fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

19 C
Warszawa
niedziela, 14 lipca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Racjonowanie energii elektrycznej we Francji będzie konieczne?

Fabien Bouglé uważa, że w niedługim czasie zużycie energii elektrycznej we Francji może przekroczyć tamtejsze możliwości produkcyjne. Ten francuski ekspert specjalizujący się w polityce energetycznej i dyrektor firmy z sektora finansowego, wydał właśnie książkę – „Nucléaire, les vérités cachées”. Z tej okazji dziennik „Le Figaro” przeprowadził z nim wywiad na temat perspektyw francuskiej i europejskiej polityki energetycznej.

Warto przeczytać

Francuski rząd zamierza uprzedzić prefektów, by przygotowali się na ewentualne przerwy w dostawie prądu. Planowane działania mogłyby dotknąć nawet 60 proc. mieszkańców Francji. Czy tego scenariusza można uniknąć?

Zobaczymy, jakie będą warunki atmosferyczne. Jeśli na początku 2023 r. pogoda będzie dobra, racjonowania dostaw energii pewnie uda się uniknąć. Ale jeśli zima będzie wyjątkowo mroźna, na pewno odczujemy niedobory prądu. Od stycznia do marca mamy coś, co możemy określić zimowym szczytem zużycia energii, tymczasem Francja wyłączyła 23 z 56 reaktorów. Być może przed końcem tego roku uda się uruchomić ponownie 10 z nich, ale to nadal o 10 za mało. W konsekwencji nawet wtedy będziemy zużywać więcej energii niż nasze elektrownie będą w stanie wyprodukować.

Nie składujemy prądu. Produkcja energii elektrycznej to ruch elektronów, ich ciągły przepływ. Więc jeśli dzisiaj ograniczymy zużycie energii, wcale nie zostanie jej nam więcej na styczeń czy luty. Inaczej mówiąc, w przypadku energii elektrycznej możliwe jest jedynie zużycie tego, co w danej chwili jest produkowane. Energia wyprodukowana w styczniu – musi zostać zużyta w styczniu. Relacja między produkcją a konsumpcją jest tutaj bardzo ścisła. To nie tak jak z gazem, który możemy przechowywać. Gaz mamy w zapasie. We Francji zawsze składuje się 25 proc. rocznego zużycia gazu w formie rezerw. I te rezerwy są obecnie zachowane.

Czy rząd Francji ma rację, twierdząc, że produkowanej energia może być za mało, by zaspokoić wszystkie potrzeby?

We Francji zamknięto zbyt wiele elektrowni jądrowych. Na domiar złego mamy w Europie historyczny spadek prędkości wiatru, a to oznacza zmniejszenie dostaw energii z turbin wiatrowych. Od 43 lat wiatr nie wiał tak słabo, jak obecnie. Należący do Komisji Europejskiej Instytut Copernicus wyliczył, że Francji zabraknie zasobów do zaspokojenia zapotrzebowania energetycznego, po jego spodziewanym styczniowym wzroście. Oznacza to, że prawdopodobieństwo niedoborów prądu we Francji jest duże. A w takiej sytuacji racjonowanie energii elektrycznej – na wzór krajów Trzeciego Świata – jest całkiem możliwe.

Powodem takiego stanu rzeczy jest między innymi zbyt wolny restart reaktorów jądrowych EDF. Jak do tego doszło? Czy to kwestia zbyt małych inwestycji?

Energię jądrową krytykuje się przynajmniej od dekady. Gra się na ludzkim strachu, wykorzystuje pojedyncze incydenty, terroryzuje gospodarkę. Greenpeace i podobne mu organizacje obrały energię jądrową na cel, czym przyczyniły się do osłabienia naszej energetycznej niezależności. Po tym, jak były prezydent Francji Francois Hollande zawarł porozumienie ze stronnictwem Zielonych, Xavier Pieschaczik – aktualny prezes francuskiego operatora energetycznego RTE, a wtedy doradca prezydenta ds. energii – dążył do zmniejszenia o połowę udziału energii jądrowej we francuskim koszyku energetycznym. To on zlecił uchwalenie wielu ustaw, które umożliwiły przyspieszenie rozwoju zielonej energii we Francji. Planowano zamknięcie przynajmniej 25 reaktorów jądrowych oraz zwiększenie liczby turbin wiatrowych. Przesunięto więc środki, w efekcie nie służyły już konserwacji reaktorów czy stymulowaniu energii jądrowej, tylko rozwojowi projektów związanych z energią odnawialną.

Przeczytaj także:

Teraz trzeba przerwać ten przepływ pieniędzy, zahamować instalację kolejnych turbin wiatrowych i wrócić do planu jądrowego Messmer z 1974 r., opracowując na nasze potrzeby w Messmer 2.

Niedawno Jean-Bernard Levy, były prezes francuskiego przedsiębiorstwa energetycznego EDF, zauważył, że ożywienie energetyki jądrowej było zbyt trudne, kiedy ustawy nakazywały zamykanie działających reaktorów. Zmniejszono pierwotnie planowaną liczbę reaktorów przeznaczonych do zamknięcia, ale nadal widać było, że Francja jest niechętnie do nich nastawiona.

I to właśnie ta ideologia wykształciła logikę działania, które od dekady dokucza Francji. Bez właściwych kalkulacji zamknięto reaktory. Jednocześnie – a to dopiero wstyd! – uruchomiono bardzo szkodzącą środowisku elektrownię węglową w Saint-Avold.

Czy da się to jeszcze jakoś odkręcić?

Jeśli nie zejdziemy z tej drogi, czeka nas kilka ciężkich lat. Powinniśmy jak najszybciej przerwać inwestowanie w niestałe źródła energii odnawialnej i ruszyć z rozwojem energetyki jądrowej. Nieciągłość działania turbin wiatrowych i paneli słonecznych sprawia, że cała sieć elektryczna się destabilizuje, bo ilość wprowadzanej energii jest nieprzewidywalna i przypadkowa. Zamiast tego należy opracować plan rozwoju energii jądrowej Messmer 2. Nie ma co się cofać, tylko iść naprzód – a to energia jądrowa jest przyszłością.

Od pierwszego planu Messmera minie niedługo 50 lat. To on zapewnił Francji wygodę i niezależność energetyczną. Nie musieliśmy się martwić dostawami prądu. Wyjście z dzisiejszej sytuacji musi obejmować reaktywację energii jądrowej i połączenie jej z energią wodną – tak jak obecne robi Szwecja oraz Szwajcaria. We Francji też to połączenie się sprawdzało, zanim nie dodaliśmy kłopotliwej energii wiatrowej.

Poza przejściem na energię jądrowo-wodną, Francja powinna inwestować w nowe technologie energetyczne, takie jak energia geotermalna. Zanim uruchomimy kilkadziesiąt reaktorów jądrowych – co zajmie z pewnością kilka lat – musimy wykorzystywać jeszcze elektrownie gazowe jak ta w Landivisiau.

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię