fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

19.5 C
Warszawa
czwartek, 23 maja, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Budowanie równoległej rzeczywistości

Media urabiają społeczeństwo, tworząc fikcyjną rzeczywistość – donosi „La Gaceta de la Iberosfera”

Warto przeczytać

Coraz wyraźniej widać, że spora część mediów, szczególnie tych tradycyjnych, zajmuje się propagandą, a nie przekazywaniem prawdziwych informacji – zauważa „La Gaceta”. Jest to robione w tej chwili na taką skalę, że coraz trudniej połapać się, gdzie kończy się prawda, a zaczyna fikcja, co jest rzeczywistością, a co jej przekłamaniem.

Dziś w wielu mediach panuje tendencja do rozdmuchiwania jednych spraw, a ukrywania tego, co niewygodne, co nie pasuje do obrazka. Media zajmują się nieupowszechnianiem rzeczywistości, ale jej przekształcaniem. „Czasem wręcz się ją tworzy, jak fotograf w »Drodze do zatracenia«, który zawsze pierwszy docierał na miejsce zbrodni tylko dlatego, że był mordercą” – pisze gazeta.

Nagłaśnia się np. informacje o protestującej garstce demonstrantów, w liczbie nie większej niż 100, 200 osób. Stają się oni nagle tematem codziennych wiadomości, bo „ich sprawa jest sponsorowana przez międzynarodowe koncerny, media, rządy i organizacje ponadnarodowe”. Wszystko to jest „spontaniczne”, a przynajmniej jako takie podawane. 

Widać też jak wykorzystuje się sprawę rasizmu. Daje do myślenia, dlaczego Black Lives Matter, ruch, który narodził się w 2013 r., w tajemniczy sposób rozmnożył się w całych Stanach Zjednoczonych na kilka miesięcy przed wyborami, ostatecznie przegranymi przez Donalda Trumpa.

„Nagle gwiazdy Hollywood i NBA, najpotężniejsze stacje telewizyjne i międzynarodowe koncerny, firmy Big Tech, takie jak Facebook, Google, YouTube i Twitter, oraz różne rządy pod ich wpływem, rzuciły Zachód na kolana. Szantaż był potężny – każdy, kto nie ugnie kolana, jest rasistą” – zauważa gazeta. 

Hiszpania podąża tą samą drogą

W Królestwie Hiszpanii dzieje się nie lepiej. „Media głównego nurtu i ich ulubione partie wspierane przez Ibex 35 w ścisłej symbiozie decydują o tym, co jest godne uwagi”. Gdy 32-letni raper Pablo Hasel został skazany na 9 miesięcy więzienia za obrazę Króla oraz posty na Twitterze popierające ETA, Grapo, Terra Lliure czy Al Kaidę i utwór będący „gloryfikacją terroryzmu”, na ulicach Barcelony, a także innych miast w całym kraju, protestowała skrajna lewica. Były to tysiące ludzi. Doszło do starć z policją. Palono kontenery pod okiem kamer telewizji i mediów, „które przekształciły ataki na policjantów i rozbite witryny sklepowe w mądrą debatę na temat wolności słowa”. Na ulicach panowała przemoc i chaos, jednak przepuszczone przez rzeczywistość medialną wyglądały jak „małe zamieszki w pełni uzasadnione słuszną sprawą, jaką jest wolność artysty”. Z drugiej strony piętnuje się jako „ultras” małe, kilkuosobowe grupki stojące pod kliniką aborcyjną i oferujące modlitwę i pomoc kobietom chcącym usunąć ciążę. 

Gdyby górę wzięła uczciwość informacyjna, w sytuacji, gdy ceny energii elektrycznej codziennie biją rekordy, prawdopodobnie wywołałoby to nawet zamieszki. Tymczasem media milczą, także na temat tego, że kilkanaście dni temu doszło do demonstracji z tysiącami uczestników. Żadnej wzmianki czy transmisji. Te same media jednak pokazywały na żywo setkę lub więcej radykałów, którzy stawili czoła policji, gdy został aresztowany raper. Telewizje chętnie za to zwróciły uwagę na „podejrzaną homofobiczną demonstrację autoryzowaną przez delegację rządową w dzielnicy Chueca” – przypomina „La Gaceta”.

Nie tylko ceny energii nie podnoszą ciśnienia przedstawicielom mediów. Nie zareagowały one ostro nawet na skandal pedofilski związany z bardzo dużą przemocą i okrucieństwem, mający miejsce na Balearach, ani na to, że PSOE, Més i Unidas Podemos głosowały przeciwko utworzeniu komisji śledczej, miesiąc po tym, jak Parlament Europejski poprosił je o wyjaśnienia w tej sprawie. Nie było w tej sprawie emitowanych specjalnych programów w telewizji, nie doszło też do mobilizacji wysoko dotowanego lobby feministycznego. Jeśli chodzi o Baleary, powodem jest oczywiście to, że tamtejszy autonomiczny rząd ma zabarwienie socjalistyczne. 

Większość hiszpańskich mediów „zapomniała” też wspomnieć o ataku dżihadystów w Murcji. Zginęły dwie osoby, a cztery zostały ranne, gdy 17 września 28-letni muzułmanin Abdellah Gmara wjechał samochodem w taras w Torre Pacheco. Ponieważ sprawca ataku pozostawił trzy listy, w których zażądał „sprawiedliwości dla islamu” i zażądał szahady, czyli wyznania wiary islamskiej, śledztwo poszło w kierunku aktu terrorystycznego.

Niektóre media usiłują to jednak widzieć inaczej i doszukują się innej przyczyny zbrodni. Zwolennicy oddzielenia ataku od dżihadu skupili się na wpisie, w którym sprawca domagał się „sprawiedliwości za telepatyczne gwałty i morderstwa”. Dwóch dziennikarzy, w programie „La linterna” nadawanym przez COPE stwierdziło, że „W jego przypadku nie było żadnych materiałów propagandowych, jak to zwykle bywa przy przeszukaniach w tego typu incydentach. […] Jego brat twierdzi, że nie był on szczególnie religijny, żadna grupa dżihadystów nie pochwaliła jego czynu. Sprawca potrącenia wybrał taras w dzielnicy Murcji liczącej 6 tys. mieszkańców, nie wydaje się to najlepszym miejscem do przeprowadzenia aktu terrorystycznego”.

Faktem jest, że nie każdy, kto atakując, krzyczy „górą ETA”, musi być związany z ETA. Może to być po prostu zwykły szaleniec.

Jeden z występujących w programie dziennikarzy nie dostrzegł radykalizmu na portalach społecznościowych sprawcy. Stwierdził, że Gmara nie był zbyt gorliwym wyznawcą islamu, gdyż „śledził konta kobiet w bikini, [na jego kontach] jest dużo piłki nożnej, ostatnie zdjęcie zamieszczone na kilka dni przed atakiem pokazuje go w idealnie zachodnim stroju z dżinsami i koszulką z krótkim rękawem, nie miał długiej brody…”

Uczestnicy dyskusji doszli ostatecznie do wniosku, że sprawca był „samotnym wilkiem”, przy tym osobą zaburzoną psychicznie, więc bez względu na to, co sam o tym myślał, islam nie ma nic wspólnego z dokonanym przez niego czynem. 

W sytuacjach takich jak powyższa związanych z religią separatystyczną media doszukują się szaleńca. Gdy jednak jakiś mężczyzna morduje swoją żonę, rozpisują się o „terroryzmie macho”, mimo że zabójca nie był powiązany z żadną organizacją spiskującą przeciwko kobietom. Próbuje się w ten sposób przekonać społeczeństwo, że ataki dżihadystów nie mają nic wspólnego z islamem (religią pokoju), ale mężczyzna zabijający swoją żonę jest powiązany z terroryzmem spowodowanym przez heteropatriarchat.

W gruncie rzeczy tym określonym mediom nie chodzi o przedstawienie rzeczywistości takiej, jaką jest. Chodzi o zbudowanie równoległej rzeczywistości. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy społeczeństwo uwierzy w serwowane mu fikcje – takie jak np. te, że Hiszpania jest krajem niebezpiecznym dla kobiet i homoseksualistów. Że jest też krajem zagrożonym ultraprawicową przemocą, której doświadczają nieliczni nielegalni imigranci, którzy przecież przybyli, by pracować na emerytury Hiszpanów. W to właśnie mają uwierzyć obywatele Królestwa.

Sourcegaceta.es

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię