fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

5.2 C
Warszawa
sobota, 20 kwietnia, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

To Gowin w drodze ustawy w miejsce deregulacji wprowadził chaos

Przy okazji analizy przyczyn kryzysowej sytuacji w branży taksówkowej, powróciła sprawa ustawy, którą pod hasłem deregulacji wybranych zawodów forsował ówczesny minister sprawiedliwości w rządzie PO–PSL Jarosław Gowin.

Warto przeczytać

Zapowiedzi były ambitne i szerokie, także dlatego, że dotyczyły całej gamy profesji – od wspomnianych taksówkarzy, przez przewodników turystycznych, po pośredników nieruchomości. Już wtedy PiS w osobie Mariusza Błaszczaka przestrzegało przed skutkami bezrefleksyjnych rozwiązań, co np. PSL zdawał się poważnie brać pod uwagę, zapowiadając wniesienie poprawek w Senacie. Nic z tego nie wyszło.

Warto o tym przypomnieć, w momencie, gdy większość sejmowa dokonała wyboru jednego z liderów Trzeciej Drogi w osobie Szymona Hołowni, to on w perspektywie najbliższych dwóch lat będzie bowiem decydował o tempie i kierunkach działań prawodawczych Sejmu X kadencji.

W kontekście zapowiedzi „100 konkretów na 100 dni” warto przypomnieć, że w czasach koalicji PO–PSL, ówczesny premier Donald Tusk spotkał się z Jarosławem Gowinem w ramach przeglądu pracy resortów po 100 dniach, by zadanie zmniejszenia liczby zawodów reglamentowanych powierzyć swojemu ministrowi sprawiedliwości.

Być może dobrze się stało, w kontekście skutków, jakie owa regulacja przyniosła tym, którzy w zamyśle autorów projektu, mieli być jego beneficjentami, że zadanie wyznaczone przez Donalda Tuska wykonano jedynie w niewielkiej części, bo w 25 proc. Plan zakładał bowiem, że poluzowanie obejmie łącznie 200 zawodów. Niezgorzej więc, że tym razem skończyło się na obietnicach.

W odniesieniu do obszaru, za który jako konstytucyjny minister Jarosław Gowin wówczas odpowiadał, zapowiadano zniesienie systemu aplikacji, gdzie pięcioletnie studia były jedynie warunkiem ubiegania się o przyjęcie na trzyletnią płatną aplikację, po której następował dwuletni, również płatny staż. Co nastąpiło potem, wszyscy wiemy! Skończyło się na obietnicach.

W zamyśle autorów projektu rynek pracy miał zadziałać dwojako: ułatwić młodym ludziom dostęp do zatrudnienia, wzmóc konkurencję na rynku, a jednocześnie potanić usługi, a klientom ułatwić nieskrępowany dostęp do nich. W odniesieniu do taksówkarzy Jarosław Gowin wskazywał na nadmierną liczbę wymagań, skomplikowaną, biurokratyczną procedurę, utrudniony dostęp do zawodu.

Co z tego wyszło, wiemy aż nadto dobrze. W miejsce nieuzasadnionej (jak chciał ówczesny minister) ochrony interesów grupowych, nastąpiło naruszenie standardów świadczonych usług. Zwłaszcza w zakresie bezpieczeństwa, naruszenia zasad równej konkurencji, tworzenia sytuacji sprzyjających popełnianiu wykroczeń i przestępstw oraz brak warunków do egzekwowania prawa, w tym prawa o ruchu drogowym.

Przeczytaj także:

W odpowiedzi na krytykę rekomendowanych rozwiązań Gowin twierdził, że to rynek ureguluje jakość usług i nie można na jednej szali kłaść (jak to ujął) „wąskich grup interesów” oraz „ogółu społeczeństwa”. Spisane będą czyny i rozmowy. Warto o tym przypomnieć, nie tylko w kontekście owej ustawy, której, pożal się Boże efekty, poznajemy teraz. Jednak szkoda, że kosztem branży taxi i tysięcy jej klientów. Sprawa bez wątpienia znajdzie się w programie festiwalu obietnic nowej większości parlamentarnej. Jednak poświecimy temu osobny materiał, bo ogień i woda, są sobie bliższe, niż liberałowie i agraryści czy socjaldemokraci i zieloni.

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię