwyższonych podatków. Jednak manifest torysów zawierał potrójną blokadę podatkową, czyli obietnicę niepodnoszenia podatku dochodowego, VAT oraz składek na ubezpieczenie społeczne. Kanclerz jest jednocześnie przekonany, że podnoszenie podatków w obecnych czasach jest czymś zgoła złym.

Przez długi czas mówiło się o pomyśle podniesienia podatku od zysków kapitałowych do poziomu podatku dochodowego. Uważano, że taka podwyżka nie odbiłaby się zbyt mocno na gospodarce, a dała środki rządowi. Sunak wykluczył jednak i to rozwiązanie.

Najprawdopodobniej zatem w Wielkiej Brytanii wzrosną podatki od przedsiębiorstw, a także zapowiadane podatki dochodowe od osób prawnych, których podniesienie ma rozpocząć się w przyszłym roku. Na niedawnym szczycie G7 Sunak był gorącym zwolennikiem rozwiązania zmuszającego – w ramach międzynarodowego porozumienia – gigantów technologicznych do płacenia podatków w krajach, w których prowadzą interesy, a nie w tak zwanych rajach podatkowych, gdzie gromadzą swoje zyski. Brytyjscy urzędnicy pracują również nad planami podatku od sprzedaży online, który ma zostać wprowadzony jesienią. 

Źródła donoszą również o dyskutowanym projekcie nowego opodatkowania gigantów bukmacherskich. Część rządu chce rozliczać podatek od obrotów, branża bukmacherska walczy o ograniczenie opodatkowania do 2 proc. opłaty od zysków.

Poszczególni urzędnicy pracują również nad mniej akceptowalnymi politycznie rozwiązaniami. W wywiadzie Sunak podkreślił, że potrójna blokada emerytur – która w tym roku podniesie zasiłki państwowe o 6 procent, zgodnie ze średnimi zarobkami – jest nadal celem rządu. „Emeryci będą sobie radzić wyjątkowo dobrze” – powiedział jeden z polityków. „A stanie się to kosztem kolejnych 4 miliardów funtów, które Rishi będzie musiał znaleźć. Poprawienie sytuacji przez rok nie jest tak trudne z politycznego punktu widzenia”.

Już rok temu Sunak mówił Johnsonowi, że powinni zwrócić się do emerytów z prośbą o solidarność w poświęceniach, jakie ponosiły ich dzieci i wnuki z powodu pandemii, jednak premier nie chciał go słuchać. Obecnie kwestia emerytur i zasiłków ponownie zależy od premiera.

Nawet bliskie Johnsonowi osoby twierdzą, że jest on skłonny opóźniać trudne decyzje, jednocześnie przyjmując te, które powodują jeszcze większe wydatki.

Usunięcie w listopadzie doradcy Dominica Cummingsa i zastąpienie go nowym szefem sztabu Danem Rosenfieldem, z którym – jak mówią świadkowie – Johnson wyraźnie niechętnie konsultuje się na spotkaniach, to zastąpienie jednego problemu innym.

Wydaje się, że przyszłość brytyjskiego rządu zależy teraz od tego, czy premier będzie miał wzgląd na poglądy swojego kanclerza. Trudna sytuacja, w jakiej znalazła się Wielka Brytania, wymaga od nich ścisłej współpracy.

Więcej artykułów