fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

16.2 C
Warszawa
niedziela, 26 maja, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Merkantylizm Unii Europejskiej doprowadzi do osłabienia, a nie wzmocnienia sektora finansowego – argumentuje „National Review”

Choć Amerykanie nie zwracają na Unię Europejską zbyt wiele uwagi, wydaje się, że europejskie elity mają wręcz obsesję na punkcie USA. Podążając za tą obsesją, przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen chce wzmocnić światową pozycję Unii poprzez zwiększenie znaczenia jej wspólnej waluty – euro.

Warto przeczytać

Za wzmocnieniem euro pójść miałoby oczywiście wzmocnienie europejskich rynków kapitałowych, banków i systemów płatności – zarówno w ramach Unii, jak i poza jej granicami. Jednocześnie byłoby to działanie osłabiające dolara, anglo-amerykańskie rynki i banki oraz sieci kart kredytowych takie jak Mastercard czy Visa. Plan ten nakreślony został w manifeście Komisji Europejskiej z 19 stycznia zatytułowanym „Europejski system gospodarczy i finansowy: wspieranie otwartości, siły i odporności”. Określono w nim strategie dotyczące płatności detalicznej i finansów cyfrowych, plany zrównoważonego finansowania oraz wzmocnienia „euro, jako waluty dla nominału zrównoważonych produktów finansowych”. 

Wydaje się, że nastroje eurokratyczne są nadal silne i Unia wciąż zamierza budować „coraz bliższą Europę”, pomijając problemy z wprowadzeniem na rynek szczepionek przeciwko COVID-19, Brexitem, kryzysem w strefie euro i tak dalej. Za eurokracją podąża natomiast antyamerykanizm. Coraz więcej unijnych liderów jest niezadowolonych z uzależnienia finansów UE od dolara, amerykańskich banków, systemów płatniczych czy technologicznych gigantów. 

KE deklaruje chęć wzmocnienia „otwartej autonomii strategicznej”, ale co przez to rozumie? Czy ich silna i otwarta gospodarka ma opierać się na liberalizmie gospodarczym, przejrzystych i apolitycznych regulacjach, niskich podatkach, stabilnej walucie i konkurencyjnych rynkach prywatnych? Nie, z pewnością nie o to chodzi Brukseli. 

Za projektem wspólnej waluty europejskiej – euro – stały przede wszystkim dwa cele. Pierwszym było zwiększenie integracji państw członkowskich. Drugim zaś – wprowadzenie unijnej konkurencji dla dolara. Czy to się udało? Nie wszystkie państwa członkowskie zrezygnowały ze swojej waluty narodowej. Natomiast w III kwartale 2020 r. 19 proc. światowych rezerw walutowych trzymanych było w euro – w dolarach zaś 57 proc. Podobnie, jeśli chodzi o międzynarodowe papiery dłużne: w 2019 r. tylko 22 proc. z nich było w euro, a aż 64 proc. w dolarach. Nie ma co się łudzić: euro jest na drugim miejscu, a dystans do amerykańskiego dolara pozostaje ogromny. 

Komisja Europejska jest zdania, że można promować korzystanie z euro w ramach unijnych umów handlowych, chce także dotrzeć do „partnerów z państw trzecich w celu promowania korzystania z euro, instrumentów denominowanych w euro i wskaźników referencyjnych […] oraz umocnienia jego statusu jako międzynarodowej waluty referencyjnej w sektorach energetycznym i surowcowym”. 

W indeksie konkurencyjności Globalnych Centrów Finansowych na pierwszym miejscu znalazł się Nowy Jork, na drugim Londyn, dziewiąty był Zurych. Tymczasem Frankfurt i Paryż zajęły 10. i 23. miejsce. W styczniowym raporcie KE potępiła „nadmierne poleganie na bankowości spoza UE”, co nie jest szczególnie delikatnym wezwaniem do promowania banków unijnych, by zmniejszyć rolę, jaką na europejskich rynkach kapitałowych odgrywają banki amerykańskie, brytyjskie i szwajcarskie. Podobnie na giełdach. W 2020 r. w pierwszej dziesiątce prowadzących księgę popytu na europejskim rynku kapitałowym najwięcej – bo aż pięciu – było Amerykanów, po dwóch Brytyjczyków i Szwajcarów, natomiast z samej Unii tylko jeden ze Szwecji. Na rynku papierów dłużnych nieco lepiej – w pierwszej dziesiątce połowa z Ameryki lub Wielkiej Brytanii, połowa z Unii Europejskiej. 

Chociaż Komisja Europejska bardzo chce promować unijne rynki kapitałowe, to konkurencja ze strony Londynu i Nowego Jorku jest ogromna. Brytyjskie i amerykańskie rynki są stosunkowo przejrzyste, kosmopolityczne, otwarte, apolityczne i anglojęzyczne. Działają na nich dostawcy usług finansowych, inwestorzy czy animatorzy rynku. Te atuty ciężko odtworzyć w Paryżu czy Frankfurcie, których krajowe rynki nie są też porównywalne z amerykańskim. 

Już w 2013 r. podczas Financial Markets Conference ekonomista Charles Calomiris zauważył, że „główne czynniki – decydujące o przyznaniu odpowiednio wysokiego kredytu oraz zapowiadające kryzysy bankowe – mają charakter polityczny”. W książce „Fragile by Design: The Political Origins of Banking Crises and Scarce Credit” Calomiris i politolog Stephen Haber pokazali wiele umów politycznych zawartych przez banki z rządami różnych krajów. Miały one konsekwencje dla systemu kredytowego i finansowego. Czasem chodziło o ograniczenie innowacji w usługach finansowych, czasem o zniekształcenie rynku kredytowego – skutki bywały negatywne dla obywateli. Na przykład w USA rząd naciskał na banki, aby osłabiły standardy kredytów hipotecznych, co w znacznym stopniu przyczyniło się do kryzysu finansowego w Stanach Zjednoczonych. Teraz Unia Europejska chce, by banki stały się dobrymi Europejczykami i w imię europejskiej integracji przeznaczały kapitał na autarkiczne projekty. Druga dyrektywa usług płatniczych to jeden z przykładów – zmuszono banki do alokowania kapitału na obsługę płatności wolnych od opłat na terenie UE. Międzybankowe uznania i obciążenia SEPA są kolejnym przykładem. Regulacja systemów płatności będzie jeszcze jednym. 

Pozornie European Processor Initiative (EPI) ma jedynie na celu stworzenie płynniejszego systemu płatności w UE. Jednak nawet nie starano się ukrywać politycznych implikacji jego stworzenia. 

Jesienią 2019 r. Eurosystem (EBC i krajowe banki centralne w strefie euro) wznowił strategię płatności detalicznych, wzywając do zacieśnienia współpracy między europejskimi interesariuszami, aby umożliwić świadczenie usług płatniczych spełniających potrzeby europejskich klientów i wzmacniających autonomię europejskiego handlu detalicznego. Eurosystem nadal zamierza wspierać prywatne inicjatywy w zakresie płatności detalicznych, o ile spełniają one pięć wyznaczników: zasięg ogólnoeuropejski, przyjazność dla klienta, efektywność kosztowa, bezpieczeństwo, tożsamość europejska i zarządzanie oraz – w dłuższej perspektywie – zasięg globalny.  

W tej sprawie interesująco wypowiedział się Wolf Kunisch, szef ds. strategii, spraw publicznych i regulacyjnych w największym europejskim procesorze płatności – Worldline. Podczas przemówienia na Merchant Payments Ecosystem (największej w Europie konferencji poświęconej przetwarzaniu płatności handlowych) Kunisch zauważył, że korzystanie z amerykańskich systemów płatności „nie wydaje się dobre”. 

Ostatni raport „Financial Times” zawierał jeszcze bardziej szczere komentarze: 

Ponad 30 największych europejskich banków i procesorów kart kredytowych próbuje stworzyć giganta płatności, który byłby w stanie rozbić zdominowany przez USA oligopol. „Pomysł polega na zbudowaniu europejskiego systemu płatności, który mógłby stawić czoła potentatom jak PayPal, Mastercard, Visa, Google i Apple” – powiedział Joachim Schmalzl, przewodniczący European Payment Initiative. 

Wśród banków i agentów rozliczeniowych stojących za inicjatywą są Deutsche Bank, BNP Paribas, ING, UniCredit i Santander, które obecnie przetwarzają ponad połowę wszystkich płatności w Europie. Projekt ma poparcie Komisji Europejskiej oraz regulatorów finansowych strefy euro. 

EPI otrzymało do tej pory ponad 30 milionów euro od swoich zwolenników, powiedział Schmalzl. Jest także członkiem zarządu Związku Niemieckich Kas Oszczędnościowych, największej grupy bankowości detalicznej w kraju i zagorzałym zwolennikiem tej inicjatywy. 

Burkhard Balz, członek zarządu Bundesbanku, powiedział, że niemiecki bank centralny wspierał EPI, co „wzmocniłoby strategiczną autonomię UE na rynku płatności, wzmocniłoby konkurencję, a tym samym poprawiłoby wybór konsumentów”. EBC również z zadowoleniem przyjął tę inicjatywę. 

Płatności kartą w Europie są przetwarzane głównie przez firmy z siedzibą w USA. Według EuroCommerce cztery na pięć transakcji w Europie są obsługiwane przez Mastercard i Visa. Schmalzl ostrzegł, że tak dominujący udział w rynku może zaszkodzić konsumentom i sprzedawcom – wskazując na stosunkowo wysokie opłaty, a także pytania dotyczące ochrony danych. „Chcemy zaoferować alternatywę dla tego oligopolu i dać handlowcom i konsumentom w Europie prawdziwy wybór” – powiedział. 

Rzecznik Deutsche Banku powiedział, że europejski system płatności jest potrzebny, aby „pozostać niezależnym”, i że największy niemiecki pożyczkodawca przyłączył się do inicjatywy „wspierania tego wspólnego wysiłku europejskich instytucji finansowych”. 

Unia Europejska chce wzmocnić swoją międzynarodową pozycję, a nie da się tego zrobić bez polityki zagranicznej. Widać, że UE od dawna próbuje więc wpływać na politykę zagraniczną swoich państw członkowskich. Sama rozwija się w tym zakresie, powołała urząd Wysokiego Przedstawiciela Unii do Spraw Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa, który pełni funkcję unijnego ministra spraw zagranicznych. Ma też własną służbę dyplomatyczną działającą pod nazwą Europejskiej Sekcji Działań Zewnętrznych. Wydaje się jednak, że najskuteczniejszym sposobem rozwijania polityki zagranicznej jest wykorzystywanie już istniejących uprawnień regulacyjnych i gospodarczych jako instrumentu polityki zagranicznej.  

Tymczasem „nieuczciwe i obraźliwe praktyki” unijne drażnią Stany Zjednoczone. Chodzi między innymi o wcześniej wspomniane stosowanie sankcji finansowych przeciwko nieuczciwym państwom. Zmierza w ten sposób do „ochrony operatorów z UE na wypadek, gdyby państwo trzecie [USA] zmusiło infrastrukturę rynków finansowych z siedzibą w UE do przestrzegania jednostronnie przyjętych sankcji”. Chodzi tu o politykę USA, która nie spotkałaby się z akceptacją Brukseli. 

W 2018 roku niemiecki minister spraw zagranicznych Heiko Mass zaapelował do Unii Europejskiej o zbudowanie własnego systemu płatności, który pozwoliłby ominąć SWIFT i tym samym płatności denominowane w dolarach. Umożliwiłoby to handel z Iranem. W 2019 r. został założony system rozliczania płatności INSTEX, w którym udział ma dziewięć europejskich rządów (w tym Wielka Brytania). Wpływ tego systemu nie był jednak duży, a w styczniu Bloomberg donosił, że INSTEX „zrealizował tylko transfery niewielkich kwot kapitału za kilka przesyłek medycznych, które są technicznie zwolnione z sankcji”. Irańczycy narzekali na nieskuteczność systemu. Wydaje się jednak, że nie o same transfery chodziło, a o możliwość, by Europa mogła pójść własną, niezależną drogą, nawet jeśli ceną była pomoc Teheranowi. 

Komisja Europejska ma więc szereg strategii dotyczących płatności i finansów. Czy jednak centralne planowanie sprzyjać będzie innowacjom? Czy pozwoli na rozwój firm i gospodarek?  

Dotychczasowe wysiłki Francji i Niemiec zmierzające do zbudowania Quaero – europejskiego odpowiednika Google – nie przyniosły większych sukcesów. W raporcie „The Economist” sprzed 15 lat dotyczącym właśnie projektowanej wyszukiwarki Quaero (łac. „szukam”) znalazł się między innymi taki fragment: „Główne cele Quaero mają charakter kulturowy i polityczny, a nie komercyjny. Alexander Waibel, kierownik badań na Uniwersytecie w Karlsruhe, zasiadający w komitecie sterującym Quaero, również przedstawia emocjonalne uzasadnienie. »Europa chce zabezpieczyć dostęp, który nie musi być realizowany przez amerykańską technologię« – powiedział. A urzędnik bliski Chiracowi dodaje, że »cel znacznie przewyższa stawki ekonomiczne«”. 

Dzisiaj wiemy, co się stało, ale czy to tak wielka niespodzianka? W każdym razie te okoliczności pokazują, że również EPI może nie wypalić. Waszyngton nie dopuszcza tego typu centralnego planowania, z pewnością zaś Mastercard, PayPal, Visa, Google, Microsoft, Apple, Facebook czy Amazon nie są jego wynikiem. 

Unia chce zwiększyć odporność systemu finansowego. Nie da się jednak osiągnąć tego przez ciągły nacisk na „strategiczną autonomię”, nie da się też poprzez ciągłe dowodzenie i kontrolę. W książce „AntiFragile: Things That Gain From Disorder” profesor inżynierii ryzyka na Uniwersytecie Nowojorskim Nassim Taleb zauważa, że kruche (Fragile) systemy zawodzą, gdy są nadmiernie obciążone, podczas gdy systemy antykruche (AntiFragile), takie jak nasz układ odpornościowy i mięśnie, stają się wtedy silniejsze. Sektory centralnie kierowane i wysoce skoncentrowane są z natury kruche. Rynki z wieloma konkurującymi graczami stosującymi różne strategie są elastyczniejsze. Rynki stają się bardziej odporne i mniej kruche, z większą liczbą graczy, upadek któregoś z nich nie stanowi zagrożenia dla całego systemu. 

Wydaje się zatem, że jeśli Unia Europejska pragnie silnych, otwartych i odpornych rynków finansowych i działających na nich systemów płatności, a co za tym idzie – silniejszej gospodarki, nie powinna zajmować pozycji merkantylistycznego centralnego planisty tylko nocnego stróża. Bardziej liberalne stanowisko Brukseli przysłużyłoby się nie tylko Europejczykom, ale i Amerykanom. 

Na podstawie: https://www.nationalreview.com/2021/06/the-eus-financial-sector-mercantilism-will-lead-to-weakness-not-stength/

Więcej artykułów