fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

16.4 C
Warszawa
niedziela, 23 czerwca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Filipiny wracają do Stanów po chińskim incydencie

Nowy prezydent Filipin Ferdinand Marcos Jr. w lutym tego roku, po raz pierwszy odwiedził Japonię. Wraz z nim przybyło tam 240 biznesmenów. Wizyta trwała pięć dni, a to bardzo długo, jak na wizytę z udziałem głowy państwa. W tym czasie Marcos otrzymał zobowiązania inwestycyjne oraz pomoc finansową na łączną kwotę 13 mld dolarów. Pochodziły one zarówno od japońskiego sektora publicznego, jak i prywatnego – informuje „Nikkei Asia”.

Warto przeczytać

Filipiński prezydent spotkał się między innymi z japońskim premierem Fumio Kishidą, z którym podpisał porozumienie w sprawie uproszczenia procedur pozwalających w razie potrzeby wysłać Japońskie Siły Samoobrony (SDF) na Filipiny, by mogły tam nieść pomoc humanitarną albo pomóc w walce ze skutkami katastrof naturalnych.

Jeszcze przed przyjazdem do Japonii, w styczniu tego roku, Marcos odbył inną podróż służbową – do Chin. Z tamtejszym prezydentem Xi Jinpingiem podpisał umowy inwestycyjne o wartości prawie 23 mld dolarów. Postanowił też utworzyć gorącą linię, by możliwe było „pokojowe” rozwiązanie sporów terytorialnych między Filipinami i Chinami, dotyczących terytoriów na Morzu Południowochińskim.

Mogłoby się wydawać, że w relacjach z Filipinami Chiny prześcignęły Japonię, ponieważ ich inwestycje są większe, a kwestie bezpieczeństwa dalej idące. Nie jest to jednak takie oczywiste.

W anglojęzycznym dzienniku filipińskim „Inquirer”, 15 lutego opublikowano artykuł zatytułowany „A Windfall from Japan” („Nieoczekiwany przypływ z Japonii”), w którym można znaleźć pochwałę skuteczności Japonii „w przeciwieństwie do innych krajów, które obiecały miliardy dolarów na inwestycje, ale zrealizowały tylko dwu lub czteropasmowe mosty przecinające wąską rzekę Pasig, a co gorsza, użyły laserów wojskowych, które spowodowały tymczasową ślepotę naszego personelu Straży Przybrzeżnej na wodach uznanych przez społeczność międzynarodową za należące do naszej wyłącznej strefy ekonomicznej”.

Te „inne kraje” to rzecz jasna Chiny. Wspomniany powyżej incydent z laserem odnosi się do wydarzenia, które miało miejsce 6 lutego na kontrolowanych przez Filipiny Wyspach Spratly na Morzu Południowochińskim. Statek należący do chińskiej straży przybrzeżnej skierował wtedy zielony laser „klasy wojskowej” na filipiński statek, który transportował zaopatrzenie dla stacjonujących w pobliżu wojsk filipińskich. Oślepiło to załogę okrętu.

Ponieważ wizyta prezydenta w Japonii miała się rozpocząć dwa dni później, incydent z laserem odebrano jako symboliczne ostrzeżenie wysłane przez Chiny, które nie chcą, by Filipińczycy zbliżali się do Japonii czy Stanów Zjednoczonych. Tymczasem już cztery dni wcześniej, amerykański sekretarz obrony Lloyd Austin odwiedził stolicę kraju Manilę, gdzie doszło do porozumienia w sprawie rozszerzenia amerykańskiej obecności wojskowej na Filipinach. Obecnie Amerykanie mają dostęp do pięciu baz wojskowych, ale na mocy nowych ustaleń ta liczba zostanie zwiększona do dziewięciu.

Chociaż Pekin i Manila wydały wspólne oświadczenie podczas wizyty Marcosa w Chinach, w którym czytamy między innymi o „odpowiednim zarządzaniu różnicami za pomocą środków pokojowych”, to późniejszy incydent z laserem, filipiński Departament Spraw Zagranicznych nazwał aktem agresji i określił, jako „niepokojący i rozczarowujący”, tym bardziej że miał miejsce tak krótko po prezydenckiej wizycie.

Informacje o zachowaniu chińskiej straży przybrzeżnej podano do publicznej wiadomości dopiero tydzień później, 13 lutego. Chociaż przed objęciem stanowiska prezydenta, Marcos wydawał się politykiem prochińskim, to chińska prowokacja sprawiła, że podjął odpowiednie inicjatywy dyplomatyczne.

Jako kandydat w wyborach prezydenckich Marcos zawarł polityczny sojusz z Sarą Duterte, córką Rodrigo Duterte, poprzedniego prezydenta Filipin. Marcos obiecał, że będzie kontynuował linię polityczną swojego poprzednika. Choć Rodrigo Duterte przez większą część swoich rządów utrzymywał sojusz z USA, to relacje między tymi krajami pogorszyły się po tym, jak Waszyngton uznał filipiński sposób prowadzenia wojny z narkotykami za naruszanie praw człowieka. Wtedy Duterte wystąpił do Chin o wsparcie ekonomiczne.

Chiny jednak mają roszczenia terytorialne dotyczące Morze Południowochińskiego, które w 2016 r. Międzynarodowy Trybunał w Hadze uznał za bezpodstawne – w procesie, którego inicjatorem były właśnie Filipiny. To zwycięstwo nie było jednak znaczące, bo sam Duterte określił wyrok trybunału jako „kawałek papieru” i postanowił, że nie będzie już agresywnie dochodził roszczeń terytorialnych wobec Chin.

Zdaniem Marcosa polityka zagraniczna prowadzona przez Duterte obrała właściwy kierunek. Określił Chiny jako „naszą jedyną opcję”. Zaraz po ogłoszeniu swojej kandydatury w wyborach prezydenckich spotkał się w Manili z chińskim ambasadorem. Jednak, kiedy zwyciężył, zmienił swoje podejście i zapowiedział, że nie zgodzi się na morskie ustępstwa względem Chin.

Wydaje się, że istnieją dwa powody tej zmiany zdania.

Pierwszym jest niewielki zysk, jaki Filipinom dała skoncentrowana na Pekinie polityka zagraniczna Duterte. Kiedy w 2019 r. prezydent Duterte przemawiał na konferencji „Future of Asia”, pytał: „czy słuszne jest, aby kraj rościł sobie prawo do całego oceanu?” – mając na myśli chińskie ambicje terytorialne. Zaznaczył jednak, że jest nadal otwarty na rozmowy z Pekinem. „Kocham Chiny” – powiedział wtedy i dodał, że „jesteśmy przyjaciółmi i nie mogę sobie pozwolić na wojnę z nikim”.

Duterte najpewniej liczył na to, że wzmocnienie więzi gospodarczych z Chinami pozwoli rozładować napięcia dyplomatyczne i militarne. Odwiedzał Chiny często i wciąż otrzymywał nowe obietnice wielomiliardowych inwestycji, ale nawet połowa z nich nie została zrealizowana. Nie powstrzymało to jednak chińskich prowokacji na Morzu Południowochińskim. Chiny nieustannie przekształcały sztuczne wyspy w wojskowe bazy, a na terenach spornych tworzyły własne okręgi administracyjne.

„Doświadczenie Duterte pokazało, że Chiny okazują się niewiarygodnym partnerem” – powiedział Makoi Popioco z Australian National University.

Drugi powód, dla którego Marcos mógł zmienić swoje nastawienie, to wewnętrzna presja polityczna na odbudowę sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, który za Duterte’a został mocno nadwątlony. W lutym 2020 r. Duterte zagroził Stanom wycofaniem się z dwustronnego porozumienia o „siłach wizytujących”, ponieważ Amerykanie odmówili wydania wizy byłemu szefowi filipińskiej policji. Oznaczałoby to dla Stanów utratę możliwości dokowania okrętów w filipińskich portach i zapewne anulowałoby wspólne ćwiczenia wojskowe.

„Sześć lat administracji Duterte było swego rodzaju testem wytrzymałościowym dla konwencjonalnej polityki dyplomatycznej i bezpieczeństwa kraju. Filipinom w jakiś sposób udało się przejść ten test” – skomentował Yusuke Takagi, profesor nadzwyczajny w National Graduate Institute for Policy Studies w Tokio.

Chiński prezydent podczas styczniowych odwiedzin Marcosa określił przyjaźń między ich państwami jako „niezastąpioną”. Zauważył też, że stosunki dyplomatyczne między Filipinami a Chinami zostały zawiązane w 1975 r., kiedy prezydentem Filipin był Marcos senior, ojciec obecnego prezydenta. Tyle że Marcos senior był dyktatorem i stracił władzę podczas rewolucji w 1986 r., po utracie wsparcia narodowych sił zbrojnych. Jeśli zaś weźmiemy pod uwagę, że filipińska armia ma dziś silne relacje z Pentagonem, to oddalenie się od Pekinu byłoby właśnie krokiem w stronę, która pozwoliłaby obecnemu prezydentowi nie pójść w ślady swojego ojca.

Nie musi to jednak oznaczać powrotu do wcześniejszej polityki zagranicznej Filipin, ponieważ możliwe są jeszcze inne rozwiązania Victor Manhit, prezes Styatbas, think tanku z Filipin, zauważył: „Zaakceptowaliśmy, że musimy iść i szukać przyjaciół i sojuszników poza Stanami Zjednoczonymi”.

Przeczytaj także:

Na porozumienie z Japonią, Filipinom pozwoliło uproszczenie procedur wysyłania pomocy wojskowej. Rozszerzenie tej współpracy umożliwiłoby im prowadzić wspólne ćwiczenia wojskowe. Kiedy Marcos wrócił z Japonii, do Filipin przyleciał na zaproszenie rządu Richard Marles – australijski minister obrony. Rozpoczęto regularne rozmowy między ministerstwami obrony Australii i Filipin, a warto wspomnieć, że te kraje mają już obustronne porozumienia wojskowe. Jeśli takie same porozumienia zostaną podpisane z Japonią, możliwe będzie przeprowadzenie na Morzu Południowochińskim wspólnych ćwiczeń Stanów Zjednoczonych, Australii, Japonii i Filipin – coś, czego Chiny bardzo by nie chciały.

Pekin kontynuuje natomiast dyplomatyczne potknięcia. Wspomniany incydent z laserem nie był pierwszym z nich. Podobna afera miała miejsce w 2020 r., kiedy inny chiński okręt oślepił laserem załogę filipińskiego okrętu wojennego. Działo się to wtedy, gdy Manila zamierzała zerwać porozumienie ze Stanami, ale chińska prowokacja odwróciła obrany przez Filipińczyków kurs – umowę utrzymano, Amerykanie mogli nadal prowadzić ćwiczenia wojskowe na Filipinach (których rocznie przeprowadzali nawet 300).

W tej chwili cztery azjatyckie kraje, to znaczy Filipiny, Japonia, Korea Południowa i Tajlandia (a także Australia, która nie leży w Azji, ale graniczy z jej wodami), mają dwustronne sojusze ze Stanami Zjednoczonymi. Możliwe, że z czasem zamienią się one w sojusz wielostronny. Paradoksem jest fakt, że w przypadku Filipin relacja z USA została praktycznie wymuszona przez Chiny, które miały wcześniej okazję zdobyć nowego sojusznika, ale tylko sobie zawdzięczają odwrotny obrót sytuacji.

Więcej artykułów