fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

19 C
Warszawa
wtorek, 18 czerwca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Ameryka wątpi w lojalność Izraela

Izrael musi stanąć po właściwej stronie w konflikcie między Stanami Zjednoczonymi a Chinami – nawołuje „The Jerusalem Post”

Warto przeczytać

Choć nie wiadomo jeszcze, kiedy dokładnie premier Naftali Bennett będzie gościł w Waszyngtonie, ta spodziewana niedługo wizyta z pewnością będzie okazją do jego spotkania z prezydentem USA, który w tej chwili czuje się niezwykle mocny i gotowy do zmierzenia z największym dzisiejszym rywalem Ameryki. Tej roli nie odgrywa już ani Iran, ani terroryści z Bliskiego Wschodu, ani też tradycyjny rywal USA, czyli Rosja. Obecnie największym konkurentem Ameryki są Chiny, a Izrael nie powinien znaleźć się po złej stronie tego konfliktu.

Bennett powinien mieć to na uwadze, gdy wejdzie do Gabinetu Owalnego z chęcią wzmocnienia bezpieczeństwa Izraela, zagrożonego ze strony Iranu czy Syrii. Z drugiej strony Joe Biden i jego administracja chcą, by Izrael zmniejszył relacje z Chinami. USA jest gotowe rozmawiać o problemach z Iranem czy Palestyńczykami, a także o przewadze militarnej Izraela oraz jej utrzymaniu, ale dopiero po tym, jak sami zdobędą gwarancje poparcia w konflikcie z Chinami.

To, jak bardzo Biden koncentruje się na rywalizacji z Chinami, widać, chociażby po nowej ustawie infrastrukturalnej, która właśnie przeszła przez amerykański senat. Zakłada ona inwestycje w infrastrukturę o wartości 1 bln dolarów. Oczywiście pozwoli to unowocześnić i wyremontować amerykańskie drogi czy mosty, a także sfinansować inwestycje w szerokopasmowy Internet, ale wybór takiej dziedziny inwestowania wydaje się jasny: Chiny od dawna wyprzedzają USA pod względem infrastrukturalnym. 

Choć w antychińskich działaniach Bidena można zauważyć kontynuację linii obranej przez poprzedniego prezydenta USA Donalda Trumpa, to widzimy tu zarazem jasną i konsekwentnie realizowaną strategię. Na Pekin nakładane są sankcje, odradza się prowadzenie interesów w Hongkongu, nawet głośno oskarżono chińskie Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego o przeprowadzanie cyberataków wymierzonych w zachodnie państwa.

O tym, jakie zagrożenie stanowią Chiny dla cyberbezpieczeństwa, Izrael przekonał się samodzielnie kilka dni temu, kiedy firma FireEye przyznała, że chińscy hakerzy uzyskali dostęp do izraelskich prywatnych i publicznych firm technologicznych, by wykraść technologie i informacje.

Warto w tym miejscu pamiętać, że znaczna część izraelskiej infrastruktury wzniesionej w ostatnich latach – tunele, mosty, elektrownie, porty – to dzieło chińskich firm. Może to być przedmiotem pretensji amerykańskiego prezydenta. Obawy w Izraelu są na tyle duże, że zaproponowano zwołanie gabinetu bezpieczeństwa, który pozwoliłby na uzgodnienie stanowiska.

W amerykańskim społeczeństwie i rządzie faktycznie widać zaniepokojenie rosnącą obecnością Chin w Izraelu. Choć administracja Trumpa próbowała przekonać rząd do jakichś działań, były premier Izraela Binjamin Netanjahu nie wykazał zbyt wielu działań ograniczających Chińczyków. Co prawda w 2019 r. ustanowił mechanizm nadzoru, ale nie wydaje się, by miał on jakiekolwiek działanie faktyczne.

Być może to jest powodem, dla którego nie wiadomo jeszcze, która firma wygrała przetarg na budowę nowych linii kolejowych w Tel Awiwie. Za projekt i budowę systemu tranzytowego odpowiada finansowana przez rząd firma NTA, ona też wyłoni zwycięzcę przetargu, ale jak na razie ociąga się z jego ogłoszeniem. Byłoby to opóźnienie istotne i celowe, gdyby przetarg miało wygrać China Railway Construction Company (CRCC).

CRCC pracuje w Izraelu od lat. W 2014 r. zależna od CRCC spółka China Civil Engineering Construction Corp. (CCECC) zbudowała na północy kraju tunel Gilon. Kontrakt wart był 200 mln dolarów. Jeszcze wcześniej CRCC było podwykonawcą tunelu Carmel – umowa opiewała na 150 mln dolarów. Od kilku lat trwa budowa innej linii kolejki miejskiej w Tel Awiwie, której wartość to kolejne 500 mln dolarów.

Powołując się na podejrzenia o powiązanie z chińskim przemysłem obronnym, Joe Biden wydał w czerwcu rozporządzenie zakazujące CRCC dokonywania inwestycji amerykańskich. Izrael jednak nie widzi problemów w prowadzeniu interesów z firmami, z którymi amerykanie nie mogą.

Od czerwca opóźnia się ogłoszenie zwycięzcy przetargu. Jeśli rzeczywiście stoją za tym kwestie dyplomatyczne, najpewniej nazwę firmy, która go wygrała, poznamy dopiero po spotkaniu premiera Izraela z amerykańskim prezydentem.

Z drugiej strony – zakładając, że kontrakt zdobędzie CRCC – czy ogłaszanie tego niedługo po powrocie Bennetta z Waszyngtonu naprawdę ratuje sytuację? Czy przypadkiem nie rozzłości tylko Amerykanów przed chwilą zapewnianych o lojalności Izraela w ewentualnym konflikcie między USA a Chinami?

Izrael musi poważnie podejść do tego konfliktu i zająć w nim przemyślane miejsce. Bo to, że on istnieje i będzie się nasilał, jest oczywiste. Nie można się zasłaniać naiwną niewiedzą.

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię