fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

16.2 C
Warszawa
niedziela, 26 maja, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Piwo rzemieślnicze: dobre dla konsumentów i gospodarki

Warto przeczytać

Jeszcze w 2019 r. polskie, rodzinne browary rzemieślnicze, korzystając z mody na produkty lokalne, niemal co tydzień wypuszczały na rynek kilka nowych gatunków i rodzajów piw. Tworzonych z pasją i pieczołowitością, wręcz z artystyczną wyobraźnią. Dziś stanęły przed poważnymi wyzwaniami.

W „przedpandemicznym” roku jak grzyby po deszczu wyrastały w kraju nieduże zakłady piwowarskie, dając ludziom zatrudnienie i stając się dumą lokalnych społeczności. Produkcja szła pełna parą. Skąd wzięła się taka popularność piw rzemieślniczych, nazywanych też kraftowymi? I to nie tylko w Polsce.

Smaczne i popularne

Międzynarodowy think tank Global Insights Series, przepytał piwoszy piw rzemieślniczych w 7 krajach – zarówno w USA, jak i Ameryki Południowej oraz europejskich. Prawie 80% respondentów było przekonanych, że piwo rzemieślnicze to nie tylko przemijająca moda. Młodzi ludzie, przede wszystkim pomiędzy 19 a 30 rokiem życia, ale i starsi, cenią w nim przede wszystkim smak. Chwalą też ogromny wachlarz oferty i korzystny stosunek jakości do ceny tych napojów.

Ludzie sami wpłacają

Jak organizowane są nowe, małe browary? Przecież drobni przedsiębiorcy nie mają najczęściej wystarczających pieniędzy na szeroko zakrojone inwestycje. Okazuje się, że chętnie sięgają do tzw. crowfundingu, a w ramach niego – „crowinvestingu”. Przekładając to na polski – do drobnego, ale masowego finansowania społecznościowego przez osoby prywatne, w zamian za udziały w nowopowstających zakładach. W 2020 r. wartość zakończonych kampanii crowdinvestingowych przeprowadzonych na 5 najważniejszych platformach internetowych sięgnęła 81 mln zł, o połowę więcej niż w poprzedzającym roku.

Gdy przyszło załamanie

Do marca ubiegłego roku rynek rósł dosłownie jak na drożdżach, dwucyfrowo. Gdy jednak przyszła pandemia, zaczęły się problemy i bywało różnie – raz lepiej, raz gorzej. Dziś sektor browarów rzemieślniczych, wraz z branżą gastronomiczną i hotelarstwem, znajdują się w sytuacji przedłużającego się lockdownu. Dla wielu, szczególnie tych najmniejszych producentów kraftowych piw oznacza to piętrzące się straty i problemy. W restauracjach, w pubach, kawiarniach itp., sprzedawały przed pandemią średnio ok. 30% produkcji. Najmniejsze browary znacznie więcej. Były i takie, które swój biznes oparły wyłącznie na serwowaniu piw do posiłków restauracyjnych.

Dlaczego nie do domu?

Gdy stało się to niemożliwe, zaproponowały klientom (oczywiście pełnoletnim) zakupy online, z dowozem do domu. Jednak takiej formy sprzedaży zakazano, powołując się na starą ustawę „o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi” (1982). Zakaz „przyklepały” jeszcze dwa wyroki NSA. Jeden z sądów w uzasadnieniu napisał, że „(…) celem ustawy było utrudnienie dostępności alkoholu, nie zaś uproszczenie jego dostarczenia klientowi”.

Zagrożenie jest iluzoryczne

Czy umożliwienie sprzedaży zdalnej lekkich napojów alkoholowych spowoduje wzrost spożycia tych napojów? Nie. Jest ona w stanie tylko w niewielkim stopniu zastąpić stacjonarne metody zbytu. Za to przyniesie dodatkowe pieniądze do skarbu państwa z podatku dochodowego, VAT oraz akcyzy. Teraz małe browary, żeby mieć przychody, muszą uciekać się do stosowania wybiegów. Można np. zamówić piwo i zapłacić zdalnie, a potem odebrać je w sklepie. Zostać członkiem klubu, który otrzymuje prezentowe paczki z piwem. Wybiegów bywa więcej, ale przecież już sama konieczność takiego kombinowania jest żenująca.

Akcyza narzędziem państwa

Polska jest bodaj jedynym krajem w Europie, w którym funkcjonuje zakaz sprzedaży „do drzwi”. Naszym drobnym piwowarom z miesiąca na miesiąc jest trudniej: narastają zatory płatnicze, pogarsza się ich płynność, tracą rynek. Pomocy brak, nawet w postaci rządowych „tarcz”. Na razie na nic zdały się tu liczne apele do decydentów słane przez organizacje skupiające małych producentów piwa, ale i wina, i cydru. Nałożyły się na to jeszcze kolejne kłopoty. Tym razem ze strony urzędów skarbowych, które usiłują kwestionować podczas kontroli wcześniej przyznane przez państwo zwolnienie z akcyzy do 50% produkcji sprzedawanej tzw. browarom kontraktowym (w hurcie). Jak wiadomo, poziomem akcyzy państwo może wspierać lub ograniczać spożycie (w tym alkoholu), kształtując dostęp do produktów bardziej lub mniej szkodliwych dla zdrowia. W tym przypadku, wcześniej słusznie uznało, że okazjonalne spożywanie piw rzemieślniczych, cydru, domowych win, czy nawet nalewek, nie generuje problemu zdrowotnego, promując za to wysoką kulturę picia alkoholu.

Pozostaje wierzyć, że będzie dobrze. Tak jak dla Polaków ważne jest wspieranie rodzimej gospodarki, tak sprzyjanie rzemiosłu spożywczemu powinno być elementem budowania w kraju gospodarki zrównoważonego rozwoju. Mieści się w niej jak najbardziej rozwój rzemieślniczych firm i produktów, które powinny liczyć na wsparcie państwa – w starciu z międzynarodową konkurencją wielkich koncernów.

Dorota Zielińska

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię

Najnowsze artykuły