fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

4.7 C
Warszawa
poniedziałek, 4 marca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Polskość jako nienormalność. Uszlachcanie i uszlachetnianie.

Warto przeczytać

Ważny polski polityk Donald Tusk niegdyś napisał, że „polskość to nienormalność”, wytyczając dla siebie samego misję, by Polskę sprowadzić na dobra drogę i już nigdy więcej nie dopuścić do kolejnych polskich buntów i powstań, w których by ginęli najlepsi synowie tego narodu. Walka z „nienormalnością” jest kluczem pozwalającym zrozumieć podstawowe polskie podziały polityczne oraz trafnie ocenić werdykt wyborczy z 15 października 2023 roku. „Normalność” to mówienie jednym głosem z elitami rządzącymi Unią Europejską, bez „nienormalnego” buntowania się przeciw pewnym rozwiązaniom narzucanym przez te elity. Buntowanie się oznacza kolejne niepotrzebne ofiary własne, a tego nie chce nikt „normalnie” myślący.

Gdy jednak popatrzymy na półtora tysiąclecia historii Europy, dostrzeżemy liczne odstępstwa od zasady „normalności” nakazującej kapitulowanie przed silniejszym. W roku 732 w bitwie pod Poitiers Karol Młot odparł atak Arabów, zaś w roku 955 w bitwie na Lechowym Polu Otton I odparł atak Madziarów, wówczas jeszcze pogańskich łupieżców. To zaledwie początki bardzo długiej listy wydarzeń wskazujących na „nienormalność” naszych pradziadów, którzy stawali do boju w obronie wolności, nie zważając na to, że zapłacą cenę własnej krwi. Jednym z filarów życia kontynentu była tradycja rycerska, związana ze szczególnym etosem i etyką, a jednym z wyznaczników rycerskości była szlachetność. Na bazie tego ostatniego rzeczownika powstało słowo „szlachta”, jako oznaczenie warstwy społecznej dźwigającej obowiązek zbrojnej obrony ojczyzny. W Pierwszej Rzeczypospolitej mieliśmy demokrację szlachecką, w której każdy szlachcic miał republikańskie prawa i obowiązki obywatelskie. Jednym z tych obowiązków była gotowość poświęcenia własnego życia, a więc zachowanie „nienormalne” wedle standardów obowiązujących w dzisiejszym świecie konsumpcyjnym.

Czy istotnie gotowość do płacenia własną krwią jest aż tak „nienormalna”? A może to właśnie dzisiejszy „normalny” konsupcjonizm zawiera sam w sobie zarzewie własnej zguby? W historii świata wiele mocarstw upadało, gdy ich obrońcy gnuśnieli. Zapewne to samo czeka i cywilizację europejską, o ile nie odrodzi się w niej to, co obecnie jest uznawane za „nienormalne”.

Republikańskość europejskiego rycerstwa oznaczała, że w pierwszej kolejności służyli oni swym społeczeństwom, ludowi Bożemu, a dopiero w drugiej kolejności monarchom. Postawa rycerskości dziś znajduje swą kontynuację w postawie obywatelskości. Ta obywatelskość, niezwykły wynalazek Aten i Rzymu poparty chrześcijańską służbą dobru wspólnemu, ma się wyrażać w świadomym braniu na swe barki odpowiedzialności za losy ojczyzn i całego kontynentu. Gdy demokrację sprowadza się tylko do tego, by raz na cztery lata przerwać swą bierność i pójść na głosowanie, prowadzi to do wypaczeń. Ale nawet i te głosowania raz na cztery lata dla elity obecnie rządzącej Unią Europejską wydają się zbędnym zachodem. Coraz większa władza jest koncentrowana w urzędach, gdzie nie ma żadnego demokratycznego wyboru.

Jeżeli cywilizacja europejska nie ma upaść, potrzeba powrotu do obywatelskości, do republikanizmu, do szlachetności. Po upadku Powstania Styczniowego roku 1863 polskie elity szlacheckie uznały, że aby zwyciężyć w walce z silniejszym zaborcą, należy doprowadzać chłopów do tej świadomości obywatelskiej, jaką dotąd miała szlachta. I tak się stało w wielkim procesie edukacji ludowej, a następnie poprzez związki sportowo strzeleckie. Właśnie owi chłopi w swoisty sposób uszlachceni do postawy obywatelskiej wywalczyli niepodległość Polski oraz odparli najazd bolszewicki roku 1920. Później ich synowie i wnukowie po rycersku nie poddawali się silniejszemu wrogowi, a w kraju ujarzmionym przez komunistów doprowadzili do tego, że ów komunizm się załamał.

Tradycja szlachecka ma również swe ciemne strony, a do takich należy pogarda dla chłopa. A ta pogarda dobrze się ma i dziś, niejako w kontynuacji mentalności z czasów komunizmu. Tworzono wówczas coś w rodzaju nowej szlachty, nomenklaturę, złożoną z karierowiczów, a zgodnie z mentalnością sowiecką temu towarzyszyła pogarda dla słabszych oraz swego rodzaju apoteoza brutalności. Owa nowa szlachta miała głównie pochodzenie plebejskie i to zazwyczaj z najgorszych kręgów społecznych. Gardziła ona chłopami pragnąc tym zagłuszyć głos własnego sumienia, wytykającego nieprawości dokonywane na drodze partyjnej kariery. Ich potomkowie w znacznym stopniu tworzą dzisiejszą elitę Polski, a to dziś odnajduje swą kontynuację w gniewie, jaki niektórzy odczuwają na widok zasiłków prorodzinnych kierowanych do uboższych warstw społeczeństwa. Powstało wyrodzone pseudo-szlachectwo, całkowicie wyzbyte szlachetności.

Po to, by chronić Europę przed zatopieniem się w konsumpcjonizmie oraz idącą w ślad za tym perspektywą upadku, warto przywracać dobre cechy rycerskości. W niej przez stulecia kształtował się etos republikański oraz postawy obywatelskie. Dla Europy charakterystycznym było łączenie obywatelskości z inspiracjami wyprowadzanymi z Ewangelii. Jak to się działo, w swoim czasie opisywał Robert Schuman, jeden z ojców procesu integracji europejskiej. Pisał on: „Demokracja zawdzięcza swoje istnienie chrześcijaństwu. Narodziła się wówczas, gdy człowiek został wezwany do zrealizowania w swoim życiu doczesnym zasady godności osoby ludzkiej, w ramach wolności osobistej, poszanowania praw każdego i przez praktykowanie wobec wszystkich bratniej miłości. (…) Chrześcijaństwo uczyło równości z natury wszystkich ludzi, dzieci tego samego Boga, odkupionych przez tego samego Chrystusa, bez różnicy rasy, koloru skóry, klasy i zawodu. Doprowadziło to do powszechnego obowiązku uznania godności pracy. Przyznało pierwszeństwo wartościom wewnętrznym, jedynym wartościom uszlachetniającym człowieka. Uniwersalne prawo miłości i miłosierdzia uczyniło z każdego człowieka naszego bliźniego. Właśnie na tym prawie opierają się odtąd stosunki społeczne w świecie chrześcijańskim” (Dla Europy, Kraków 2003, s. 33). Stąd jego wniosek: „Demokracja będzie chrześcijańska albo nie będzie jej wcale” (s. 39). Jakże „nienormalnie” te słowa brzmią dziś, w czasie swoistej nagonki na chrześcijaństwo. Owszem, ta nagonka jest po części spowodowana złymi zachowaniami wielu chrześcijan, jednak pozbywanie się tej religii to rezygnowanie ze szkoły uszlachetniającej człowieka. Tego nie zastąpi dyktat ze strony unijnej biurokracji. Mieszkaniec Europy zamiast być elementem stada wypasanego przez „światłych” biurokratów winien być obywatelem, podmiotem praw politycznych oraz źródłem siły kontynentu.

W skali całej Europy powinien dziś trwać proces promowania postaw obywatelskich, swego rodzaju podnoszenie członków masy konsumenckiej do poziomu szlachetności, z pewną analogią do uszlachcania. A jednym z użytecznych narzędzi pomagającym oczyszczać ten proces z wynaturzeń jest inspirowanie się treściami pochodzącymi z Ewangelii. Obywatel, jak w starożytnych Atenach i Rzymie, ma brać na swe barki odpowiedzialność za sprawy publiczne. A zarazem w każdym człowieku ma on widzieć bliźniego.

Marek Oktaba

Więcej artykułów

1 KOMENTARZ

  1. Autor pisze: odparł atak Madziarów, wówczas jeszcze pogańskich łupieżców” a ci chrześcijanie to nie byli łupieżcami? Byli takimi samymi tylko, że ich działania nosiły minao nawracania