fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

16.4 C
Warszawa
niedziela, 23 czerwca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Dlaczego Chiny są tak agresywne?

Chiny wykazują agresywne działania na arenie międzynarodowej. „National Interest” zastanawia się, czy wynika to z potęgi tego państwa, czy też jego specyficznych cech wewnętrznych.

Warto przeczytać

Obserwatorzy i komentatorzy polityczni są w zasadzie zgodni: od mniej więcej 2010 r. Chiny prowadzą coraz bardziej agresywną politykę zagraniczną. Nasuwa się jednak pytanie o to, jaka jest relacja między tą zewnętrzną postawą a wewnętrzną polityką Pekinu. Czy mnogość konfliktów, w które wikłają się Chiny, jest jedynie efektem skali i wypływa z wielkości tego światowego mocarstwa? Czy może Chińska Republika Ludowa (ChRL) charakteryzuje się unikalnymi cechami wynikającymi z jej szczególnej historii i rządów Komunistycznej Partii Chin (KPCh)?

Zachodni politycy często obarczają winą za agresywne zachowania Pekinu panującą partię. Tak robił między innymi Mike Pompeo, sekretarz stanu za czasów prezydentury Donalda Trumpa, tak samo robi obecny prezydent USA Joe Biden. Prawda jednak jest taka, że wiele politycznych zachowań Chin jest typowych dla mocarstw. Jest w tym pewien unikalny chiński rys, ale ogólna zasada działania pozostaje typowa dla wielkich i silnych państw: wywieranie presji na mniejsze i słabsze kraje, aby przyjęły one chińską agendę, uważając przy tym, że zmienia ona świat na lepsze. W ten sam sposób działały wcześniej Wielka Brytania, Rosja, Stany Zjednoczone czy Japonia.

Są jednak pewne elementy wewnętrzne, które charakteryzują Chiny, a jednocześnie mogą tłumaczyć ich konfliktowość.

Pierwszym takim elementem jest przesadna koncentracja władzy. Gdy pełnia władzy spoczywa w jednych rękach, błędne decyzje mogą przynieść opłakane skutki. Widzieliśmy to na przykład w latach 1958-1960, kiedy Mao Zedong postanowił wykonać Wielki Skok Naprzód, czyli przyspieszyć industrializację Chin. W tym celu zachęcał chłopów do produkcji stali. Chłopi nie mieli jednak odpowiedniego przygotowania, wiedzy czy technologii. W konsekwencji rynek zalała kiepskiej jakości surówka, zamiast potrzebnej stali. Co gorsza, ucierpiała na tym produkcja rolna, co doprowadziło do masowego głodu, który według najłagodniejszych rachunków pochłonął 20 mln ofiar.

Nieograniczona władza Mao doprowadziła do tej sytuacji, ale jednocześnie ją zaogniła, ponieważ podwładni przewodniczącego Mao niejednokrotnie obawiali się przekazywać niekorzystne dane, które wskazywałyby na niepowodzenie przyjętego planu. Nic dziwnego, bo kiedy generał Peng Dehuai odważył się wyrazić sprzeciw, został ukarany. Te doświadczenia sprawiły, że późniejsi przywódcy Chin, zanim ogłosili ważne decyzje, konsultowali je z członkami Stałego Komitetu Biura Politycznego. Kolejnych sekretarzy generalnych nie otaczano też takim kultem jak Mao.

Xi Jinping przywrócił jednak dawny model władzy. Model, który już raz zawiódł. Spadek międzynarodowej reputacji Chin za kadencji Xi nie powinien więc dziwić. W jego efekcie wiele światowych gospodarek dystansuje się, wobec tego państwa. Autokratyczne decyzje podejmowane są w pojedynkę, w oparciu na jednym zdaniu, jednym punkcie widzenia. Chociaż KPCh głosi, że jej przywódca jest najwspanialszym i najmądrzejszym człowiekiem na Ziemi, rozsądnie jest zakładać, że większa liczba decydentów pozwoliłaby na podejmowanie lepszych decyzji.

Druga sprawa to prowadzenie przez ChRL polityki zagranicznej pod publiczkę. Polityka zagraniczna z natury nacechowana jest pewną sprzecznością, przez którą jej skuteczność i popularność nie zawsze idą w parze. Przez to wspieranie państwowych interesów nie zawsze jawi się obywatelom jako obrona ich praw i godności i vice versa. Opinia publiczna oczekuje niekiedy od rządu demonstracji siły i przyjęcia agresywnej postawy tam, gdzie łagodzenie konfliktów mogłoby dać lepszy efekt.

W Chinach ta tendencja jest dość wyraźna i współbrzmi z kultywowanym przez partię etosem żalu wobec obcokrajowców, ich rzekomych krzywdzicieli. Wypływa stąd niezdrowa, często wroga postawa reżimu Xi w kontaktach międzynarodowych. Takie zachowania spotykają się jednak z krajową sympatią. Chiński nacjonalizm wyznacza więc kurs działań sporej części dyplomacji. Chińczycy niezwykle łatwo się obrażają, we wszystkim doszukują zniewag i niechętnie idą na kompromisy. To ostatnie w szczególności dotyczy kwestii terytorialnych, tematu pilnie śledzonego przez krajowe media.

Po trzecie, stosunki międzynarodowe Chin są trudne z powodu wiecznych rządów jednej partii. W innych systemach, gdzie mamy do czynienia z dwoma partiami lub więcej, panuje między nimi konkurencja, która sprawia, że próbują one zaproponować jak najlepsze rozwiązania, także w obrębie polityki zagranicznej i rozliczają swoich przeciwników ze wszystkich złych decyzji. Brak opozycji w Chinach uniemożliwia jednak prowadzenie konstruktywnej krytyki. Nie ma też okresowej oceny rządów w formie wyborów czy wymiany partii w razie braku sukcesów. Wiecznie panująca partia uważa się za doskonale cnotliwą, zawsze stojącą po stronie pokoju i sprawiedliwości, przez co każda z prowadzonych przez nią polityk zagranicznych musi być bezbłędna.

Postawa taka sprawia jednak, że partia niechętnie podejmuje ryzyko, nie potrafi negocjować kompromisów i brakuje jej kreatywności przy rozwiązywaniu problemów mogących pojawiać się w polityce zagranicznej, co widzimy doskonale w relacjach z Tajwanem. KPCh okopała się na stanowisku, że Tajwan powinien albo ogłosić się oficjalnie prowincją chińską, albo szykować do wojny. To stanowisko zbudowane jest na XIX-wiecznym podejściu do suwerenności, które nie uwzględnia XX-wiecznej zasady samostanowienia. Od 1979 r. Chiny uważają, że w ramach zasady „jeden kraj, dwa systemy” Tajwan powinien być częścią ich kraju i akceptacja oraz realizacja tego stanowiska przez Tajwan jest najlepszym rozwiązaniem napięć panujących w Cieśninie Tajwańskiej. Paradoksalnie dyskurs ten utrzymano nawet po naruszeniu obietnic składanych przez Pekin w związku z Hongkongiem.

Po czwarte konfliktowa polityka zagraniczna jest wpisana w historię Chin. Przywódcy tego wiekowego kraju od dawna zachowywali się agresywnie w interakcjach z sąsiadami.

Chińskie postrzeganie stosunków międzynarodowych od zawsze było hierarchiczne. W przekonaniu ChRL państwo to przez wiele wieków było najbardziej wpływowe i potężne. Cesarz władał nie tylko swoim krajem, był prawowitym władcą wszystkiego, co znajdowało się pod niebem. Spora część Chińczyków uważa, że ościenne królestwa płaciły Chinom specjalną daninę zapewniającą im ochronę.

Taka historyczna, a nawet historiozoficzna perspektywa zwiększa napięcie w relacjach Chin z wieloma państwami, zwłaszcza tymi, które leżą najbliżej. Zresztą politycy z krajów Azji Południowo-Wschodniej faktycznie obawiają się powrotu chińskiej dominacji. Dzisiejsza, zaktualizowana taktyka jej zdobycia polega na wykorzystywaniu przewagi gospodarczej do zmuszania innych państw, by uznały chińską suwerenność na dużych obszarach terytorialnych. Jednocześnie Chiny próbują zwalczać wpływy USA w tym regionie, widząc w nich zewnętrznego wroga. Tym samym inne państwa, które ułożyły się ze Stanami, nawet tak ważne, jak Japonia, nie są przez Chiny postrzegane jako równe.

KPCh często odwołuje się do historii Chin, jednak jest to historia mocno przekłamana, w której Chiny zawsze były pokojowym krajem i nigdy nie stosowały agresji. Po złotym wieku nadeszła jednak era nowożytna, a Chinom przypadła rola ofiary (było to bainian guochi, czyli „stulecie narodowego upokorzenia”), ciężko doświadczonej przez europejski kolonializm i inwazję Japonii. Jako niedawne ofiary Chińczycy nie potrafią zrozumieć i sympatyzować z sąsiadami, którzy dziś czują się zagrożeni. Skoro historia ewidentnie pokazuje, że nie są agresywni, czego tu się w ogóle bać? Powszechnie uważa się, że partyjne działania militarne mają charakter czysto defensywny, a w perspektywie ostatnich stu lat – bardzo zresztą uzasadniony. Jeśli Chiny były tak bardzo gnębione przez bliższy i dalszy Zachód, to naturalne, że próbują się zabezpieczyć przed powtórzeniem tych sytuacji. Jeśli zaś ktoś uważa inaczej, musi mieć – zdaniem Chińczyków – jakieś ukryte i zapewne wrogie motywacje.

Po piąte – i to już ostatni powód, dla którego trudno porozumieć się z Chinami – KPCh uważa, że liberalizm polityczny jest groźny. Zagraża przede wszystkim monopolowi partyjnej władzy, którego utrzymanie jest priorytetem chińskich polityków, bez względu na to, czy zajmują się sprawami wewnętrznymi, czy zewnętrznymi. Niechęć wobec liberalizmu jest też połączona z niechęcią wobec USA, pełniącego funkcję ikony zachodnich systemów liberalnych. Zdaniem Chińczyków demokracja jest tylko narzędziem, które USA próbuje wykorzystać do tego, by obalić KPCh, co pozwoliłoby osłabić Chiny i zaprowadzić dominację Stanów w Azji.

Nic zatem dziwnego, że zachodnia demokracja jest przez Chiny dyskredytowana, by nie powiedzieć „demonizowana”. Wierzą oni, że to tylko pretekst, by ingerować w sprawy wewnętrzne innych państw. Nie chodzi tu tylko o próbę demokratyzacji Chin, której KPCh tak „dzielnie” stawia opór, ale o szerzenie demokracji liberalnej globalnie, co prowadzi do izolacji ChRL, jej osłabienia na międzynarodowej arenie i wzrostu wewnętrznej presji społecznej na dostosowanie się, dopasowanie do światowego porządku.

Chińczycy uwielbiają nawiązywać współpracę zagraniczną na drodze korumpowania lokalnych elit politycznych, a strategia ta byłaby znacznie trudniejsza, gdyby kraje partnerskie zaprowadziły u siebie liberalną demokrację. Są więc przeciwni szerzeniu idei wolnościowych i demokratycznych, w tym transparentności działań rządowych, odpowiedzialności władzy czy swobodom obywatelskim.

Przeczytaj także:

Tych pięć czynników kształtujących wewnętrzną dynamikę polityczną Chin, wpływa jednocześnie na prowadzone przez nie stosunki zagraniczne. Nowe Chiny rządzone przez Xi i partię są pełne arogancji i gniewu. Są też rosnącym w siłę mocarstwem, które powstaje na terenie kontrolowanym wcześniej przez inne mocarstwo. Prowadziłoby to do napięć w przypadku każdego innego państwa. Jednak wewnętrzny charakter Chin sprawia, że próby rozwiązania zaistniałej sytuacji są i najprawdopodobniej pozostaną wyjątkowo trudne.

Więcej artykułów