fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

18.7 C
Warszawa
czwartek, 23 maja, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Bajanie o krachu finansów publicznych, czyli ekonomiczny teatr w akcji

Warto przeczytać

Opozycja idąc do wyborów złożyła ludziom mnóstwo obietnic ekonomicznych. Ich łączna wartość to setki miliardów złotych. Tak gigantyczne kwoty nijak ma się do realiów finansów publicznych. Moglibyśmy mieć zrównoważony budżet w tym roku, a i tak realizacja tych zapowiedzi byłoby poza zasięgiem możliwości państwa.

Kwota wolna, podwyżki, „babciowe” miały robić wrażenie na partyjnych wiecach i w kampanijnych broszurach. Kiedy jednak dochodzi się do władzy, ludzie mają prawo powiedzieć „sprawdzamy!”. I ten moment, o ile opozycja utworzy rząd, nadejdzie. Okaże się zatem, że te wszystkie zapowiedzi o kwocie wolnej czy waloryzacji emerytur to było bajanie na resorach. Tylko jak to społeczeństwu wytłumaczyć. Tu z pomocą przychodzi narracja o tym, że rzekomo opozycja nie znała stanu finansów publicznych i teraz musi zmierzyć się z tym, co zostawili jej poprzednicy. To oczywiście fałsz, stan finansów publicznych jest dobry, a wiedza o tym jak ma się w istocie, była i jest powszechnie dostępna dla zainteresowanych. Na marginesie pewna uwaga.

Straszenie i manipulowanie ludźmi jeśli chodzi o kwestie gospodarcze trwa od lat. Tak było np. z tzw. greckim scenariuszem. Oto po dojściu PiS do władzy Polsce miało grozić załamanie finansów państwa, budżetowy krach i ogólnie wszystko to, co znamy z kryzysu fiskalnego z Grecji. Ta wierutna bzdura była powielana do znudzenia przez „głównych ekonomistów” i niechętne władzy media. Okazało się, że nic takiego nie miało miejsca. Polska rozwijała się szybko, a pieniądze na wypłaty świadczeń społecznych udało się znaleźć bez problemu. Nikt jednak z opowiadania głupot nie musiał się potem tłumaczyć. Ci sami ludzie teraz opowiadają o fatalnym stanie finansów państwa i są chętnie cytowani przez mainstreamowe media.

Andrzej Domański, poseł – elekt i ekspert ekonomiczny KO, zapowiedział w Radiu Zet, że pieniądze na wyborcze obietnice gospodarcze się znajdą. Nie wskazał jednak skąd miałyby się wziąć, bo jego słowa o tym, że z obniżenia rentowności długu, potraktować można jedynie w kategoriach kabaretowych. Problem zatem będzie i już niebawem może wybrzmieć z całą mocą, że ludziom opowiadano w kampanii niestworzone rzeczy o tym, że zapłacą mniej podatków albo jakie to dostaną podwyżki, które nie maja szans na uchwalenie. Ucieczka do opowiadania o rzekomym załamaniu finansów państwa będzie zapewne drogą, którą opozycja (a przynajmniej jej cześć) będzie chciała pójść. Łatwo, rzecz jasna, będzie tego typu imaginacje obalić. I trzeba to robić, idzie wszak o to, aby dyskusja publiczna była oparta na faktach.

Niestety debata o kwestiach ekonomicznych w Polsce podlega silnej presji politycznej. Wiele publikowanych w niej głosów nosi znamiona ekspresji poglądów partyjnych, nie zaś rzeczowej analizy stanu gospodarki. Kiedy zatem jest to wygodne mówi się jedno. Innym razem coś zupełnie innego, w zależności od potrzeb. Brak weryfikacji nietrafionych prognoz, czy wypowiadania ewidentnych bzdur sprawia, ze ci sami ludzie od lat mogą opowiadać, co im ślina na język przyniesie. Zatem zamiast rzetelnej debaty o gospodarce mamy okładanie polityczną pałką nielubianej formacji. Tak było w ostatnich latach w odniesieniu do rządu Zjednoczonej Prawicy. Pomijano przy tym faktyczne wskaźniki makroekonomiczne, albo dobierano je tak żeby pasowały do przyjętej narracji. Kolejna odsłona tej gry zapewne przed nami. Prawdopodobnie ponownie usłyszymy o tym, w jakim fatalnym stanie PiS zostawił finanse publiczne i jak to bardzo obecna opozycja chciałaby zrealizować swoje obietnice gospodarcze, ale nie może. Wszystko to będzie powielane tysiące razy w nagłówkach gazet czy na stronach portali internetowych. Ten czy inny „główny ekonomista” będzie załamywał ręce nad poziomem długu i usprawiedliwiał brak realizacji gospodarczego programu.

Wydaje się, że role w tym scenariuszu są rozpisane, a spektakl zaczyna dziać się już na naszych oczach. Niebawem zapewne nastąpi nasilenie i główni aktorzy, czy może lepiej napisać „główni ekonomiści”, z jeszcze większym zaangażowaniem wcielą się w swoje role. Pytanie, który to już raz serwuje się społeczeństwu to samo przedstawienie?

SourceRedakcja

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię