fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

24.8 C
Warszawa
poniedziałek, 22 lipca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Nieznana twarz Elona Muska

Amerykański pisarz i biograf ujawnia, kim naprawdę jest Elon Musk. Walter Isaacson oparł swoją biografię na nieudostępnionych dotąd zeznaniach i dokumentach, a jej fragmenty opublikował magazyn „Le Figaro”.

Warto przeczytać

Z książki Waltera Isaacsona dowiadujemy się, że przyszły lider Tesli dorastał w RPA. Tam doświadczył cierpienia i tam nauczył się sposobów przetrwania. To wpłynęło na całe jego życie i sposób, w jaki prowadzi swoje firmy.

Trudne dzieciństwo

W wieku 12 lat Elon musiał wziąć udział w veldskool – obozie przetrwania w środku afrykańskiego buszu. Odbywał się on w trybie paramilitarnym. Młodocianym uczestnikom ograniczano dostęp do żywności i wody. Zachęcano ich też do stosowania przemocy wobec kolegów. Starsze dzieci wyżywały się na młodszych i kradły ich racje żywnościowe. Elon stracił pięć kilogramów, był cały czas chory i miał problemy z panowaniem nad emocjami, Na dodatek został dwukrotnie pobity. „Brutalność była uważana za cnotę” – wspominał jego młodszy brat Kimbal.

Chłopców dzielono na dwie grupy i kazano ze sobą walczyć. Dla Muska, było to „szalone, oszałamiające”. Wypadki śmiertelne, które zdarzały się co dwa, trzy lata, były traktowane jako ostrzeżenie. „Nie bądź tak głupi, jak ten mały łobuz, który zmarł w zeszłym roku. Nie bądź tak głupi, jak ten mięczak” – mówili prowadzący obóz.

Powtórnie Elon pojechał na veldskool, mając prawie 16 lat. Tym razem nie przypominał już swoją masywną posturą dzieciaka, miał 180 cm wzrostu, trenował judo, więc poszło mu znacznie lepiej.

RPA lat 80. to kraj pełen przemocy. Nie były tu rzadkością ataki z użyciem broni maszynowej, a niemal codziennością zabójstwa z użyciem noża. Muskowie na swojej posesji trzymali wyszkolone do atakowania ludzi owczarki niemieckie. Niestety, odbiło się to i na Elonie, któremu jego ulubiony pies wyszarpał z pleców kawałek ciała. Chłopiec jednak nie pozwolił udzielić sobie pomocy, zgodził się na zszycie rany dopiero wtedy, gdy obiecano mu, że ukochany zwierzak nie zostanie ukarany. Rodzice przysięgli, że nie zabiją psa, a potem go i tak zastrzelili. Musk bardzo to przeżył.

Elon także w szkole nie miał łatwego życia, ciągle stawał się ofiarą przemocy. Był najmłodszy i najmniejszy w klasie. Miał trudności ze zrozumieniem kodów relacji, nie był też empatyczny. Nie zależało mu więc na byciu lubianym. „Każdy, kto nigdy nie został uderzony w twarz, nie może zrozumieć, jak wpływa to na resztę życia” – opowiadał po latach.

Pewnego ranka na apelu, podczas którego spotykała się cała szkoła, wpadł na niego uczeń. Elon odepchnął go. Na przerwie odepchnięty chłopiec i jego koledzy zaatakowali go od tyłu, gdy jadł kanapkę, kopnęli w głowę i zepchnęli z betonowych schodów. Potem usiedli na nim i bili go bez końca, rozbijając mu głowę. Kimbal, który widział tę sytuację, opowiadał, że gdy skończyli, miał problem z rozpoznaniem twarzy starszego brata – tak spuchła, że prawie nie widać było oczu. Elon trafił do szpitala. Jego nos tak ucierpiał, że kilkadziesiąt lat później przeszedł kolejną operację, naprawiającą przegrodę nosową.

Ojciec dręczyciel

Gorsze jednak od pobicia było emocjonalne znęcanie się, jakiego dopuszczał się wobec niego jego własny ojciec Errol. Postać tego inżyniera i charyzmatycznego marzyciela do dziś prześladuje dorosłego już Elona. Errol nie dość, że nie stanął po jego stronie, gdy został tak brutalnie pobity w szkole, to jeszcze opowiedział się po stronie chłopca, który zmasakrował jego synowi twarz. Stwierdził, że Elon sam sobie jest winien, bo ojciec prześladowcy właśnie popełnił samobójstwo, tymczasem Elon nazwał go głupim. Młody Musk faktycznie miał zły zwyczaj nazywania innych głupimi. Gdy w końcu wrócił do domu ze szpitala, jego ojciec przez godzinę krzyczał na niego, nazywając go idiotą i mówiąc, że jest do niczego.

Ostatecznie psychika Elona mocno ucierpiała. Nie pomogły próby odcięcia się od ojca, tak fizycznie, jak i psychicznie. Towarzyszą mu do dziś skrajnie zmienne nastroje z okazjonalnymi zaburzeniami w „trybie demona”, którego tak bardzo obawiają się otaczający go ludzie. Jednak, jeśli chodzi o jego własne dzieci, jest dla nich bardzo kochającym rodzicem.

Walter Isaacson zauważa w biografii: „Z tego kotła Musk stworzył aurę, która czasami sprawia, że wydaje się, być pozaziemskim, jakby jego misja na Marsa była tęsknotą za powrotem do miejsca, z którego pochodzi, jakby jego pragnienie zbudowania humanoidalnych robotów było częścią poszukiwania rodu. Nie bylibyśmy całkowicie zszokowani, widząc, jak zrywa koszulę i odkrywa, że nie ma pępka i nie urodził się na tej planecie.

Jednak to jego dzieciństwo wpłynęło na to, że jest również zbyt ludzki, czyniąc go twardym, ale wrażliwym chłopcem, który zdecydował się przeżywać epickie przygody. […] Mówi z przekonaniem proroka o potrzebie podsycania płomienia ludzkiej świadomości, badania wszechświata i ratowania naszej planety”.

Relacja z Billem Gatesem

Gdy Bill Gates spotkał się z Muskiem na początku 2022 r., powiedział: „Cześć, chciałbym się z tobą spotkać, aby porozmawiać o filantropii i klimacie”. W przeszłości wymienili kilka zdań w przyjacielskiej atmosferze, gdy Gates przyprowadził kiedyś swojego syna Rory’ego do siedziby SpaceX. Musk z kolei zawsze doceniał system operacyjny Microsoftu.

Ostatecznie Elon przyjął propozycję potkania. Gdy Gates poinformował, że w takim razie jego sekretarka skontaktuje się z sekretarką Elona, ten ostatni odpowiedział, że nie ma sekretarki. Wołał bowiem samodzielnie trzymać pełną kontrolę nad swoim harmonogramem. „Niech sekretarka zadzwoni bezpośrednio do mnie” – zaproponował.

Dla Gatesa było to tak dziwne, że wolał od razu umówić spotkanie w Austin. Tam też 9 marca 2022 r. został oprowadzony przez Elona po jego Tesla’s Gigafactory.

Musk i Gates, poza tym, że obaj należą do elitarnej grupy najbogatszych na świecie ludzi, mają kilka innych podobieństw. Obaj absolutnie nie tolerują głupoty. Obaj posiadają też analityczny umysł, niezwykłą zdolność koncentracji i intelektualną pewność siebie, która graniczy z arogancją. To wszystko sprawia, że ich spotkania są przewidywalne, podobnie jak tamto rozpoczynające się wycieczką po fabryce Elona. Rozmowa dotyczyła wówczas baterii, które miały zasilać pojazdy elektryczne. Gates argumentował, że nigdy nie będą w stanie zasilić ciężkich naczep. Twierdził też, że energia słoneczna to kluczowy element w rozwiązaniu kwestii klimatu. „Pokazałem mu liczby. To obszar, w którym najwyraźniej wiedziałem coś, czego on nie wiedział” – opowiadał potem współtwórca Microsoftu. Wspominał, że dyskusja dotyczyła też Marsa. „Nie jestem kimś, kto jest bardzo nastawiony na Marsa. Z drugiej strony Musk jest po szyję w Czerwonej Planecie. Pozwoliłem mu podzielić się swoimi przemyśleniami na ten temat, które są nieco osobliwe. Jego nieco szalone rozumowanie jest takie, że na Ziemi może wybuchnąć wojna nuklearna, że ludzie udadzą się na Marsa, że wrócą tutaj i… widzisz, nadal będą żyli, podczas gdy my wszyscy się pozabijamy”.

Gatesa oczarowała fabryka Muska, był też pod wrażeniem jego szczegółowej wiedzy na temat każdej maszyny i procesu. O SpaceX i Starlink powiedział: „Starlink jest realizacją tego, co próbowałem zrobić z Teledesic, dwadzieścia lat temu”.

Musk z kolei wyraził opinię na temat filantropii, której temat również został poruszony podczas spotkania. Uznał ją za bzdurę, zauważając, że wpływ wynosi zaledwie 20 centów na zainwestowanego dolara. Inwestycję w Teslę uznał za lepszą dla walki ze zmianami klimatycznymi.

Gates odpowiedział na to, że może pokazać mu „pięć projektów po 100 mln dolarów każdy”. Wymienił kolejno: wypłatę pieniędzy dla uchodźców, wsparcie dla szkół w Ameryce, leczenie AIDS, eliminację niektórych odmian komarów poprzez wymuszanie genetyczne oraz genetycznie zmodyfikowane nasiona, które byłyby odporne na skutki zmian klimatycznych. Obiecał też napisać i dostarczyć Muskowi „superdługi opis wszystkich tych pomysłów”.

Sporny temat akcji Tesli

Musk i Gates mieli do omówienia jeszcze jedną kwestię. Temat, który mocno denerwował Elona. Otóż Gates sprzedał akcje Tesli, uważając, że stracą one na wartości. Pomylił się jednak, co spowodowało, że stracił 1,5 mld dolarów. Gates uderzył się w piersi, ale to nie wystarczyło, by uspokoić wściekłego Muska. „Przeprosiłem go” – powiedział Gates, jednak „gdy tylko dowiedział się, że sprzedałem akcje, był wobec mnie niezwykle agresywny. On jednak bywa bardzo agresywny w stosunku do tak wielu osób, że nawet trudno czuć się osobiście zaatakowanym”.

Problem polegał na tym, że Musk zupełnie nie rozumiał, jak można twierdzić, że jest się pasjonatem walki ze zmianami klimatycznymi, a następnie działać na rzecz zmniejszenia kwoty kapitału zainwestowanego w jego firmę – firmę robiącą najwięcej, aby z tymi zmianami walczyć. Uznał postawę Gatesa za czystą hipokryzję. „Dlaczego miałbyś chcieć zarabiać na porażce firmy, która produkuje samochody napędzane zrównoważoną energią?” – pytał.

Gates ostatecznie wysłał Muskowi obiecany dokument dotyczący opcji filantropijnych, na co Musk odesłał mu SMS-a z pytaniem: „Czy nadal posiadasz pół miliarda krótkich pozycji w Tesli?”.

W tym czasie filantrop miliarder przebywał w Waszyngtonie ze swoim synem, rozpoczynającym tam pierwszy rok studiów. Po odczytaniu wiadomości od Elona roześmiał się i pokazał Rory’emu wiadomość, prosząc go o radę, jak zareagować.

Syn zasugerował, by po prostu odpowiedział: tak, a potem szybko zmienił temat. Gates poszedł za radą. Musk natychmiast odpowiedział: „Przykro mi, ale nie mogę poważnie traktować twojej filantropii klimatycznej, gdy utrzymujesz ogromną krótką pozycję przeciwko Tesli, firmie, która robi najwięcej, aby rozwiązać problem zmian klimatycznych”.

Następnie, wściekły na Gatesa, Musk opublikował na Twitterze jego zdjęcie w koszulce golfowej z wystającym brzuchem, wyglądającym jakby był w ciąży. „Na wszelki wypadek, gdybyś potrzebował szybkiego masażu brzucha” – dodał w komentarzach.

Miliarder był zaskoczony, że Musk jest, aż tak zdenerwowany sprawą sprzedaży akcji Tesli. Muska natomiast zdumiało, że dla Gatesa jest to tak zaskakujące i uznał go za „totalnego dupka”.

Twórca Microsoftu zachował się znacznie bardziej elegancko. Jeszcze w tym samym roku, podczas przyjęcia w Waszyngtonie, gdy niektórzy goście skrytykowali Muska, powiedział: „Można reagować na zachowanie Elona jak tylko się chce, ale w dzisiejszych czasach nikt nie zrobił więcej, by przesunąć granice nauki i innowacji niż on”.

Musk trudnym szefem

22 grudnia ubiegłego roku będący w złym humorze Musk spotkał się w sali konferencyjnej Twittera z dwoma menedżerami infrastruktury. Atmosfera była więc napięta. Panowie nie mieli z nim dotychczas wiele do czynienia. Jeden z nich próbował przedstawić problem. Firma, w której mieściła się jedna z farm serwerów Twittera w Sacramento, zgodziła się na krótkoterminowe przedłużenie dzierżawy, aby mogli spokojnie zacząć opuszczać lokal w 2023 r. O przeprowadzce zdecydował zresztą sam Musk, gdyż park w Sacramento kosztował Twittera ponad 100 mln rocznie. Było to bardzo dużo, więc Elon postanowił przenieść serwery do innego centrum danych używanego przez sieć społecznościową w Portland, w stanie Oregon. Chciał to zrobić bez pośpiechu, jednak sytuacja się niekorzystnie zmieniła. „Dziś rano oddzwonili do nas, by powiedzieć, że ten plan nie wchodzi w grę, ponieważ nie sądzą, byśmy byli w stanie utrzymać się finansowo” – nerwowo tłumaczył menedżer.

Było to oczywiście niemożliwe. „Nie będziemy w stanie bezpiecznie się stamtąd wydostać przez kolejne sześć lub dziewięć miesięcy” – interweniował inny menedżer. Sacramento musi pozostać aktywne, aby utrzymać działalność. Nie spodziewał się jednak gniewnej odpowiedzi Elona, który odparł: „Masz 90 dni na wykonanie tej pracy. Jeśli uważasz, że nie dasz rady, twoja rezygnacja zostanie przyjęta”.

Musk nie chciał słuchać kolejnych tłumaczeń, nie interesowało go, że istnieje wiele przeszkód, że np. pomieszczenia w Portland muszą zostać zmodernizowane. „To przyprawia mnie o ból głowy” – odpowiedział. „Co za stek bzdur! Matko Boska. Portland przecież ma dużo miejsca. Przenoszenie serwerów z jednego miejsca do drugiego to nic wielkiego” – stwierdził.

Kiedy menedżerowie ponownie próbowali mu wyjaśnić ograniczenia, przed którymi stanęli, Musk im przerwał: „Czy możecie wysłać kogoś do centrum danych i przesłać mi kilka filmów z wnętrza?” Ponieważ jednak Boże Narodzenie było już za trzy dni, menedżerowie obiecali dostarczyć filmy w ciągu tygodnia. „Nie” – odparł Elon. „Jutro! Sam budowałem centra danych i mogę ci powiedzieć, czy możesz tam umieścić więcej serwerów, czy nie. Dlatego zapytałem, czy odwiedziłeś te obiekty. Jeśli tam nie byłeś, to bredzisz” – krzyczał.

Sukcesy firm Muska są możliwe, ponieważ on sam nieustannie naciska na swoje zespoły, aby były bardziej zaciekłe, bardziej zwinne i eliminowały wszelkie przeszkody. Dzięki temu udało się np. stworzyć linię montażową samochodów w namiocie we Fremont, poligon testowy na pustyni w Teksasie i platformę startową na przylądku Canaveral, przy użyciu odzyskanych części.

„Wszystko, co musisz zrobić, to zabrać te pieprzone serwery do Portland” – Elon kontynuował rozmowę w sprawie przeprowadzki do Oregonu. „Byłbym bardzo zaskoczony, gdyby zajęło to więcej niż trzydzieści dni. Wszystko, co musisz zrobić, to znaleźć przewoźnika, a transport maszyn zajmie ci tydzień i kolejny tydzień ich podłączenie. Dwa tygodnie. Tak powinno być” – mówił. Nikt nie odważył się zaoponować, ale to był dopiero początek. „Wynajmując cholerną ciężarówkę, na pewno możecie zrobić to sami” – kontynuował. Dwaj menedżerowie infrastruktury zastanawiali się, czy na pewno mówi poważnie. Co do tego nie mieli jednak wątpliwości ci, którzy lepiej znali szefa. Kuzyn Elona, James, zaproponował: „Dlaczego nie zajmiemy się tym od razu?”.

Wieczorem on i jego brat Andrew wsiedli na pokład samolotu Elona do San Francisco. Co prawda planowali pojechać na Boże Narodzenie do Tahoe, by pojeździć na nartach, ale w piątek 23 grudnia Elon zaprosił ich, aby pojechali z nim do Austin.

Kiedy dotarli do Las Vegas, James zaproponował, aby pojechać wprost do Sacramento. Musk, który uwielbia takie impulsywne i niepraktyczne pomysły, nakazał swojemu pilotowi polecieć do Sacramento mimo późnej pory. Na miejscu pracownik Twittera Alex Uzbek otworzył pomieszczenie, które dzieliło się na 5 200 wnęk wielkości lodówki, z których każda zawierała 30 komputerów. „Te rzeczy nie wyglądają na trudne do przeniesienia” – stwierdził Musk, nie zastanawiając się nawet, że każda wnęka waży ponad tonę i ma 2,5 m wysokości. „Będziemy musieli zatrudnić specjalistyczną firmę do podniesienia płytek podłogowych, a inna firma będzie musiała wysłać ludzi pod płyty, by odłączyli kable elektryczne i pręty sejsmiczne” – odpowiedział Alex.

Na to Musk, nie zastanawiając się dłużej, wziął scyzoryk i z jego pomocą podniósł jedną z kratek wentylacyjnych z podłogi, co umożliwiło mu usunięcie otaczających ją płytek. Następnie wślizgnął się pod spód i tym samym ostrzem otworzył szafkę elektryczną oraz odłączył kable. Kiedy sprawdził, że nic się nie stało, nic nie wybuchło, stwierdził, że regał jest gotowy do przeniesienia. „Cóż, nie wygląda to na zbyt trudne” – powiedział, podczas gdy pozostali patrzyli na niego z szeroko rozdziawionymi ustami. Podekscytowany Elon roześmiał się: „To jak remake Mission Impossible. Sacramento commando”.

Następnego dnia, w Wigilię, o godzinie 15:00 załadowano pierwsze szafy na ciężarówkę. Informacja o tym dotarła niemal natychmiast do dyrektorów firmy NTT, będącej właścicielem centrum danych. Nakazali oni zespołowi zaprzestanie wszelkich działań. Musk będący w stanie pomieszanej z gniewem euforii zadzwonił od razu do szefa działu pamięci masowej. Ten poinformował go, że niemożliwe jest przeniesienie szaf serwerowych bez oddziału specjalistów. „Nonsens. Zapakowaliśmy już cztery z nich do ciężarówki” – odpowiedział Elon.

Przeczytaj także:

Dyrektor ostrzegł, że niektóre podłogi w centrum danych nie wytrzymują nacisku większego niż 250 kg, więc przetoczenie po nich jednotonowej szafy spowoduje uszkodzenia. Musk odpowiedział, że ponieważ stojaki mają cztery koła, nacisk na każde z nich wynosi tylko 250 kg. „Ten facet nie jest zbyt dobry z matematyki” – powiedział do swojej ekipy.

Po zrujnowaniu świąt dyrektorom NTT, którzy musieli pożegnać się z przychodami w wysokości ponad 100 mln dolarów w nadchodzącym roku, Musk okazał trochę litości. Poinformował ich, że zawiesza przenoszenie serwerów na dwa dni. Jednak ostrzegł też, że cała operacja zostanie wznowiona 26 grudnia.

SourceLe Figaro

Więcej artykułów