fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

18.7 C
Warszawa
czwartek, 23 maja, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Przyszłość NATO i dylematy samodzielności obronnej Unii Europejskiej

Anders Fogh Rasmussen, były sekretarz generalny NATO, opowiada o perspektywach paktu, Chinach i obronności Unii Europejskiej w wywiadzie dla „La Razón”

Warto przeczytać

Na krajowej konwencji hiszpańskiej Partii Ludowej (PP) w Walencji gościł Anders Fogh Rasmussen – były sekretarz generalny NATO i były premier Danii. Podczas swojej wizyty 68-letni polityk udzielił wywiadu „La Razón”, w którym opowiedział o zagrożeniach, jakie stoją przed Unią Europejską oraz NATO. 

Co sądzi pan o zakończeniu wojny w Afganistanie i powrocie wojsk amerykańskich?

To chaotyczne wycofanie zakwestionowało w zasadzie cały sens trwającej od 2001 roku operacji. Jakby najazd na Afganistan był jedynym osiągnięciem tej misji. To wycofanie należało lepiej zorganizować, nie tak chaotycznie. Wcześniejsze ustalenie daty wycofania nie miało najmniejszego sensu – w takiej sytuacji wróg zawsze będzie czekał, aż odejdziesz. Błędem było także rozpoczęcie negocjacji z talibami, przy jednoczesnym odsunięciu aktualnego rządu. W ten sposób afgańskie władze, które już wcześniej nie cieszyły się pełnym zaufaniem opinii publicznej, straciły je zupełnie.

Czy w Afganistanie pozostało wielu Afgańczyków, którzy wcześniej współpracowali z NATO? W jaki sposób można ich ewakuować?

To spory problem. Nadal możemy ich ewakuować, ale w tej chwili to trudniejsza, bardziej skomplikowana operacja. Dlatego uważam, że plan opuszczenia Afganistanu należało lepiej przygotować. Dziwi mnie, że NATO nie miało planu ewakuacji lokalnych sprzymierzeńców, kiedy w kwietniu podejmowało decyzję o wycofaniu.

A co z talibami? Jakie stanowisko wobec nich zająć? Jak będzie ich traktować Unia Europejska?

Osobiście nie ufam talibom i nie sądzę, by się zmienili. Pamiętajmy, że aktualny emir Afganistanu miał syna, który był zamachowcem-samobójcą. Jeśli ojciec pozwala własnemu synowi na akt samospalenia, myśli o kwestiach międzynarodowych w sposób zupełnie odmienny od polityków ze Stanów Zjednoczonych.

Przede wszystkim martwię się o afgańskie kobiety, o ich prawa. Cieszę się, że podejmują tam pewne próby protestu. Unia Europejska – i kraje demokratyczne poza Unią – powinna jeszcze zaczekać, zobaczyć, jak rozwinie się sytuacja. Nie uważam, by należało uznać rządy talibów. Na razie jednak warto skupić się na udzielaniu pomocy humanitarnej, najlepiej w taki sposób, by jej beneficjentami nie byli talibowie.

Czy powołanie sojuszu AUKUS wskazuje na spadek znaczenia Unii Europejskiej?

AUKUS to moim zdaniem największa zmiana, jaka zaszła na arenie politycznej w naszych czasach. Wprost udowodnił zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w regionie Indo-Pacyfiku. Pewne kroki w tę stronę były widoczne już za administracji Obamy, ale teraz zaangażowanie mocno się nasiliło. To zmiana przede wszystkim dla Australii. Do tej pory starała się ona nie mieszać w rywalizację USA z Chinami, ale teraz to praktycznie niemożliwe. Chiny na nią naciskają nie tylko politycznie, ale i gospodarczo. Jednak to Canberra wezwała do przeprowadzenia niezależnego dochodzenia w sprawie pochodzenia COVID-19, a także potępiła łamanie praw człowieka w regionie Xinjiang. W odpowiedzi na to Pekin wprowadził bojkot australijskich produktów. Australijczycy mają potrzebę większych gwarancji bezpieczeństwa od Amerykanów, dla nich trwały sojusz z Waszyngtonem wydaje się najlepszym rozwiązaniem, choć jednocześnie wymaga rezygnacji ze wcześniejszej neutralności. Zyskują jednak bezpieczeństwo i osiem atomowych okrętów podwodnych. Natomiast w przypadku Wielkiej Brytanii chodzi o odbudowę pozycji międzynarodowej po Brexicie. Dla wszystkich trzech krajów ten sojusz jest bardzo ważny.

NATO koncentrowało się na Rosji, teraz uwaga przenosi się na Pacyfik. Czy to znaczy, że NATO straci na znaczeniu?

Nie. Rosja nadal stanowi główne zagrożenie dla krajów Europy, więc NATO zachowa swoje znaczenie. Nazywam czasem Rosję „regionalnym sabotażystą”, na czym to polega – widzieliśmy na Ukrainie. Rosja nielegalnie zaanektowała Krym i nadal destabilizuje wschodnią część Ukrainy. Niedawno naruszyła przestrzeń powietrzną krajów nordyckich, jest też bardzo asertywna wobec krajów bałtyckich. Dlatego potrzebujemy NATO, które jest najbardziej udanym ruchem pokojowym w historii naszych cywilizacji. Od 1949 roku gwarantuje pokój, stabilność i bezpieczeństwo na północnym Atlantyku. Działa głównie ze względu na znany artykuł 5, który mówi, że atak na którekolwiek z państw członkowskich jest atakiem na wszystkie. To doskonale zniechęca. Putin ma świadomość, że zaatakowanie sojusznika z NATO pociągnie za sobą zdecydowaną odpowiedź. Tyle że międzynarodowa sytuacja się zmienia, więc przy ostatnim szczycie NATO pierwszy raz wydano oświadczenie w sprawie Chin.

Jak powinna zachowywać się Europa wobec problemów w Azji?

Moim zdaniem Europa powinna zwrócić uwagę na to, co dzieje się w regionie Indo-Pacyfiku, i poprzeć działania Stanów Zjednoczonych. Dla nas istotne jest utrzymanie otwartych linii handlowych na Morzu Południowochińskim, które umożliwią swobodny transport morski. Tak się akurat złożyło, że nowa strategia Unii Europejskiej została opublikowana w tym samym dniu, co inauguracja nowego sojuszu AUKUS, przez co mówiło się o niej zdecydowanie mniej. 

Czy wojna z Chinami jest realną perspektywą?

Jeśli tak by się stało, wyszlibyśmy z niej zwycięsko. Liczę jednak na to, że do takiej wojny nigdy nie dojdzie. A najlepiej jej przeciwdziałać, stawiając przed Chińczykami jasno sprawę Tajwanu – jeśli go zaatakują, spotkają się z militarną odpowiedzią nie tylko Stanów Zjednoczonych, ale także ich sojuszników – Europy i Australii. Popieram też inicjatywę prezydenta Joe Bidena, który chce stworzyć sojusz światowych demokracji, który mógłby walczyć z autokracjami. Tylko tak można dotrzeć do Xi Jinpinga czy Władimira Putina.

Macron nazwał NATO „martwym mózgiem”. Czy zaangażowanie Francji w NATO osłabnie po AUKUS?

Francja wie, że Europa nie byłaby w stanie obronić się samodzielnie. Potencjalny atak ze strony Rosji uniezależnia nas od sojuszu ze Stanami. W styczniu Francja przejmuje prezydencję w Unii i Macron z pewnością będzie forsował europejską autonomię strategiczną.

Czy ta autonomia Unii powinna zostać zwiększona?

W teorii wydaje się to dobrym pomysłem. Polega on na zwiększeniu samodzielności Unii, żeby nie musiała wciąż zwracać się o pomoc do USA. Moim zdaniem to dobry kierunek, bo Europa obecnie jest zbyt słaba, nie ma wystarczająco dużego znaczenia na arenie międzynarodowej. Jednocześnie uważam, że NATO jest bardzo ważne dla międzynarodowego bezpieczeństwa – także w Europie. 

Czy utworzenie armii europejskiej jest realnym projektem?

Realne byłoby stworzenie europejskich sił szybkiego reagowania, ale nie armii europejskiej. A to dlatego, że przywódcy ważnych państw członkowskich, takich jak Niemcy, Francja, Hiszpania czy Dania, nie zgodzą się na opłacenie utworzenia europejskiej armii. Moglibyśmy jednak zachować armie narodowe, a dodatkowo utworzyć coś w rodzaju europejskich sił szybkiego reagowania. Dzięki temu moglibyśmy jako Unia szybko przemieścić siły zbrojne w potrzebne akurat miejsce.

Czy potrzebna jest modernizacja europejskiej obronności?

To zależy. Jeśli miałoby to polegać na wzmocnieniu europejskiego filaru NATO, wtedy jak najbardziej. Jeśli natomiast miałoby chodzić o konkurowanie z Sojuszem Atlantyckim, to wszyscy byśmy na tym stracili. Powinniśmy sobie pomagać, uzupełniać się, a nie konkurować.

Czyli hasło „America first” Trumpa nadal jest zasadne?

Bidem mówi, że „Ameryka wróciła”, ale ten powrót trzeba pokazać w praktyce. Bo nie chodzi przecież o powrót z Afganistanu, z którego wyjechano bez konsultacji z byłymi sojusznikami w tym regionie. Z perspektywy Europejczyków działania USA są podobne bez względu na aktualny skład rządu. Jednak zachowanie Amerykanów jest też zależne od postaw Europejczyków. Czemu Australia zerwała umowę z Francją? Bo Amerykanie zaoferowali bezpieczeństwo, którego Francja zaoferować nie mogła. Także kraje Azji nie są dziś przekonane, czy postawa Francji, Niemiec, a w zasadzie całej Europy w sprawie Chin jest właściwa. Dla nich jesteśmy zbyt pobłażliwi.

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię