fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

4.7 C
Warszawa
poniedziałek, 4 marca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Polskość to nienormalność. Chrześcijaństwo.

Warto przeczytać

Wedle słów „polskość to nienormalność” niegdyś zapisanym przez wpływowego polskiego polityka Donalda Tuska, twa walka „normalności” przeciw „nienormalności” Symbolem tej ostatniej były sprzeciwy wobec rozwiązań narzucanych w ramach Unii Europejskiej, a związanych z ideologią lewicowo-liberalną. Zaś „normalność” to zachowanie większości państw Unii, pokornie przyjmujących to, co jest dyktowane przez Berlin i Brukselę. Czy Polsce się opłaciło pełnić rolę niepokornego? Wewnątrz samego polskiego społeczeństwa przeważyła wola, by przestać odgrywać rolę „parszywej owcy w europejskim stadzie” i pójść w kierunku „normalności”, gdzie słabszy zawsze podporządkowuje się silniejszemu. „Nienormalność” krytykowana przez Tuska to długoletnie polskie dążenia do tego, by wywoływać powstania przeciw zaborcom, lub stawać do walki z silniejszym najeźdźcą, i tę walkę sromotnie przegrywać. Przeciw opcji „nienormalności” podczas wyborów 15 października 2023 udało się w Polsce zebrać większość głosów.

A jednak zwycięstwo nad polską „nienormalnością” może być tylko czasowe, bo w każdym nowym pokoleniu Polaków odradza się stary gen niezgody na panowanie silniejszych. Papież Jan Paweł II w roku 1987 w Gdańsku mówił: „Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić, jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć, jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować. Wreszcie, jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte. Utrzymać i obronić, w sobie i wokół siebie, obronić dla siebie i dla innych”. Tu nawiązywał do rozpoczętej 1 IX 1939 roku obrony polskiej placówki wojskowej w porcie gdańskim, na cyplu Westerplatte, gdzie 176 żołnierzy i 6 oficerów przez siedem dni odpierało ataki wielokrotnie silniejszych wojsk niemcieckich, wspartych przez lotnictwo i artylerię, a w tym ciężką artylerię pancernika. To starcie było pierwszą bitwą II Wojny Światowej.

Warto zauważyć, że gdyby nie polska „nienormalność”, aby stawać do walki z góry zdanej na przegraną, to Adolf Hitler mógł sobie jeszcze przez długi czas bez jednego wystrzału „zjadać” kolejne państwa, jak to wcześniej uczynił z Austrią i Czechosłowacją. Polski opór wymusił wypowiedzenie wojny, co na dłuższą metę pozwoliło pokonać totalitarnego najeźdźcę. „Normalność” to poddawanie się silniejszemu i zgoda na wyzyskiwanie siebie. A „nienormalność” to niezgoda na panowanie przemocy i kłamstwa, choćby nawet za sprzeciw przyszło płacić cenę własnego życia. Wedle zasad „normalności” dzieje ludzkich cywilizacji to rozrost mocarstw, po czym ich nieuchronny upadek. Na tej zasadzie obecna Europa, „normalnie” rządzona przez elitę wymuszającą posłuszeństwo sankcjami finansowymi i mechanizmami warunkowości, prowadzi kontynent ku stopniowemu traceniu na znaczeniu, a z czasem zapewne całkowitemu upadkowi. Aby zahamować ten proces, potrzebna jest „nienormalność”, gdy nie bacząc na cenę potu i krwi odkrywa się jakiś obowiązek, powinność, wobec którego nie można zdezerterować. Ci „normalni” wielokrotnie naśmiewali się z polskich wysiłków, abyśmy stawali się przedmurzem kontynentu, w obronie przez atakiem wschodnich despotii. Sama Europa Polski za te wysiłki raczej nie nagradzała, piętnując nas za bycie ciemnogrodem i bastionem „nienowoczesności”. Dziś stoimy przed wyborem, aby stawać się „normalnymi” po czym utonąć pod komendą lewicowych elit Zachodu, albo też decydować się na „nienormalność” i stawać w obronie wartości europejskich, choć za to będziemy ponownie wyśmiewani, a nawet karani.

Nie to jest wartościami europejskimi, co jest głoszone przez obecne elity Unii Europejskiej. Na prawdziwe wartości europejskie wskazywali inicjatorzy procesu integracji europejskiej, Robert Schuman, Konrad Adenauer i Alcide de Gasperi, a wśród tych wartości są solidarność, wolność, równość, braterstwo, jedność i pokój. Nie ma tam „normalnego” wymuszania posłuszeństwa na słabszych. Europejskie wartości są „nienormalne”, bo oparte na religii „nienormalnej” to jest na chrześcijaństwie. Owa religia jest jednym z trzech filarów, na których zbudowano Europę, wedle powiedzenia, iż te trzy filary są symbolizowane przez Ateny, Rzym i Jerozolimę.

Ateny i Rzym wskazują na demokrację i republikanizm, a więc zupełnie „nienormalne” zjawiska, nieznane innym cywilizacjom. Tu wypracowano zupełnie nowe pojęcie „obywatelstwa”, czegoś odmiennego niż poddaństwo. A chrześcijaństwo wyposażyło to pojęcie w jego treść duchową. Chrześcijanie to „obywatele nieba” i już za czasów starożytnego Rzymu wybierali oni męczeństwo, aby się nie zbezcześcić ziemską podłością i tym samym nie utracić obywatelstwa Królestwa Bożego. W owym Królestwie nie ma poddaństwa, lecz wszyscy są jedną rodziną, mającą wspólnego Ojca. Ten sposób myślenia to kompletna „nienormalność”, rażąco odbiegająca od „normalności” nakazującej silnemu łupić słabego.

Dzieje Europy wypełnione są eksperymentami, by rzymski republikanizm łączyć z chrześcijańską troską budowy Królestwa Bożego; te eksperymenty często okazywały się nieudane, ale i tak zapewniły Europie jej wielkość. Dziś, gdy owa „nienormalność” jest w Europie zastępowana „normalnością”, musi to doprowadzić do „normalnej” degradacji, jak zawsze się dzieje z konstrukcjami opartymi na przemocy i chciwości. Istnieje alternatywa, a jest nią powrót do „nienormalności”, jaka cechowała obrońców Westerplatte i jaka winna cechować każdego człowieka młodego duchem, skłonnego, by wybierać wymagającą wysiłku wolność zamiast wygodnej taniej bylejakości.

W Europie nie da się powrócić od idei Schumana, Adenauera i de Gasperiego, dopóki nie odrodzi się w niej żywe chrześcijaństwo. Tu nie chodzi o to, by wszyscy w przymusowy sposób byli chrzczeni. Wręcz by można powiedzieć, że przymusowe chrzczenie to był największy błąd europejskiego chrześcijaństwa i powód, dla którego utraciło ono zdolność zmieniania swego otoczenia społecznego. Chrześcijanie powinni być odróżniającą się mniejszością, ale też elitą przyciągającą tych, którzy szczerze chcą służyć bliźnim i Bogu. Poziom chrześcijańskości trzeba podwyższać. Póki co, mamy w kościołach zbyt wielu klientów korzystających z usług religijnych świadczonych przez specjalistów potrafiących sprawnie pobudzać ludzkie uczucia. W tym kryje się „normalność”, a nie na tym przecież polegało orędzie Ewangelii.

W epoce starożytnej chrześcijaństwo wchłonęło dobry wzór od Aten i Rzymu, adaptując pojęcie „obywatelstwa” na rzecz bycia „obywatelami nieba”. Zdarzały się wypaczenia chrześcijaństwa, gdy uznawano, że sam tylko chrzest daje „bilet do nieba” i odtąd już nie ma znaczenia, w jakim stylu się żyje na tej ziemi. W krańcowym wynaturzeniu to się objawiło w herezji kwietyzmu, z towarzysząca mu całkowitą obojętnością na sprawy społeczne.

Owe wypaczenia raczej nie są charakterystyczne dla Polski, gdzie zbyt wiele było nieszczęść i obcych najazdów, aby móc pozwolić sobie na błogi kwietyzm. Stale musieliśmy stawać do obrony naszego Westerplatte i to na trwałe wpiło w nas „nienormalność”, tak niemiłą „nowoczesnym” europejskim elitom.

Zachodnie elity zachęcają, by ufnie oddać się w ręce oświeconych biurokratów, lepiej rozumiejących, co jest dobre dla społeczeństwa i planety. A chrześcijaństwo nakazuje wierność własnemu sumieniu, niepomiernie ważniejszemu niż głos jakichkolwiek ziemskich autorytetów. W sumieniu zawarta jest „gorąca linia” do Boga, który wprost tędy przekazuje powołanie, a tym samym nakładane przez siebie obywatelskie zadanie. Właśnie w głębi sumienia można usłyszeć wezwanie do tego, by bronić swego Westerplatte.

Marek Oktaba

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!