fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

4.7 C
Warszawa
poniedziałek, 4 marca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Jeśli nie USA, to konsorcjum Rosja-Niemcy

Relacje euroatlantyckie w ostatnich dwóch dekadach ulegają stałej i wielostronnej erozji. Agresja Rosji w Ukrainie z całą mocą ujawniła jej destrukcyjne następstwa, tyle tylko, że nadal główni europejscy gracze nie wyciągnęli z tego praktycznych wniosków.

Warto przeczytać

To, że ciężar amerykańskich działań geostrategicznych od dawna przesuwa się w kierunku Indo-Pacyfiku, Dalekiego Wschodu i Australii oraz Oceanii, nie jest niczym nowym. To nie tylko kwestia świadomego wyboru priorytetów natury technologicznej i finansowej, czego konsekwencją jest zabezpieczenie wpływów w zakresie obronności, a także konieczność reagowania na ekspansjonistyczną politykę Chin, które wyjąwszy potencjał militarny zdetronizowały USA z pozycji światowego lidera. Kolejny priorytet to wzmacnianie potencjału obronnego Korei Południowej w obliczu awanturniczej polityki Pjongjangu, forsownie rozwijającego potencjał nuklearny za cenę głodzenia własnego społeczeństwa, wreszcie reagowanie na żywiołowy rozwój gospodarek 5G na antypodach, co sprawia, że Europa przestała być konkurencyjna w relacjach z USA.

Oczywiście przyczyn tego stanu jest wiele, poczynając od kosztów pracy, restrykcyjnych norm środowiskowych, rozbudowanych gwarancji socjalnych i swobód obywatelskich, ale podstawowa bolączka to niechęć do ponoszenia finansowych nakładów na obronność. Dopóki niemieccy inżynierowie i robotnicy gwarantowali wysoką jakość, a tanie surowce z Rosji opłacalność produkcji, nawet ciężar kosztów zjednoczenia Niemiec wydawał się możliwy do udźwignięcia, tym więcej, że relatywnie prostsze komponenty jak np. fotele do wszelkich modeli samochodów rodem z Wolfsburga wytwarzano w sąsiedniej Polsce. Symboliczny wymiar tego ostatniego przykładu stanowi fakt, że Zbigniew Drzymała, założyciel firmy z Grodziska Wielkopolskiego pracującej dla Volkswagena, to w prostej linii prawnuk Michała, tego samego, który przechytrzył całą potęgę Prus za sprawą domu na kółkach.

Duopol Rosja-Niemcy skutecznie przekonywał przez lata partnerów w zachodniej Europie, że amerykańska dominacja ogranicza dążenia emancypacyjne integrującej się Europy, a zapalna sytuacja na Bliskim Wschodzie i wzrost cen ropy naftowej, a także gazu, przemawiają za zacieśnianiem relacji handlowych z Rosją, która w ramach projektu NordStream1, a potem NordStream2, zapewni stabilne, tanie oraz bezpieczne dostawy. Że stracą na tym nowi członkowie UE; Słowacja, Czechy, Polska, Bułgaria (nie wspominając o Ukrainie) jakoś umknęło uwadze decydentów w Holandii, Włoszech czy Francji.

Dążenia podmiotowe Francji sięgające jeszcze prezydentury Charlesa De Gaulle’a, nastroje antyamerykańskie w Niemczech, czego doświadczył nawet tak progresywny polityk, jak Barack Obama, nie brały się znikąd. Szereg organizacji mieniących się pozarządowymi, kulturalnymi, społecznymi etc., w istocie przez lata finansowane były z Kremla czy też za pośrednictwem jego głęboko zakamuflowanych agend w postaci rozmaitych fundacji, funduszy celowych, think tanków czy towarzystw dobroczynnych, o co w demokracjach liberalnych nietrudno.

Przewrót pałacowy, który doprowadził do tego, że kanclerza Kohla zastąpiła jego (wychowana w NRD) polityczna córka Angela Merkel, był jedynie preludium do dalszych działań. W ich efekcie obecna szefowa KE Ursula von der Leyen (z zawodu lekarka) rozbroiła Bundeswehrę do tego stopnia, że etatowa obsada dywizji pancernych dysponowała zapasem amunicji na dwa tygodnie?! W tym samym czasie resort Obrony Narodowej w rządzie PO-PSL objął Bogdan Klich – krakowski lekarz (notabene specjalista z zakresu psychiatrii). Powie ktoś; koincydencja przypadkowa. Tyle że nawet, ówczesny starosta legionowski reprezentujący tę samą formację, protestował w liście do Klicha przeciw likwidacji jednostek 1 Warszawskiej Dywizji Zmechanizowanej, a łącznie zlikwidowano 629 jednostek organizacyjnych, ośrodki szkolenia, a nawet garnizony. Dziwnym trafem gros z nich rozlokowanych było na tzw. ścianie wschodniej – 9 Podlaska Brygada Zmechanizowana, 1 Siedlecki Batalion Rozpoznawczy, Lubelska Brygada Zmechanizowana, 16 Pułk Artylerii w Braniewie, 3 Batalion Rozpoznawczy w Giżycku, czy redukcja 1 Brygady Artylerii w Węgorzewie do pułku, co jakoby miało wzmocnić 16 Dywizję Zmechanizowaną. To tylko wybrane przykłady.

Wyliczenie wszystkich destrukcyjnych działań przekroczyłoby ramy tego opracowania. Ich wspólny mianownik stanowiło twierdzenie, jakoby podyktowane one były troską o interoperacyjność w ramach struktur NATO, których Polska była już w owym czasie wschodnią flanką. Co wydarzyło się potem w ramach wojny hybrydowej Putina na granicy polsko-białoruskiej, wiemy aż nadto dobrze.

Odwołanie do Traktatu Waszyngtońskiego, a konkretnie do art.5 nie wystarczy. Zgodnie z zapisem art.3, warunek skutecznego wzmacniania potencjału obronnego NATO stanowi konsekwentny rozwój gospodarczy jako niezbędne zaplecze tworzące fundament przyszłej obrony. Pełnoskalowa wojna w Ukrainie potwierdziła, że bez zaplecza wytwórczego, rozbudowanej infrastruktury, skutecznej obrony przeciwlotniczej i koncentracji tradycyjnych środków ogniowych, nie może być mowy o uzyskaniu strategicznej przewagi, czy choćby tylko uzyskania zdolności do skutecznej obrony zasobów i terytorium.

Co na to Europa? Najnowsze niemieckie raporty nie pozostawiają wątpliwości. Rosja za 6–8 lat zdolna będzie kontynuować zbrojną ekspansję. Ukraina na tej drodze jest jedynie przystankiem. Na razie kontynuuje destabilizację sytuacji wewnętrznej w krajach aspirujących do NATO. Wydarzenia ostatnich dni na granicy Rosji z Finlandią dowodzą, że tylko posługując się imigrantami, skutecznie sparaliżowano tamtejsze służby, bo licząca blisko 1500 km granica lądowa w trudnym i słabo zaludnionym terenie, wymaga zaawansowanych technologicznie środków dozoru.

W reakcji na rosyjską agresję w Ukrainie USA wzmocniły znacznie militarną obecność w Europie, w tym na wschodniej flance NATO. Po raz pierwszy od roku 2005 liczebność personelu wojskowego w Europie wzrosła o 20 tys. osób i wynosi obecnie 100 tys. żołnierzy, oficerów i personelu pomocniczego. W naszej części Kontynentu ich liczba uległa podwojeniu, a w Polsce przekroczyła 10 tysięcy. Podwojono liczbę zespołów brygadowych w Europie z 3 do 6, z których każdy liczy 4-5 tys. żołnierzy.

Obok stale stacjonujących; brygady zmechanizowanej w Niemczech i powietrznodesantowej we Włoszech oraz Niemczech, rotacyjnie – głównie w Polsce, obecna jest w Polsce brygada powietrznodesantowa. Dwie ciężkie brygady pancerne (główny ich trzon stacjonuje w Niemczech), dysponują wsparciem logistycznym w Polsce i na Litwie, artylerią rakietową i wsparciem lotniczym grupy bojowej lotniskowca USS Harry Truman. Na Morzu Śródziemnym operują 4 kolejne niszczyciele, których łączna liczba to obecnie 12.

Na lądzie rozmieszczono dodatkowych 40 samolotów walki radioelektronicznej, tankowców powietrznych, 200 myśliwców, dwie nowe baterie systemów Patriot. Ponadto 800 żołnierzy z Włoch przerzucono do krajów bałtyckich, 1000 do Rumunii, kilkuset rotuje w Bułgarii, a nawet na Węgrzech. Akt Stanowiący NATO-Rosja (wielekroć łamany przez tę ostatnią) daje polityczną przestrzeń do zwiększania amerykańskiego zaangażowania. Jednak Europa nie wykonuje obietnic w zakresie zwiększenia dostaw amunicji artyleryjskiej dla Ukrainy, nie wykonała planów dotyczących zwiększenia możliwości produkcyjnych w tym zakresie, podczas gdy Rosja przestawiła gospodarkę na tryb wojenny.

Niemcy zamiast uzbrojenia dostarczają Ukrainie agregatów prądotwórczych, namioty i racje żywnościowe. To trochę tak, jakbyśmy leżącego na mrozie przykryć gazetą. Od czasu, gdy Donald Trump zapowiedział, że bezpieczeństwo musi oznaczać zwiększenie nakładów na obronność, tylko Polska wykonała i przekroczyła referencyjne względem PKB wskaźniki. Jeśli administracja Bidena nie porozumie się z republikanami w Kongresie, pomoc Ukrainie definiowana jako pozbawienie Rosji możliwości dalszej agresji, spali na panewce. Finlandyzacja Europy to w takim przypadku scenariusz najłagodniejszy z możliwych, ale dla duopolu Rosja-Niemcy, całkiem realny. Jeśli mowa o duopolu, to także dlatego, że niemieckie technologie i organizacja pracy w połączeniu z tanimi surowcami z Rosji pozwalają obu państwom śnić sen o potędze, którego nigdy się naprawdę nie wyzbyły.

Amerykanie konsekwentnie odwołują się do wspólnych wartości, ale ich kierunkowe wybory zależą dzisiaj od tego, czy sytuacja zapalna na Bliskim Wschodzie (gdzie Rosja jest niezmiernie aktywna) nie będzie eskalować, w jakim stopniu uda się zażegnać konflikt wokół Tajwanu, wreszcie, czy chwiejna równowaga na Półwyspie Koreańskim zostanie utrzymana…

Nie przypadkiem obecność militarna w Europie ma charakter rotacyjny. Obniża bowiem koszty utrzymania infrastruktury, nie powoduje konieczności instalowania rodzin, wreszcie utrzymuje zasoby strategiczne z dala o rosyjskich środków ofensywnych, co bardzo jest na rękę Niemcom, bo tam nastroje antyamerykańskie są równie silne, jak sentymenty pacyfistyczne. Niemcy nigdy nie wyzbyły się traumy związanej ze zdobyciem Berlina przez Rosjan w 1945 roku i tak zwany syndrom sztokholmski pozostaje żywy w zbiorowej świadomości.

Przeczytaj także:

Potencjał odstraszania jest zawsze lepszy od wojny. Zatem po stronie Europejczyków leży wybór, który scenariusz ma się zrealizować. Amerykański parasol atomowy będzie tak długo skuteczny, a obecność militarna w Europie trwała, jak długo komponenty systemu zbiorowego bezpieczeństwa zawierać będą realne zdolności obronne, logistyczne i infrastrukturalne w każdym z europejskich państw NATO. Niezależnie od tego, kto w danym momencie sprawować będzie rządy, bo priorytety w zakresie obronności i systemu zbiorowego bezpieczeństwa nie mogą stanowić przedmiotu politycznego sporu. Zwłaszcza w dobie rozwiniętych kanałów komunikacji cyfrowej, gdzie dezinformacja, fake newsy, a nawet wpływanie na polityczne preferencje i wybory, stanowią trwałe elementy wojny hybrydowej. Pod tym względem, rosyjskie działania sięgają czasów carskiej Ochrany, zmieniają się jedynie instrumenty i narzędzia wpływania na opinię publiczną w Europie.

SourceRedakcja

Więcej artykułów