fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

16.2 C
Warszawa
niedziela, 26 maja, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

„Le Monde” o KPCh mającej monopol na historię Chin i uważającej, że jako jedyna może właściwie służyć narodowi

Na stulecie powstania Komunistycznej Partii Chin odbyło się wiele uroczystości upamiętniających jej powstanie w lipcu 1921 r. To świetna okazja dla Xi Jinpinga, by odpowiednio ustawić narodową narrację.

Warto przeczytać

Jeden z najnowszych chińskich pomników – wzniesiona 18 stycznia 2020 r. we wsi Mao Lou w północnym Henan statua Mao Zedonga, założyciela Republiki Ludowej, przedstawia go stojącego z uniesioną prawą ręką, podczas gdy w lewej trzyma czapkę. Stojąc tyłem do Żółtej Rzeki, wpatruje się w horyzont, a symboliczny wschodni wiatr rozchyla połę jego płaszcza. Obok niego znajduje się czarna marmurowa stela z trzema napisami: cytatem z wielkiego człowieka o Żółtej Rzece, cytatem Xi Jinpinga o wierności pierwotnym zobowiązaniom oraz wierszem ku chwale Mao. Na odwrocie znajduje się lista 134 mecenasów i wysokość ich datków na budowę pomnika. Datki wahały się od 200 do 6 888 juanów (25 do 890 euro), w sumie zebrano 97 036 juanów – opisuje statuę „Le Monde”.

Mao jako duch opiekuńczy

Nie bez kozery zbudowano ten pomnik w tak odległym miejscu. Ma on chronić wieś. Mieszkańcy zdradzają szczegóły. „Ta część drogi jest niebezpieczna. Mistrz feng shui doradził nam, aby umieścić go pod ochroną potężnej osoby. Ponieważ wioska nazywa się również Mao, uznaliśmy, że to najlepsze rozwiązanie” – mówią. 

Chińczycy i ludzie Zachodu odmiennie postrzegają historię Państwa Środka. Przynajmniej tę stosunkowo niedawną. Mao Zedong stojący na czele Komunistycznej Partii Chin (KPCh) i przewodzący krajowi od 1949 r. aż do swojej śmierci we wrześniu 1976 r. jest oceniany czasem w skrajnie odmienny sposób. Dla Europejczyków był okrutnym dyktatorem, odpowiedzialnym za śmierć co najmniej 30 mln rodaków. Inaczej widzą to Chińczycy. Dla ludzi Zachodu z kolei kimś ważnym i naprawdę istotnym dla Chin był żyjący w latach 1904-1997 Deng Xiaoping, który zainicjował poważne reformy gospodarcze. 

Jednak nawet tak odważny krytyk reżimu, jak historyk Wu Si nie sporządził czysto negatywnej oceny okresu rządów Mao. Uważa on, że co prawda „średni dochód nie wzrósł zbytnio w latach 1949-1979, ale poprawiła się wydajność i edukacja, a także oczekiwana długość życia”. Ograniczono jednak swobody. Chińczycy, nawet ci, którzy uważają Mao za dyktatora, równocześnie go podziwiają. Spędził on bowiem swoje życie, walcząc w bitwach, w które wierzył i je wygrał. 

Do dziś część Chińczyków postrzega go jako postać opiekuńczą. Jego portret wciąż wisi na pekińskim placu Tiananmen. Jednak nie tylko tam. Niektórzy Chińczycy podobiznę Mao umieszczają u wejścia do swojego domu. Czasem jego oblicze znajduje się obok domowego ołtarzyka buddyjskiego. 

Trzeba pamiętać, że w Chinach wizerunek każdego przywódcy komunistycznego – a w szczególności Mao – należy do Komunistycznej Partii Chin. Tej postaci się więc nie krytykuje! „Zdyskredytowanie Towarzysza Mao Zedonga byłoby zdyskredytowaniem naszej Partii i Państwa” – ostrzegał Deng Xiaoping „Ale też nie otaczamy go ślepym kultem” – tłumaczył. Sam reformator swój dorobek ocenił na ledwie 70 proc.

Powrót do przeszłości w Nanjie

Wśród fanów Mao jest Wang Hongbin piastujący od 1977 r. funkcję sekretarza generalnego małego miasta Nanjie. Twierdzi, że właśnie pod naciskiem społeczeństwa odrzucił liberalne reformy wprowadzone w 1978 r. przez Deng Xiaopinga. W 1981 r. przejął z powrotem kontrolę nad kilkoma zakładami rolno-spożywczymi, które gmina w międzyczasie sprywatyzowała.

Dziś mieszkańcy tego trzytysięcznego miasta odprowadzają do gminy 70 proc. swoich dochodów. Mają za to zagwarantowaną pracę, wyżywienie i schronienie. Dzieci uczą się tu za darmo. Dokładnie jak za czasów Mao.

Nie dziwi więc, że Wang Hongbin, ma poparcie obecnych władz w Pekinie. Tym bardziej że dzięki decyzjom sekretarza generalnego, miejscowość w żywy sposób odtwarza minione czasy, z których jest dumny nie tylko obecny reżim.

„Nanjie stało się prawdziwym »Maollywood«”. Tłumy wesołych turystów jeżdżą w elektrycznych wózkach, które przenoszą ich w czasie – opisuje miasto „Le Monde”. Nie ma korków na drogach i centrów handlowych powstających jak grzyby po deszczu w całym kraju. „Nie odwiedzasz startupów, ale stare fabryki makaronów błyskawicznych i sosów chili”.

To autentyczny powrót do przeszłości. Na głównym miejskim placu stoi posąg Mao. Towarzyszą mu ogromne portrety Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina oraz napis: „Mao jest człowiekiem. Nie jestem bogiem. Ale jego myśl przewyższa bogów”. Turyści chińscy przyglądają się temu z nostalgią. „To nasza młodość” – mówi przybysz z sąsiedniego Hunan. 

Coraz mniej posagów, ale wciąż takie same

Według oficjalnych informacji, w latach 1967-1969 wzniesiono 2 tys. posągów Mao Zedonga. Dziś pozostało ich zaledwie około 180. Wszystkie zbudowane są podobnie, według tych samych obowiązujących wymiarów. Każdy z nich coś symbolizuje: wysokość 7,1 m przypomina oficjalne narodziny Partii 1 lipca, całkowita wysokość wraz z podstawą sięga natomiast 12,26 m, gdyż wódz urodził się 26 grudnia.

Tej zasady nie powinno się łamać. To ryzykowne. Gdy w 2015 r. Sun Qingxin, ponadsiemdziesięcioletni miłośnik Mao, postanowił na polu w wiosce Zhushigang wznieść ku chwale swojego idola gigantyczny 37-metrowy, pokryty złotem posąg, nie nacieszył się nim długo. Koszt budowy rzeźby przedstawiającej siedzącego Mao wyniósł niebagatelne 3 miliony juanów (około 384 tys. euro). Sfinansowany przez bogatego przemysłowca, założyciela college’u, prezesa i patrona szpitala specjalizującego się w medycynie tradycyjnej oraz członka lokalnej Ludowej Komisji Konsultacyjnej pomnik został jednak zniszczony przez władze, bez wyjaśnienia, w nocy z 7 na 8 stycznia 2016 r.

Dziś w tym miejscu zobaczyć można jedynie kilka fragmentów pokrytego złotą folią betonu. Mieszkańcy wsi nadal są w szoku. „Przyszli zniszczyć go w środku nocy. Byli uzbrojeni i nawet aresztowali kilka osób” – opowiada jedna z rolniczek. „Każdy ma swoje przekonania. Ten przemysłowiec wierzył w Mao” – mówi taoista z pobliskiej świątyni. Nawet młodym jest żal postumentu. „Szkoda. Byłby z tego ładny plac publiczny” – uważa jeden z nich.

Statua powstała w biednym rejonie, który został dotknięty Wielkim Głodem (1959-1961). Tutejsi rolnicy nadal należą do biedniejszych. Wszyscy jednak żałują zniszczenia tego krzykliwego postumentu. 

Jak to zwykle bywa, ludzie zapominają po latach o tym, co było złe i idealizują przeszłość. Zwłaszcza że w obliczu coraz większych wymagań współczesnego świata wydaje się ona uspokajająca. Sprzyja temu też odpowiednia propaganda. To ona powoduje, że coraz popularniejsza staje się tzw. czerwona turystyka, a w przypadku Chin „turystyka pamiątkowa”.

Podróż do miejsc sentymentalnych

Partia, idąc za ciosem, odrestaurowała i uczyniła miejscem turystycznych wycieczek najbardziej znaczące miejsca i obiekty związane z historią rewolucji. „Zwiedzającym oferuje się długą podróż w czasie: od budynku w sercu francuskiej koncesji w Szanghaju, gdzie 23 lipca 1921 r. odbył się pierwszy kongres partii, do Xibaipo (Hebei), ostatniego przystanku Mao przed wkroczeniem do Pekinu w 1949 r.; od Zunyi (Guizhou), gdzie ten sam Mao w 1935 r. narzucił swoją linię postępowania wobec partyjnych przywódców wspieranych przez Sowietów, po jaskinie Yan’an (Shaanxi), gdzie przebywał przez kilkanaście lat pod koniec Długiego Marszu (1934-1935)” – informuje „Le Monde”.

Oczywiste jest, że takimi miejscami interesują się głównie osoby starsze, pamiętające czasy Mao Zedonga. Dla nich to podróż sentymentalna. Do tej swoistej pielgrzymki zachęcani są szczególnie ludzie związani z partią. Są to miliony Chińczyków i wydaje się, że większość z nich dobrze się bawi. Czasem cale grupy przywdziewają niebieskie mundury towarzyszy Mao noszone podczas Długiego Marszu. Nierzadko towarzyszą im też pieśni rewolucyjne.

Szczególnie w tym roku, w którym KPCh obchodzi stulecie istnienia, pracownicy przedsiębiorstw państwowych, bez względu na swoje polityczne przekonania, są proszeni o odwiedzenie co najmniej jednego ze świętych miejsc Partii. W takiej pielgrzymce wypada i należy wziąć udział. Niektórym proponuje się też wyjazd do Shenzhen To miasto będące symbolem reformy i otwarcia, o których zadecydował Deng Xiaoping. To równocześnie przeciwieństwo kanonów maoizmu. I wbrew pozorom, nie ma w tym żadnej sprzeczności, bo Partia pokazuje swoją zdolność do adaptacji, co ma przekonywać o jej prawdziwej sile.

Kapitalizm jest złem koniecznym

„Duszą myśli Mao Zedonga, było poszukiwanie prawdy w faktach”. Xi Jinping podkreślił to w swoim przemówieniu z okazji 120-lecia urodzin Wielkiego Sternika Narodu – 26 grudnia 2013 r. „To jest podstawowy pogląd marksizmu, podstawowy wymóg dla chińskich komunistów, aby poznać i przekształcić świat” – powiedział wtedy Xi. „Chiny są i będą przez długi czas w pierwotnej fazie socjalizmu. To właśnie w oparciu o tę prawdę forsujemy reformy i rozwój oraz formułujemy naszą politykę, która musi w pełni odzwierciedlać niezbędne wymogi tej zasadniczej sytuacji” – dodał.

Mówił też o kapitalizmie, który, jak podkreślił, jest „pierwotną fazą socjalizmu”, jest więc „złem koniecznym i tymczasowym”. Tylko dlatego władze dopuściły, by w Szanghaju, tuż obok budynku koncesji francuskiej, gdzie odbywał się kongres założycielski, powstały luksusowe sklepy z zachodnim towarem.

„Poszukiwanie prawdy w faktach” sprawiło, że KPCh mógł „stać się najpotężniejszą maszyną polityczną, jaką kiedykolwiek stworzono”. Nie ma w dziejach żadnej formacji politycznej, która panowałaby nad tak wielką liczbą ludzi przez tak długi czas. Pod rządami tej właśnie partii Chiny po dziesięcioleciach wojny domowej stały się drugą co do wielkości gospodarką świata.

„O ile Partia jest mistrzem w promowaniu swoich sukcesów, o tyle nie pozostawia nikomu możliwości inscenizowania własnej historii, nawet jeśli oznacza to pisanie jej na nowo. Stulecie niepodległości Chin jest więc w Chinach tematem niezliczonych pokazów, wystaw i uroczystości. Z drugiej strony, książek jest niewiele i są bardzo rzadkie” – wyjaśnia „Le Monde”.

Warta uwagi jest opublikowana w lutym tego roku przez samą partię „Krótka historia Komunistycznej Partii Chin”. Ponieważ Partia jako jedyna może pisać na ten temat, wyszedł panegiryk. Tak opisuje książkę „Le Monde”: 531 stron wydrukowanych dużą czcionką, z czego ponad jedna czwarta (146 stron) poświęcona jest ostatnim ośmiu latom rządów Xi Jinpinga. W porównaniu z 12 stronami, które przysługują Rewolucji Kulturalnej (1966-1976). A te 12 stron dotyczy całej dekady, łącznie ze zbliżeniem ze Stanami Zjednoczonymi, które rozpoczęło się w 1972 roku… W tej książce rewolucji kulturalnej sensu stricto przysługują niecałe dwie strony. Pisze się, że „duża część urzędników i ludu była okrutnie represjonowana”, ale na próżno szukać najmniejszej wzmianki o przemocy i upokorzeniach, jakich doznawali intelektualiści.

„Ani słowa o klęsce głodu w latach 1958-1961. Tylko uznanie w 1962 r. »niezwykle trudnej sytuacji spowodowanej Wielkim Skokiem Naprzód«”. Ta sama cisza o „Czerwonej Książeczce”. Od 1964 do połowy lat 70. wydrukowano ponad miliard jej egzemplarzy, wywarła ona wpływ na cały świat. Przetłumaczona na około 60 języków, została rozprowadzona w ponad 150 krajach. „Każdy Chińczyk musiał mieć ją stale w ręku, jeśli to możliwe z palcem wskazującym między dwiema stronami, aby udowodnić, że ją czyta” – zauważył Robert Guillain, ówczesny korespondent „Le Monde”. Ponieważ jednak jej sprzedaż została zakazana od lutego 1979 r., można ją dziś znaleźć jedynie na pchlich targach.

Wybielanie i mitologizacja przeszłości

Trzeba przyznać, że oficjalna historia wspomina nawet ruch studencki i protesty na placu Tiananmen, które rozpoczęły się 15 kwietnia 1989 r. Nie bez kozery. Robi to bowiem po to, by wyjaśnić, że „garstka ludzi wykorzystała błędy partii i rządu, niepokój społeczeństwa związany z inflacją i niezadowolenie z korupcji niektórych funkcjonariuszy partyjnych”, by „wzniecić rozruchy przeciwko kierownictwu partii i reżimowi socjalistycznemu”. Dokonaną tam masakrę tłumaczy się dalej tak, że w odpowiedzi na rozwój „antyrewolucyjnych zamieszek” i „okupację placu Tiananmen”, 4 czerwca podjęto „zdecydowane środki”, aby „stłumić bunt i przywrócić porządek w Pekinie i innych miastach”. O tym, że było kilka tysięcy zabitych, już się nie mówi. 

Z kolei mitycznym eposem stał się Długi Marsz, trwający od października 1934 r. do października 1935 r., podjęty przez Mao chcącego uciec przed nacjonalistycznymi wojskami. Xi Jinping wykorzystał to, wzywając naród do „nowego Długiego Marszu” w maju 2019 r. Zrobił to w związku z problemami, jakie miał z ówczesnym prezydentem USA Donaldem Trumpem. Nawoływał do tego w Jiangxi, z którego Mao rozpoczął swoją podróż, nie wspominając jednak, że wtedy spośród 100 tysięcy mężczyzn rozpoczynających marsz, przeżyło i dotarło do celu niecałe 8 tysięcy. 

Partia ma monopol na prawdę

Od 1949 r., kiedy to Partia doszła do władzy, stara się ona pokazać, że jedynie ona może służyć w sposób właściwy narodowi, bo tylko jej wizja historii jest prawidłowa. Na początku przecież wyzwoliła kraj podporządkowany Zachodowi od czasu pierwszej wojny opiumowej w 1839 roku. Xi Jinping opisując w 2017 r. poprzednie stulecie, nazwał je wprost okresem upokorzenia i wstydu. „W tamtych czasach Chiny były grubą owcą obiecaną do poświęcenia!” – powiedział.

Na Południowej Bramie Zhongnanhai, dzielnicy na zachód od Zakazanego Miasta, widnieje wypisane złotymi literami wykaligrafowane przez Mao na czerwonym tle motto: „Służyć ludowi”.

Nie można zatem krytykować Partii. Byłoby to równoznaczne z chęcią zaszkodzenia narodowi chińskiemu. Po swoim mianowaniu Xi Jinping przypomniał, że „jeśli ktoś chce zniszczyć naród, pierwszą rzeczą, jaką robi, jest zniszczenie jego historii”. Lecz historia, jaka dziś istnieje w Chinach, jest tylko jedna – oficjalna. Każda inna jej wersja to „nihilizm”, który musi być zwalczany. Do połowy maja usunięto z Internetu dwa miliony „nihilistycznych” treści. Pomogli niektórzy gorliwi obywatele. Można bowiem łatwo wspomóc w tym reżim, od kiedy wydział propagandy uruchomił w kwietniu specjalną gorącą linię, pozwalającą zgłaszać wszelkie „zniekształcenia historii Komunistycznej Partii Chin, nowych Chin, reformy i otwarcia oraz rozwoju socjalizmu; ataki na przywództwo Partii, ideologię przewodnią, wytyczne i politykę; zniesławianie bohaterów i męczenników; kwestionowanie doskonałości tradycyjnej chińskiej kultury, kultury rewolucyjnej i zaawansowanej kultury socjalistycznej”.

Nawet nieomylny może się mylić

„Le Monde” przypomina, że istniejąca już sto lat Partia tylko dwukrotnie przyjęła rezolucje kwestionujące jej własną historię: w 1945 i 1981 r. „Pierwsza, z 1945 r., stwierdzała, że marksizm jest teorią uniwersalną, ale sytuacja Chin jest wyjątkowa. Gdy wojna z Japonią zbliżała się ku końcowi, a KPCh była u progu władzy, w dokumencie uznano, że Mao miał rację, kładąc nacisk na wiejską partyzantkę, podczas gdy inni przywódcy, często szkoleni w szkole radzieckiej, skupiali się na rewolucji miejskiej. W ten sposób rezolucja z 1945 r. uświęca zwycięstwo Mao i jego władzę nad Partią.

Druga rezolucja z 1981 r. miała na celu zamknięcie rozdziału o Rewolucji Kulturalnej, bez stawiania przed sądem Wielkiego Sternika. Lepiej jest oskarżyć jego otoczenie i lewaków w partii o „manipulowanie nim”. 

Brytyjski sinolog Kerry Brown w swojej książce „China’s Dream” pisze, że „rezolucja z 1981 r. nie miała na celu stworzenia konsensusu w sprawie czegoś, co nazywa się »historią« i w sprawie wydarzeń, które rzeczywiście miały miejsce, ale była odpowiedzią na polityczne imperatywy, aby zachować wyjątkowy status Partii i jej monopol na prawo do interpretowania historii”. 

Xi, podobnie jak poprzednicy, jest daleki od kwestionowania tego monopolu. Ma jednak ambiwalentny stosunek do Rewolucji Kulturalnej. Wciąż dostęp do grobu żony Mao jest blokowany przez strażników, gdyż to ją uznano za główną osobę odpowiedzialną za ekscesy tamtej dekady. Z drugiej strony kilka tygodni temu jej grób był jednym z najbardziej ukwieconych na cmentarzu. Także wspomniana już „Krótka historia Komunistycznej Partii Chin” uznaje okres 1949-1976 za „cenne doświadczenie w zgłębianiu socjalizmu”. „Ogromnym osiągnięciem” nazywa stworzenie w tym czasie krajowego przemysłu, wyprodukowanie dwóch bomb, wystrzelenie satelity i utrzymanie suwerenności narodowej. Książka ta jest więc sprzeczna z rezolucją przyjętą przez Deng Xiaopinga w 1981 r. Dla niego przecież „Rewolucja Kulturalna była strategiczną i totalną lewicową pomyłką”, niewartą nawet zapamiętania. 

Historia Partii częścią historii Chin

Ojciec obecnego przywódcy Chin, jako ofiara Rewolucji Kulturalnej, został wygnany na ponad 15 lat. Urodzony w 1953 r. Xi Jinping musiał wtedy zamieszkać na prawie siedem lat na wsi Liangjiahe w Shaanxi, będącej obecnie oczywiście mekką „czerwonej turystyki”. Jednak Xi nigdy nie dopuścił się nawet najmniejszej krytyki Mao czy Rewolucji Kulturalnej. Uważa, że pobyt na wsi pozwolił mu poznać ludzi, zwłaszcza chłopów. Nie mając do 24. roku życia dostępu praktycznie do niczego poza książkami Mao, posiadł taką, a nie inną kulturę polityczną. Dla niego jedność partii jest ważniejsza niż wszystko inne. Tak jak dla Mao.

Posuwa się jednak dalej niż Wielki Sternik – chce wpisać historię KPCh w historię kraju. Okładkę książki poświęconej stuleciu Partii zdobi więc symbolicznie Wielki Mur. 

Na poważnie jednak zrywa się dziś z Rewolucją Kulturalną, czego wyrazem jest fakt, że obecnie „kwestionowanie doskonałości tradycyjnej kultury chińskiej” uznaje się za niedopuszczalne zachowanie nihilistyczne. Coraz częściej młode Chinki robią sobie selfie w okolicach Zakazanego Miasta czy Pałacu Letniego, ubrane w tradycyjne stroje. Dziś Partia to wręcz popiera.

Konfucjusz „wspiera” kulturę

Ewolucja w Państwie Środka wyraźnie postępuje. Profesor Collège de France, sinolog Anne Cheng twierdzi, że „Chiny stawiają teraz na cywilizację, jakby chcąc zastąpić to, co zostało sumiennie zniszczone podczas Rewolucji Kulturalnej”. 

Historia, nawet ta najstarsza, staje się więc coraz bardziej istotna. Sam Xi Jinping podkreśla dziś znaczenie archeologii. W maju partyjne służby propagandowe zorganizowały wizytę w Sanxingdui, stanowisku archeologicznym w Syczuanie, gdzie odkryto liczne przedmioty pochodzące z epoki brązu. 

„Le Monde” wspomina, że „od 2000 r. chińscy archeolodzy zaczęli datować początek chińskiej cywilizacji na 2070 r. p.n.e., a Partia włączyła termin »cywilizacja« do dwunastu kardynalnych wartości socjalizmu w listopadzie 2012 r., w tym samym czasie, gdy poparła Xi Jinpinga”. 

To sprzeczność. Jednak Chińczycy niekoniecznie zdają sobie z niej sprawę. Obecnie niektórzy odwiedzają miejsce narodzin Konfucjusza, filozofa, którego kult przywrócono w maju 1934 r., a który dziś firmuje swoim nazwiskiem instytuty zajmujące się promocją kultury chińskiej na całym świecie. 

Partia jest więc bardzo plastyczna. Wierzy też, że jej stulecie jest tylko „wstępem do wielkiego tysiącletniego dzieła”.

Więcej artykułów