fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

4.7 C
Warszawa
poniedziałek, 4 marca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Czy WHO doprowadzi plantatorów tytoniu do upadku?

Na listopadowym szczycie WHO, który odbędzie się w Panamie (COP10), Światowa Organizacja Zdrowia w następstwie rekomendacji Komisji Europejskiej zamierza zaproponować zaostrzenie regulacji podatkowych i produktowych. W praktyce oznacza to restrykcyjne podejście do nowatorskich wyrobów tytoniowych, podobne do tego, które wdrożono względem tradycyjnych papierosów.

Warto przeczytać

Tym, co szczególnie niepokoi branżę tytoniową i plantatorów jest zmiana podejścia Komisji Europejskiej. Po pierwsze wbrew zasadzie jednomyślności, Komisja chciała zmienić swój mandat decyzyjny na zapadający większością kwalifikowaną, z równoczesną zmianą statusu decyzji WHO w przedmiotowej kwestii z fakultatywnej rekomendacji na obowiązujący.

Na 27 państw Wspólnoty w 12 spośród nich uprawia się tytoń, a Polska należy do czołowych producentów, przy czym w niektórych regionach kraju te uprawy należą do wiodących, od pokoleń stanowiąc podstawowe źródło utrzymania. Ogółem w 8 europejskich krajach uprawa tytoniu ma istotne znaczenie gospodarcze. W efekcie stanowczych protestów przedstawicieli branży tytoniowej, związkowców i plantatorów tytoniu, wspartych stanowiskami zainteresowanych resortów – w Polsce Ministerstwa Zdrowia – zapowiedziano zmianę mandatu negocjacyjnego Komisji Europejskiej. Po jego rychłej publikacji, do 9 października zainteresowane państwa mogły składać swoje uwagi do jego treści, która następnie stanie się przedmiotem obrad Zespołu Roboczego ds. Zdrowia Publicznego.

Jak informuje Marcin Klimczyk – przewodniczący Krajowej Sekcji Pracowników Przemysłu Tytoniowego NSZZ Solidarność, w obawie o międzynarodową ingerencję w polskie sprawy. Tak naprawdę w Panamie „dojdzie do egzekucji polskiego przemysłu tytoniowego”, co oznaczałoby widmo bezrobocia. Postanowiono więc przeciwdziałać takiemu rozwojowi wydarzeń. W tej sprawie związkowcy wystosowali list do premiera Mateusza Morawieckiego.

Podczas spotkania, które w tej sprawie zorganizował Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi Robert Telus, Przemysław Noworyta -dyrektor w Polskim Związku Plantatorów Tytoniu sondował wiceministra zdrowia Macieja Miłkowskiego, który na wieść, że chodzi o uprawę tytoniu, opuścił spotkanie. Wagi sprawy nie należy lekceważyć wobec faktu, że 10 proc. naszego eksportu rolno-spożywczego stanowią wyroby tytoniowe, z czego aż 80 proc. trafia na rynki europejskie.

Realna groźba zamknięcia tej przestrzeni oznacza niepowetowane straty, wobec braku niekolizyjnych możliwości uplasowania tych wyrobów poza europejskim obszarem gospodarczym. Natomiast a w dalszej perspektywie nastąpi upadek branży plantatorskiej i utrata setek tysięcy miejsc pracy – także w przemyśle. Jak przypomina Dyrektor w Biurze Polityki Gospodarczej Krajowej Izby Gospodarczej Piotr Soroczyński, branża tytoniowa stanowi o 8 proc. dochodów budżetowych z tytułu wpływów podatkowych.

Jeśli odnieść się do aspektów prozdrowotnych rzecz nie wydaje się tak oczywista, jak deklaracje intencji WHO. Wystarczy odnotować sukcesy, jakie w walce z uzależnieniem tytoniowym odnotowały takie kraje jak Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone. Dzieje się tak, pomimo że nie uczestniczą w konwencji tytoniowej Światowej Organizacji Zdrowia.

Restrykcyjne regulacje gwarantują jedynie perturbacje natury gospodarczej, bez wyraźnych skutków prozdrowotnych, bo stwarzają przestrzeń i warunki do rozwoju tzw. szarej strefy. Stanowisko to podziela również przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich Marek Kowalski, oceniający zamysły WHO jako zbyt daleko idące. Zapał Komisji Europejskiej w tym zakresie jest tym bardziej nieuzasadniony, że oznacza w praktyce utratę konkurencyjności bardzo dochodowej branży, która generuje wiele miejsc pracy. Niestety kraje spoza europejskiej przestrzeni gospodarczej ochoczo wypełnią lukę, którą europejscy biurokraci tak beztrosko (by nie powiedzieć, że na własne życzenie), gotowi są poprzeć. Pozostaje oczekiwać, że jednoznaczne stanowisko zainteresowanych państw (w tym Polski), ograniczy mandat KE na listopadowy Szczyt WHO do rozsądnych ram, a ewentualne decyzje, które mają zapaść w Panamie, nie będą miały mocy wiążącej, a jedynie charakter rekomendacji.

Zdaniem Zbigniewa Jankowskiego reprezentującego producenta saszetek nikotynowych Swedish Match – ten dopiero raczkujący rynek, w efekcie ewentualnego wdrożenia rekomendacji WHO w Europie nie tylko upadnie, ale pozbawi osoby, które rzuciły tradycyjne papierosy na rzecz mniej szkodliwych produktów, dostępu do produktów alternatywnych. W Szwecji liczba tradycyjnych palaczy spadła do 5 proc., wobec 29 proc. w Polsce, zatem kierunek i dynamika pożądanych zmian są jasne. Pod warunkiem jednak, że nie wylejemy przysłowiowego „dziecka z kąpielą”.

Brak sukcesów WHO w walce z tradycyjnymi papierosami nie może uderzać w produkty alternatywne, gdyż jedyny pewny efekt to utrata miejsc pracy, dochodów budżetowych a na koniec upadek branży plantatorów tytoniu w państwach członkowskich Unii Europejskiej.

Przeczytaj także:

Jeszcze 4 października zwróciliśmy się za pośrednictwem biura prasowego w Ministerstwie Zdrowia z pytaniami o stanowisko resortu i osobiście Pani Minister Katarzyny Sójki, względem wytycznych WHO. Rzecz jasna mamy świadomość, że stanowisko negocjacyjne ma na tym etapie walor poufności, niemniej deklaracja, że będziemy bronić ekonomicznego i społecznego interesu tysięcy polskich obywateli wydawała się oczywista. Wobec braku reakcji 5 października wyraziliśmy przekonanie, że waga sprawy (co potwierdziła korespondencja, jaką zainteresowani skierowali na ręce Premiera Mateusza Morawieckiego) sprawi, że rzecz nie pozostanie bez odpowiedzi. Tym razem nastąpiła odpowiedź, wprawdzie nie merytoryczna, ale pozwalająca sądzić, że Czytelnicy zyskają przekonanie, że nasze interesy będą właściwie zaadresowane, jako że w nadesłanym do redakcji mailu napisano, jak następuje:

„Szanowny Panie Redaktorze,
czekamy na informacje dla Pana. Odpowiemy najszybciej, jak to będzie możliwe”.

W tym miejscu pozostaje stwierdzić – trzymamy za słowo!

Do sprawy wrócimy zatem niezwłocznie po uzyskaniu stanowiska definiującego polski mandat negocjacyjny, zarówno odniesieniu do meritum, jak i zakresu umocowania Komisji Europejskiej, po raz kolejny uzurpującej sobie prawo do rozstrzygania w naszym imieniu spraw wykraczających poza jej kompetencje, demokratyczny mandat, czy wcześniejsze ustalenia.

SourceRedakcja

Więcej artykułów